You are currently browsing the tag archive for the ‘szpital’ tag.

Miałem dzisiaj sen. Śnił mi się szpital, a konkretnie oddział psychiatryczny szpitala w wielopiętrowym budynku (wjazd windą na 4 piętro). Szpital z wyglądy jak każdy inny, ale na oddziale psychiatrycznym od czasu do czasu miały miejsce zdarzenia rodem z filmu Paranormal Activity. Konkretnie zaś na oddziale miejsce zmieniały ściany, ścianki, przepierzenia, drzwi. Problem męczył psychiatrów tam pracujących, gdyż racjonalni ludzie nie akceptują takich zdarzeń, więcej, wiedzą że zjawiska takowe nie istnieją, ale gdy po raz kolejny wbijał się jeden z drugim doktor, kubkiem kawy w ścianę, której jeszcze przed chwilą nie było, albo drzwi przesunęły się o dobry metr od ostatniego punktu, w którym je widział i walili głową w mur, uznali gremialnie, że coś musi być na rzeczy, zwłaszcza, że to ‚coś’ dodatkowo mocno destabilizowało leczenie obecnych na oddziale pacjentów, którzy także odczuwali skutki tego co się działo.

mental_hospital

Czytaj resztę wpisu »

Zawieźli go do Szpital Praskiego na badania, które by to potwierdziły. Choć spędził tam pięć godzin i skarżył się na bóle głowy, żaden lekarz się nim nie zainteresował.

Środa, godz. 14. Grzegorz Wojciechowski wraca samochodem Włodarzewską do domu. Zatrzymują go policjanci – zauważyli, że jedzie zygzakiem. Są przekonani, że pił. Każą mu chuchnąć, ale od pana Grzegorza nie czuć alkoholu. Mężczyzna skarży się za to, że źle się czuje. Policjanci to ignorują. Wiozą go do komendy przy Opaczewskiej. Tam zapada decyzja – zatrzymany będzie przewieziony do Szpitala Praskiego i przebadany na obecność narkotyków w organizmie.

W szpitalu żaden lekarz nie bada pana Grzegorza, choć dalej skarży się na złe samopoczucie. Przez kilka godzin siedział w asyście policjantów w korytarzu i czeka na wyniki badań toksykologicznych.

Wtedy przyjeżdża tam jego brat. Razem pracują. Gdy pan Grzegorz rozmawiał z policjantami, miał włączoną komórkę – wymianę zdań słychać było w ich wspólnej firmie. – Jak tylko go zobaczyłem, wiedziałem, że jest niedobrze. Miał niedowład lewej części ciała, wykrzywioną twarz, mówił bardzo niewyraźnie – relacjonuje Michał Wojciechowski.

Dzwoni do żony pana Grzegorza. Jest godz. 16.30, właśnie wychodzi z pracy. – Od razu pojechałam do szpitala. Siedzieli na korytarzu. Grzesiek przysypiał, ślina mu leciała z ust, słabo kontaktował. Skarżył się, że boli go głowa. Policjanci stali obok – opowiada.

Pani Danuta biegnie do rejestracji. Prosi lekarza o pomoc. – Zapewniałam, że nie jest narkomanem – mówi. – Usłyszałam, że mam czekać na wyniki.

Czytaj resztę wpisu »

Zostałam tam na noc z chorym synkiem, nigdy bym się nie spodziewała, że spotka mnie coś złego – opowiada młoda kobieta z Kruszwicy. Dyrektor radziejowskiej lecznicy nie wierzy w winę swojego pracownika.

Tragedia Weroniki (prosi, by nie podawać nazwiska) rozegrała się w nocy z wtorku na środę. – Mój synek był chory, miał gorączkę, wymiotował. Pojechałam z nim do szpitala w Radziejowie – opowiada kobieta. – Lekarze zatrzymali go na obserwacji, więc z nim zostałam. W życiu nie spodziewałabym się, że przytrafi mi się coś takiego i to w miejscu, które powinno dawać poczucie bezpieczeństwa.

Zaczęło się o godz. 22. Kobieta leżała przy synku, dziecko spało. – Do sali wszedł lekarz dyżurny. Odkrył kołdrę i zaczął dotykać moich ud, gładził ręką po majtkach. Próbował całować. Udawałam, że śpię. Myślałam, że to go zniechęci. Niestety tak się nie stało. Powiedział, że idzie sprawdzić, kiedy kładą się spać pielęgniarki i za chwilę wraca – opowiada roztrzęsiona kobieta.

