You are currently browsing the tag archive for the ‘Bóg’ tag.

Dla czystych wszystko jest czyste, wszystko zaś jest nieczyste dla skalanych i niewiernych; [sami] mają zbrukane i dusze, i sumienia.

(list do Tytusa, rozdział 1, wiersz 15)

Idea z kategorii myśli miejskich, komunikacyjnych (coś trzeba robić gdy się jeździ do pracy ~godzinę):

Sięgając po karty tarota sięgasz po narzędzie, które jest lustrem Twojego wnętrza.

Wydaje się to tak oczywiste, że jeśli jesteś typem, źle życzącym ludziom, pełnym nienawiści, niechęci, zawiści, zazdrości, i czego tam jeszcze sobie życzysz, to co znajdziesz w kartach, gdy po nie sięgniesz? W kartach? Oby tylko – co znajdziesz wszędzie wokół siebie? Czyż nie nienawiść, niechęć, zawiść, zazdrość itd. itp.? Tylko tyle i nic ponadto. Jeśli uważasz, że światem rządzą demony, złe moce i potęgi, które chcą (delikatnie to ujmując) urządzić Ci duchowy i fizyczny armagedon to co znajdziesz w kartach, gdy po nie sięgniesz? To samo co znajdujesz zawsze gdy patrzysz na świat. Złe moce, potęgi, demony i całą tę duchową rzeczywistość, której się obawiasz i co do której żywisz przekonanie, że dybie na Twoje życie. I nic więcej. A jeśli uważasz, że Twoje życie jest spełnione, pełne (owszem swoje wady ma, ale nie są to wady ‚przytłaczające’), dojrzałe? Co znajdziesz w kartach? Czyż nie to samo co dostrzegasz wokół?

Czytaj resztę wpisu »

I ciąg dalszy sprawy z dnia wczorajszego:

Zapłacimy za prawnika, wyremontujemy im dom – zapowiedzieli czytelnicy „Gazety” poruszeni historią rodziny, której sąd zabrał nowo narodzoną córeczkę.

O rodzinie ze wsi Błota Wielkie w Wielkopolsce napisaliśmy wczoraj w „Gazecie”. Sąd odebrał rodzicom noworodka na podstawie opinii kuratora, że: w domu panuje bałagan, matka jest niezaradna, a ojciec dzieci ma 63 lata. Tyle że ci rodzice wychowują już trójkę swoich dzieci w wieku 7, 9 i 11 lat. Dobrze się uczą, a pedagog szkolny, proboszcz i wójt mają inną od kuratorskiej ocenę rodziny. – Między rodzicami i dziećmi jest bardzo silna więź – podkreślają.

Kuratorka nie wie, bo była na urlopie

Różyczkę odebrano Wioletcie Woźnej pod koniec lipca, jeszcze w szpitalu, kilka dni po porodzie. Dano jej środki na wstrzymanie pokarmu i kazano ścisnąć piersi. Teraz noworodek czeka u rodziny zastępczej, aż sąd wyższej instancji zdecyduje, czy może wrócić do biologicznych rodziców.

Przesądziła opinia z 26 czerwca. Kurator Iwona Januszak napisała, że w domu Wioletty Woźnej i Władysława Szwaka jest brud i bałagan. Jednak od 1 lipca aż do porodu przychodziła tam opiekunka, która dom wysprzątała, pomogła w remoncie i zajmowała się trójką dzieci, gdy matka czekała na poród. Czy o tym kuratorka napisała w opinii? – Nie, bo byłam w tym czasie na urlopie – mówi Januszak.

Czytaj resztę wpisu »

Dzisiaj jeden, za to dłuższy i zbiorczy wpis. Dotyczący działania teamów kuratorsko-sędziowskich:

Dla Stasia procedury lepsze niż dom

Noworodek Staś jest w domu dziecka. Skierował go tam sąd rodzinny, bo nie był pewny, czy tato chory na schizofrenię jest w stanie się nim zajmować? Sąd na opinię o stanie ojca może czekać kilka miesięcy. – Zadziałała bezduszna procedura – podkreślają psychiatrzy. – Nie należało dziecka zabierać ojcu, a dać mu opiekunkę.

Zbyszek Lisiecki z synem spędza codziennie cztery godziny dziennie. – Ojciec Stasia sam go karmi i przewija – opowiada Dorota Sznajder, kierownik domu dziecka, w którym przebywa noworodek. – Zabiera syna na spacery. Gdy dziecko śpi, siedzi na ławce i czyta książkę. Pozostali rodzice, którzy mają tu dzieci, nigdy w życiu książki w ręku nie mieli. Do dzieci zwykle przychodzą na pół godziny. Pierwszy raz widzimy ojca, który tak zabiega o kontakt z dzieckiem. Oczywiście trzeba sprawdzić stan zdrowia ojca i lekarz powinien orzec, czy może zajmować się synem, ale do tego czasu lepiej, żeby Staś u nas nie mieszkał.

