You are currently browsing the tag archive for the ‘Google’ tag.

Kilka lat temu popełniłem wpis o mocno zbliżonym tytule.

W dniu wczorajszym dowiedziałem się, że nadal jestem pasywny seksualnie, tym razem jednak korporacja wchodząc z mną w stosunki, czyli mówiąc wprost, językiem wiedźmińskim, chędożąc mnie w rzyć, na koniec każe sobie jeszcze za wszystko, co dla mnie zrobiła, płacić.

Przeczytałem o tym w następujących miejscach:

– ale, że to nie są pierwsze zmiany w warunkach użytkowania tej usługi, zatem potraktowałem je, w pierwszym odruchu, pobłażliwe i bez szczególnego fajerwerku, w końcu byłem (i jestem) uspokajany przez różne media branżowe, iż użytkownicy darmowej wersji będą mogli dalej z niej korzystać bez konieczności uiszczania jakiejkolwiek opłaty.

Media zapomniały jednak wspomnieć o czymś, co znalazłem dzisiaj w panelu zarządzania moimi usługami Google Apps. Tym czymś wydaje się czas możliwości bezpłatnego wykorzystywania usługi ograniczony do 30 dni o czym zdaje się świadczyć taki oto komunikat :

Bezpłatna 30-dniowa wersja próbna Google Apps dla Firm

– z przyciskiem o treści „UAKTUALNIJ TERAZ”. Poczekam 30 dni i jeśli usługa przestanie działać dokonam migracji do usług Microsoftu i oddam moje pieniądze innej korporacji, uczciwszej o tyle, że nie ukrywa zainteresowania moim portfelem w pierwszym rzędzie, a dopiero potem moimi członkami ;)

… a Ty pełnisz rolę pasywną oznacza to, że właśnie zostałeś ‚klientem’ korporacji i wszystko co możesz zrobić to okłady na bolącej części ciała gdy korporacja z Tobą skończy.

W połowie grudnia br. wykonałem operację usunięcia Aplikacji Google w jednej z zarządzanych dla klienta domen. Otrzymałem komunikat informujący mnie, że w ciągu 5 dni dane zostaną usunięte z Google’a. Proste – nieprawdaż? Domenę przeniosłem gdzie należało. Minęło pięć dni i okazało się, że do klienta nie dociera poczta. Dowolna wiadomość wysyłana z Gmail’a ginie. Serwery pocztowe Google nawet nie próbują łączyć się z serwerem docelowym. Gdzie zatem trafiają ‚zniknięte’ wiadomości?

Wykonałem test mający na celu sprawdzenie stanu rzeczy. Zalogowałem się do Aplikacji Google działających w innej domenie i podjąłem próbę dodania tam wspomnianej a problematycznej. Dowiedziałem się, że:

Ta nazwa domeny została już użyta jako alias lub domena.

To wyjaśniło mi wszystko. Minęło 15 zamiast zapowiadanych 5 dni. Domena nadal jest obsługiwana przez Google o ile podejmujemy próbę wysyłania na nią wiadomości z konta w Google Mail’u (wiadomości z poza Google docierają poprawnie). Oczywiście próba zalogowania się na ‚usuniętym’, lecz nadal w praktyce działającym, koncie oznacza zapoznanie się z frazą:

Sorry, you’ve reached a login page for a domain that isn’t using Google Apps. Please check the web address and try again.

(dla odmiany anglojęzyczną)

Nabici w Google. Tak. To my za jakiś czas. Chwilowo nadal jesteśmy pasywni seksualnie, a korporacja wchodzi z nami w stosunki, czyli mówiąc wprost, językiem wiedźmińskim, chędoży nas w rzyć.

Jest godzina 16.15. Wyszukiwanie czegokolwiek za pomocą wyszukiwarki google.pl kończy się komunikatem:

Ta witryna może wyrządzić szkody na Twoim komputerze.

Niektóre wywołania są nawet zabawne:

pis

Czytaj resztę wpisu »

Kim trzeba być, by zainteresować sobą ONZ i internetowego giganta jakim jest Google? Wystarczy krytycznie pisać o tej pierwszej instytucji, by ta druga zablokowała dla ciebie swoje podwoje. Historię dziennikarza, który w wyszukiwarce pojawiał się zbyt blisko potężnej instytucji opisuje dziennikarz Fox News Michael Park.

Matthew Lee jest dziennikarzem śledczym, który od lat przygląda się działaniom ONZ. Na swojej stronie internetowej Inner City Press niemal codziennie publikuje krytyczne artykuły dotyczące korupcji w ONZ. Na jego celowniku była zwłaszcza agencja o nazwie Program Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju. Kiedy wpisywało się w wyszukiwarce Googla angielską nazwę United Nations Development Programme, artykuły amerykańskiego dziennikarza pojawiały się w pierwszej piątce. Do czasu.

Wywalmy go z Internetu

Od 13 lutego teksty z Inner City Press nie występują więcej w Googlu, kiedy chcesz poszerzyć swoja wiedzę o ONZ. Czy najpopularniejsza na świecie internetowa wyszukiwarka w porozumieniu z ONZ cenzurują swoje zasoby? Matthew Lee nie ma wątpliwości. – Myślę, że zadziałała zasada: Jeśli nie możemy wyrzucić go z budynków ONZ, wywalmy go chociaż z Internetu – komentuje.

Czytaj resztę wpisu »

Archiwum

Kategorie