You are currently browsing the tag archive for the ‘molestowanie’ tag.

Po moralnym bankructwie Kościoła w Irlandii ostatnim prawdziwym bastionem katolicyzmu w Europie jest Polska. Ale nawet taki kolos jak polski Kościół stoi na glinianych nogach.

Biczowanie, kopanie, podpalanie, zadawanie oparzeń, dźganie, zmuszanie do pozostawania w pozycji klęczącej przez wiele godzin, zmuszanie do kąpieli w wodzie o temperaturze bliskiej wrzenia, bicie w podeszwy stóp, zawieszanie na haku i bicie, szczucie psami – to nie są praktyki, jakie wobec więźniów politycznych stosują strażnicy obozów zesłania w Chinach, ani metody nakłaniania terrorystów do zeznań w tajnych więzieniach CIA. Takich środków wychowawczych przez cały XX wiek używali wobec dzieci księża oraz bracia i siostry zakonne w instytucjach kościelnych w Irlandii. Wychowankowie tych ośrodków byli też na masową skalę molestowani seksualnie, z gwałtami zbiorowymi włącznie. 20 maja 2009 roku – dzień, w którym opublikowano raport tak zwanej komisji Ryana – to data ostatecznego upadku Kościoła katolickiego w Irlandii, instytucji, która przez stulecia stanowiła jeden z filarów tożsamości narodowej mieszkańców tego kraju i dzięki której udało im się oprzeć brytyjskiej kolonizacji.

Czytaj resztę wpisu »

Tysiące dzieci było bitych i gwałconych w placówkach prowadzonych w Irlandii przez Kościół katolicki od lat 30. XX w. – napisano w raporcie, opublikowanym w Dublinie po dziewięciu latach badań.

Rządowa Komisja ds. Przemocy wobec Dzieci oparła swój raport na świadectwach 2500 byłych uczniów i byłych pracowników szkół, sierocińców, zakładów poprawczych i szpitali dotyczących molestowania seksualnego oraz przemocy emocjonalnej i fizycznej, której dopuszczali się księża i zakonnice od lat 30. XX w. aż do zamknięcia ostatniej instytucji tego rodzaju w latach 90.

W liczącym 2600 stron i 5 tomów raporcie komisja pisze, że molestowanie seksualne i gwałty były powszechne w instytucjach dla chłopców, a przedstawiciele Kościoła zachęcali do karania poprzez bicie i wielokrotnie chronili pedofilów przed aresztowaniem.

„W niektórych szkołach brutalne bicie za karę było codziennością.(…) Dziewczęta bito po całym ciele przedmiotami, które intensyfikowały ból. Oczernianie osób i rodzin było powszechne” – napisano w raporcie.

Czytaj resztę wpisu »

Sąd w Bytowie na Pomorzu wypuścił na wolność miejscowego biznesmena podejrzanego o wykorzystanie seksualne niepełnosprawnej umysłowo nastolatki – informuje RMF FM. Bogdan K. miał płacić po kilkadziesiąt złotych za seks z dziewczynkami z ośrodka wychowawczo-opiekuńczego. Mężczyzna po wpłaceniu 300 tysięcy złotych poręczenia majątkowego wyszedł jednak na wolność.

Ta decyzja oburzyła bytowskich policjantów i prokuratorów.

Prokuratura ma czas na odwołanie do piątku. Rozgoryczony prokurator rejonowy z Bytowa, Jan Zborowski mówi, że sytuacja jest niezrozumiała: świadkowie, którzy rozpoznali sprawcę przez lustro fenickie to osoby podatne na wpływ, niesprawne umysłowo i wypuszczanie na wolność sprawcy jest wielkim błędem. To sygnał dla społeczeństwa, że za pieniądze można zrobić wszystko – mówi Zborowski.

Pokrzywdzona w tej sprawie jest na razie jedna dziewczynka. W toku jest kolejne śledztwo dotyczące innej dziewczynki a policjanci nie wykluczają, że takich przypadków było dużo więcej.

źródło: wiadomosci.wp.pl

Bulwersujące zapisy rozmów z inspektorami pracy publikuje piątkowy „Dziennik”.