Gdy lekarz wszedł na chwilę do swojego gabinetu, kobieta pobiegła do pielęgniarek. Prosiła, żeby otworzyły drzwi oddziału, zamykane na noc na klucz. Tłumaczyła, że musi koniecznie wyjść. – Zapytały, czy był u mnie? Znały więc sprawę! Zaproponowały, że mogą zamknąć mnie w gabinecie zabiegowym. Twierdziły, że on tam nie wejdzie, bo nie ma klucza – wspomina. – Ale ja nie chciałam tam dłużej zostać. Zadzwoniłam po narzeczonego i natychmiast pojechaliśmy na policję. Moja mama wróciła do szpitala po dziecko, ja nie byłam w stanie iść tam ponownie.

Czytaj resztę wpisu »

Zawiadomienie o molestowaniu złożyła na policję matka chłopca. Twierdzi ona, że jej syn, który trafił na obserwację do łódzkiego szpitala, był wielokrotnie gwałcony i bity.

– Akta sprawy trafiły do prokuratury Łódź-Bałuty. Dzięki temu będzie można zwolnić z zachowania tajemnicy zawodowej pracujących w szpitalu lekarzy. To pozwoli na ich przesłuchanie – powiedziała Magdalena Piotrowska z Komendy Miejskiej Policji w Łodzi. Dodała, że dzięki temu będzie można dokładnie ustalić przebieg zdarzeń.

Według relacji chłopca był on molestowany przez swoich nieletnich kolegów, którzy przebywali na oddziale. Gdy się bronił był bity.

Czytaj resztę wpisu »

W dobie powszechnego narzekania na jakość usług medycznych w Polsce, strajków lekarzy i pielęgniarek, ogólnie – w dobie zamieszania trafiłem do szpitala. W ciągu ostatnich ~12 lat (czyli: od momentu gdy operowano mnie ostatni raz) w szpitalu zaszły zmiany.

In minus należy wymienić to, iż sale chorych w znacznej części nie zostały dotąd wyremontowane. Straszą szarymi tynkami. Zatykającymi się toaletami. Rdzawymi zaciekami na panelach sufitowych. Gdzieniegdzie wiszą kable.

In plus … tutaj lista jest o wiele dłuższa. Zacznę od wspaniałej opieki. W każdym momencie, przed i po zabiegu, mogłem liczyć na pomoc i wsparcie personelu szpitala. Pielęgniarki były obecne nie tylko ‚na zawołanie’ ale także same zaglądały zapytać, czy wszystko z nami, chorymi, w porządku. Czy nie potrzebujemy jakiejś pomocy, leków etc. To samo dotyczyło opieki lekarskiej. Lekarze byli uprzejmi, pomocni. W każdej chwili mogłem liczyć na rzetelne wyjaśnienia dotyczące mojego stanu zdrowia, preferowanej i realizowanej formy leczenia. W każdej chwili mogłem także uzyskać pomoc psychologa co było dla mnie nie bez znaczenia, jako, iż z pomocy duchownych (całkowicie nieobecnych w szpitalu – poza kaplicą) nie korzystam. Największe wrażenie wywarła na mnie opieka anestezjologiczna w przeddzień i w dniu zabiegu. Muszę to napisać – od dawna nie poznałem tak komunikatywnej, oddanej swemu zawodowi a przez to mojemu dobru, osoby, jaką okazała się być prowadząca mnie anestezjolog. W swojej zawodowej poprawności była ona także nad wyraz pełna ludzkich odruchów. Komunikowała się nie tylko werbalnie, ale także pozawerbalnie – przez uśmiech czy dotyk. Ogólnie zmieniło się podejście do pacjenta. Jako, że zwróciłem na uwagę wcześniej muszę zaznaczyć, że jako profanowi rzuciło mi się w oczy też to, że znacznej poprawie uległo wyposażenie sali operacyjnej oraz pooperacyjnej, a ich stan techniczno-wizualny był wzorowy

Stan constans został zachowany w zakresie przyjęcia do szpitala. Nadal jest to proces zbytecznie wydłużony. Żmudny. Obarczony nadmiarem biurokratycznych wymogów.

Obecnie jestem szczęśliwym rekonwalescentem, który nad wyraz dobrze wspomina pobyt w NFZ’owskim szpitalu w Warszawie przy ulicy Banacha :)

Archiwum

Kategorie