Archiwum

Posts Tagged ‘prawo’

Policja zamknęła jedyną darmową aptekę w Warszawie

11/01/2010 Komentarze wyłączone

Lekarze Nadziei zamknęli punkt apteczny, w którym wydawali za darmo leki dla bezdomnych i ubogich. Skonfiskowała je policja. Teraz wzywa na przesłuchania ponad 80-letnich wolontariuszy.

– To miejsce kontynuowało działania rozpoczęte jeszcze w stanie wojennym. To wtedy społecznicy skupieni w Prymasowskim Komitecie Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności i ich Rodzinom rozdawali lekarstwa, które do Polski trafiały z zagranicy – opowiada dr Maria Sielicka-Gracka, przewodnicząca warszawskiego oddziału Lekarzy Nadziei.

O Lekarzach pisaliśmy w „Gazecie” wielokrotnie. Stowarzyszenie prowadzi przy Wolskiej 172 na zasadach wolontariatu jedyną w Warszawie przychodnię dla bezdomnych. Za to właśnie nagrodziliśmy ich „Stołkiem”, naszą coroczną nagrodą dla ludzi, którzy robią w mieście coś wyjątkowego.

Od lat medycy prowadzili też punkt wydawania leków dla bezdomnych i ubogich przy ul. Rakowieckiej 61. Dwa nieduże pokoje za darmo udostępniła im parafia św. Andrzeja Boboli. Leki, jako darowizny, przekazywały firmy farmaceutyczne. – Przychodziło dużo ludzi, zwłaszcza starszych – mówi doc. Maria Chruściel, farmakolog. Ma 83 lata i od samego początku, jako wolontariuszka, kierowała punktem. – Najwięcej leków wydawaliśmy na nadciśnienie, cukrzycę, astmę. 20 lat tam spędziłam i nigdy nie było żadnej pomyłki ani reklamacji – podkreśla.

Jej mąż prof. Tadeusz Chruściel, też farmakolog, dodaje: – Przychodzili nie tylko bezdomni, ale też ubodzy, których nie stać na wykup leków. Wydawaliśmy im je za darmo. Takie miejsce jest niebywale potrzebne.

Pod koniec listopada w punkcie aptecznym niespodziewanie zjawili się policjanci w towarzystwie pracowników inspektoratu farmaceutycznego. Funkcjonariusze zapakowali w pudła wszystkie lekarstwa i zabrali. Od tamtej pory punkt jest zamknięty. – Byłam przesłuchiwana jako świadek. Kilka razy wzywano mnie na policję, bo musiałam być też obecna na miejscu przy spisie leków – relacjonuje Maria Chruściel.

Czytaj dalej…

Ksiądz pedofil wyszedł z aresztu, bo… źle się tam czuł

03/11/2008 Komentarze wyłączone

Bydgoski sąd wyraził zgodę, aby ksiądz, oskarżony o pedofilię, opuścił areszt za poręczeniem majątkowym. Powód? Zła kondycja psychiczna duchownego – informuje dziennik „Polska”.

Obecnie środkiem zapobiegawczym ma być poręczenie majątkowe w wysokości 40 tysięcy złotych – poinformował prokurator Włodzimierz Marszałkowski, zastępca szefa Prokuratury Rejonowej Bydgoszcz-Południe, która prowadzi śledztwo w tej sprawie. Sąd podjął taką decyzję w oparciu o opinię biegłych psychiatrów.

Ksiądz Waldemar B., który ostatnio był wikarym w parafii Matki Boskiej Różańcowej w Wysokiej koło Piły i uczył religii w tamtejszej szkole, został zatrzymany w kwietniu. Ciążą na nim zarzuty molestowania jedenastoletniego chłopca. Duchowny pełniąc posługę w parafii Matki Boskiej Fatimskiej w Bydgoszczy zaprzyjaźnił się z rodzicami chłopca. Ufali mu do tego stopnia, że czasami nocował w ich mieszkaniu. Prawdopodobnie w czasie jednej z takich nocy na początku 2005 roku ksiądz molestował chłopaka.

Opinie jednoznacznie wskazują, że ksiądz Waldemar B. był wówczas w pełni świadomy tego, co robił – ocenił Marszałkowski. Czekamy tylko na orzeczenie biegłego psychiatry, który stwierdzi, że duchowny może znowu brać udział w dalszych czynnościach śledczych. Wówczas postawimy księdza w stan oskarżenia – dodaje prokurator. Kiedy to nastąpi? Na razie nie wiadomo.

źródło: wiadomosci.wp.pl

Ekskomunika Kopacz – sprostowanie

08/07/2008 3 Komentarze

Przepraszam czytelników, których wprowadziłam w błąd, nazywając niedawno pomysł ekskomunikowania minister zdrowia Ewy Kopacz rozdmuchiwaną przez media bzdurą. Sprawa jest znacznie poważniejsza.

Postulat internauty wpisany na stronie „Frondy”, który zdaniem abp. Józefa Życińskiego ośmiesza Kościół, całkiem serio poparli właśnie księża z „Gościa Niedzielnego”.

Redaktor naczelny ks. Marek Gancarczyk tłumaczy „nieszczęsnej Ewie Kopacz”, że „jeżeli przepisy prawa państwowego są sprzeczne z zasadami moralnymi, to takich przepisów pod żadnym pozorem nie wolno przestrzegać. Nie wolno się do nich nigdy stosować„.

A ks. Tomasz Jaklewicz dziwi się: „Dlaczego także kościelne autorytety zbyły tę inicjatywę milczeniem lub sceptycznym komentarzem? Wierni mają przecież prawo powoływać się na prawo kanoniczne oraz prosić biskupa o zbadanie sprawy, podjęcie decyzji i jej wytłumaczenie. Tym bardziej, gdy rzecz dzieje się w przestrzeni publicznej”.

Na deser emerytowana pielęgniarka Cecylia Jankowska opowiada, jak abortowane płody chowała do słoików z formaliną, „takich wyższych”. I naklejała na nich karteczki z imionami. Relacjonuje to w szczegółach „Gościowi”, „bo usłyszała o Agatce, której pani minister zdrowia znalazła klinikę, gdzie mogła zabić swoje nienarodzone dziecko”.

To nie hasła ze słynnej krwawej wystawy antyaborcyjnej Łukasza Wróbla. To nie forum internetowe ekstremistów z „Frondy”. I właśnie dlatego sprawa jest poważna. Bo gdy fundamentalizm wdziera się na łamy wysokonakładowego pisma (niegdyś sensownego i umiarkowanego), gdy jego księża redaktorzy piętnują urzędników państwowych za to, że nie zignorowali swoich obowiązków, robi się strasznie.

Źródło: Gazeta Wyborcza