– Niech pani jak najszybciej zwolni się z pracy albo poczeka aż szef się zestarzeje – takie m.in. rady usłyszała dziennikarka gazety, która zadzwoniła do kilkunastu oddziałów Państwowej Inspekcji Pracy w całej Polsce udając, że jest molestowana w pracy.

– Przełożony klepie po pupie? Prawi niechciane komplementy? Niestety, bez twardych dowodów nie ma pani żadnych szans w sądzie – tłumaczyli dziennikarce „Dziennika” pracownicy instytucji, której jedynym zadaniem jest ochrona praw zatrudnionych. Zgodnie przyznawali, że nie potrafią jej pomóc, a sprawa jest beznadziejna.

Czytaj resztę wpisu »

Pani Ewelina (nazwisko do wiadomości redakcji) zgłosiła już sprawę policji.

Kobieta jest kierowniczką w państwowej firmie. Prawo jazdy postanowiła zrobić w szkółce 54-letniego Zdzisława K. Jego jednoosobową szkołę w zielonogórskich rankingach wymienia się wśród najlepszych.

Myślała, że nie można wybrać lepiej. Ale już pierwsza lekcja ją zaniepokoiła.

– Instruktor wypytywał, czy mam narzeczonego i czy to on wysłał mnie na prawo jazdy. Mówiłam, że nie mam nikogo – opowiada pani Ewelina. – Teraz wiem, że to był błąd. Trzeba było skłamać. Wiedziałby, że jeśli mnie dotknie, to może od kogoś oberwać.

– Potem zaczęły się te seksualne dowcipy. „Ale jesteś tępa, jak zdasz egzamin, to cię przelecę, jak przejedziesz dobrze łuk, to cię zgwałcę”. – Zaciskałam zęby i jechałam dalej. On do mnie: „Ewelinko”, a ja do niego: „Panie Zdzisławie”, bo nie wyobrażam sobie być na „ty” z facetem, który jest ode mnie o 30 lat starszy.
Czytaj resztę wpisu »

Zostałam tam na noc z chorym synkiem, nigdy bym się nie spodziewała, że spotka mnie coś złego – opowiada młoda kobieta z Kruszwicy. Dyrektor radziejowskiej lecznicy nie wierzy w winę swojego pracownika.

Tragedia Weroniki (prosi, by nie podawać nazwiska) rozegrała się w nocy z wtorku na środę. – Mój synek był chory, miał gorączkę, wymiotował. Pojechałam z nim do szpitala w Radziejowie – opowiada kobieta. – Lekarze zatrzymali go na obserwacji, więc z nim zostałam. W życiu nie spodziewałabym się, że przytrafi mi się coś takiego i to w miejscu, które powinno dawać poczucie bezpieczeństwa.

Zaczęło się o godz. 22. Kobieta leżała przy synku, dziecko spało. – Do sali wszedł lekarz dyżurny. Odkrył kołdrę i zaczął dotykać moich ud, gładził ręką po majtkach. Próbował całować. Udawałam, że śpię. Myślałam, że to go zniechęci. Niestety tak się nie stało. Powiedział, że idzie sprawdzić, kiedy kładą się spać pielęgniarki i za chwilę wraca – opowiada roztrzęsiona kobieta.

Gdy lekarz wszedł na chwilę do swojego gabinetu, kobieta pobiegła do pielęgniarek. Prosiła, żeby otworzyły drzwi oddziału, zamykane na noc na klucz. Tłumaczyła, że musi koniecznie wyjść. – Zapytały, czy był u mnie? Znały więc sprawę! Zaproponowały, że mogą zamknąć mnie w gabinecie zabiegowym. Twierdziły, że on tam nie wejdzie, bo nie ma klucza – wspomina. – Ale ja nie chciałam tam dłużej zostać. Zadzwoniłam po narzeczonego i natychmiast pojechaliśmy na policję. Moja mama wróciła do szpitala po dziecko, ja nie byłam w stanie iść tam ponownie.

Czytaj resztę wpisu »

Archiwum

Kategorie