You are currently browsing the tag archive for the ‘sen’ tag.

Dzisiejszej nocy śniłem o własnym zejściu. Pominąwszy fakt różnic pomiędzy doświadczeniami z życia realnego a snem zasadniczo jedna rzecz szczególnie mnie w tym śnie irytowała: w świecie bez ciała nie można było wypocząć, wyspać się. Dziwiła skala i prostota interakcji ze światem fizycznym, niewymuszonego, naturalnego, dalece ingerującego; przez co nie zastanawiała naturalna niechęć do podejmowania takich działań.

Dwa lata temu śnił mi się przewrót wojskowy w Grecji. Przewrót jako konsekwencja kryzysu finansowego. Po ostatnich doniesieniach medialnych zastanawiam się czy sen ten się ziści, czy pojawią się jacyś nowi „czarni generałowie’ (dla odmiany), którzy postanowią wziąć ster władzy w swoje ręce i „ratować”, w sumie nie do końca wiem co, godność rodaków, czy stabilność UE.

Czarni pułkownicy // 1968

Czarni pułkownicy // 1968

Miałem dzisiaj sen. Śnił mi się szpital, a konkretnie oddział psychiatryczny szpitala w wielopiętrowym budynku (wjazd windą na 4 piętro). Szpital z wyglądy jak każdy inny, ale na oddziale psychiatrycznym od czasu do czasu miały miejsce zdarzenia rodem z filmu Paranormal Activity. Konkretnie zaś na oddziale miejsce zmieniały ściany, ścianki, przepierzenia, drzwi. Problem męczył psychiatrów tam pracujących, gdyż racjonalni ludzie nie akceptują takich zdarzeń, więcej, wiedzą że zjawiska takowe nie istnieją, ale gdy po raz kolejny wbijał się jeden z drugim doktor, kubkiem kawy w ścianę, której jeszcze przed chwilą nie było, albo drzwi przesunęły się o dobry metr od ostatniego punktu, w którym je widział i walili głową w mur, uznali gremialnie, że coś musi być na rzeczy, zwłaszcza, że to ‚coś’ dodatkowo mocno destabilizowało leczenie obecnych na oddziale pacjentów, którzy także odczuwali skutki tego co się działo.

mental_hospital

Czytaj resztę wpisu »

W śnie tym istniała pewna wartość, ulotna, eteryczna, będąca obiektem pożądania wielu osób. W jej osiągnięciu nie pomagał status majątkowy, wiek, uroda, stan zdrowia i tężyzna fizyczna, mądrość, wiedza, cnota, znajomości; na jej zdobycie nie wpływał żaden z wymienionych (oraz niewymienionych, a mających w realnym świecie wpływ) środków ‚przekonywania’. Z tego powodu stanowiła obiekt pożądania. Jej posiadanie nie awansowało człowieka w hierarchii społecznej (ani żadnej innej) ale stanowiło specyficzny sposób sprawdzenia samego siebie (przybierając formę pytania: czy ja mam to coś co pozwoli mi sięgnąć po tę wartość); formę tak indywidualną, że jakiekolwiek porównanie siebie z innymi w tym względzie traciło rację bytu zanim ktoś zdołał o takim porównaniu pomyśleć; posiadający nie czuli się lepsi, ani się tak nie zachowywali, nie pogardzali tymi, którym nie było dane posiadać. Nie posiadający nie czuli się gorsi, ani nie zazdrościli tym, którzy posiadali. Brak posiadania i posiadanie nie były ze sobą konfrontowane. Brak posiadania skutkował jedynie pytaniem o mechanizm pozyskania, kryteria ofiarowania tej wartości człowiekowi. Budził pytanie: Co powoduje, że jedni ją otrzymali, a inni nie, skoro w żaden sposób się od siebie nie różnili? Jednakże ci, którzy otrzymali także zadawali sobie to własnie pytanie. Nikt nie był zaskoczony ani otrzymaniem i ani odmową udzielenia owej wartości. Traktowano to w naturalny sposób bez względu na efekt końcowy.

Czytaj resztę wpisu »

Piątek. Powrót do domu z gorączką. Sobota. Leki. I sen. Dużo snu. Niedziela. Sen i leki ciąg dalszy.

Poniedziałek. Czuję się lepiej. Czas na podsumowanie.

Czasami odnoszę wrażenie, że ludzie z którymi się spotykam w świecie wirtualnym tkwią w nieustającej chorobie. Nazwą tej choroby jest:

Z pewnością nie masz grama racji — Z pewnością ja mam całkowitą rację.

Na wyleczenie się z niej nie wystarczają trzy dni, sen i leki.

Archiwum

Kategorie