Zadziałały procedury

Rodzice Stasia chorują na schizofrenię. Matka jest pod opieką psychiatry, ojciec nie chodzi regularnie do specjalisty. Gdy gorzej się czuje, zwiększa dawki leków. Po porodzie matka Stasia czuła się coraz gorzej. – Było sporo niepokoju, a rodzina oraz znajomi raczej dolewali oliwy do ognia, niż tłumili nastroje. Także ja sam przeżyłem pewne nasilenie i od kilku tygodni biorę minimalną dawkę leku jako zabezpieczenie – pisze Zbyszek w blogu w portalu dla osób chorych na schizofrenię, którym zarządza (kiedyś pracował jako informatyk, teraz utrzymuje się z renty).

11 maja, gdy choroba żony się zaostrzyła, pan Zbyszek zadzwonił na policję. Jedna karetka zabrała mamę Stasia do szpitala psychiatrycznego, druga – pana Zbyszka z synem do szpitala przy Niekłańskiej. Staś już nie wrócił do domu. Zadziałały „odpowiednie procedury” i po badaniach – postanowieniem Sądu Rejonowego dla Pragi-Południe – dziecko trafiło do domu dziecka.

Niech mnie zbadają

Wniosek do sądu „o wgląd w sytuację rodzinną małoletniego” złożyła dr Wanda Klonowska-Żelazko, ordynator oddziału patologii noworodka i niemowlęcia, na którym leżał Staś: – Trafiło do nas dziecko po interwencji policji i pogotowia. W takiej sytuacji musimy zawiadomić sąd rejonowy, żeby wyjaśnił, czy rodzice są zdolni do opieki nad małoletnim. Taka jest procedura. To ojciec dziecka wezwał policję i sprowokował całą sytuację.

13 maja sąd rodzinny postanowił, aby natychmiast noworodka umieścić w domu dziecka. „W ocenie sądu na chwilę obecną nie można stwierdzić, czy ojciec dziecka daje gwarancję sprawowania należytej opieki nad noworodkiem”. Sąd wystąpił o opinię do Rodzinnego Ośrodka Diagnostyczno-Konsultacyjnego. Dopiero gdy ją otrzyma, podejmie decyzję, czy rodzicom ograniczyć władzę rodzicielską, czy ich jej pozbawić.

Czytaj resztę wpisu »

Jest jedenasta rano, niedziela w Los Angeles. To pora mszy. W Culver City – dzielnicy, w której mieszczą się studia filmowe – samochody z napędem na cztery koła i przyciemnionymi szybami walczą o miejsce na parkingu. Nabożeństwo we „wspólnocie religijnej” Agape jest jednym z najbardziej cenionych w świecie show-businessu i mody.

Czy to nabożeństwo, religia, Kościół? W Europie byłyby co do tego wątpliwości. Tu uznaje się, że Agape to rozwijająca się religia, religia osobliwa i charakterystyczna dla współczesnej duchowości amerykańskiej. Osoby w koszulkach ze znakiem Agape kierują tysiące wiernych do wielkiej przemysłowej hali, urządzonej jak studio telewizyjne, i wskazują miejsca. Wita nas setka chórzystów, śpiewają pieśni, coś pomiędzy musicalem a Ave Maria. Nastrój jest radosny, publiczność raczej młoda, tak samo zróżnicowana jak kalifornijskie narodowości. Chór dostaje oklaski.

Na ambonę-scenę wchodzi pastor. Publiczność wstaje i głośno klaszcze. Michael Beckwith, założyciel Agape, dba o swój wygląd: szary, nienaganny garnitur, biała koszula i niebieski krawat z rozmysłem kontrastują z dredami. Publiczność tego czarnego pastora to głównie Biali i Azjaci. Taka mieszanina, znak nadchodzących czasów, to rzecz dość nowa w amerykańskim kościele. Jesteśmy proszeni o powstanie z miejsc i wspólnie odmawiamy modlitwę początkową: „Z radością wielbię moją boskość. Świątynia mego ciała to instrument szczęścia”. Amen, kończy Beckwith.

Czy jest to nabożeństwo chrześcijańskie? Nie widzę żadnego krzyża. Choć prawdą jest, że krucyfiks zniknął z większości kościołów chrześcijańskich w Stanach Zjednoczonych. Dla wiernych poszukujących raczej natychmiastowego szczęścia niż odkupienia grzechów był zbyt tragicznym znakiem.

Czytaj resztę wpisu »

Archiwum

Kategorie