You are currently browsing the category archive for the ‘Tarotowe impresje’ category.

Nic tak nie wpływa na wzmożenie potrzeby skorzystania z (czy: odbycia) praktyk mantycznych, z intencją weryfikacji decyzji własnych, jak zdarzenia na swój sposób przełomowe w życiu. Prawda, oczywistość oczywista, truizm wręcz. Wszyscy wiedzą że istnieje, wszyscy zdają sobie sprawę z tego jak działa, wszyscy wiedzą dlaczego tak się dzieje, a i tak dopada każdego w jakimś momencie chęć ‚rozłożę karty’ czy ‚pójdę do wróżki’ lub ‚skorzystam z porady astrologa’; pójdę i zapytam czy moja decyzja była rozsądna, właściwa, jak będzie skutkowała w przyszłości. Wszystko napisałem? Nie. Otóż tym razem to ja podejmowałem decyzję mogącą rodzić poważne konsekwencje a to zmienia optykę. Podjąłem ją rozważywszy wszystkie możliwe do przewidzenia w owym czasie kryteria. Stresu nie było, był w zamian dreszczyk emocji, adrenalina, pobudzenie. W związku z powyższym myślałem raczej o wyzwaniach zawodowych niż o kartach. Pierwszy zwiastun wspomnianej myśli pojawił się po powrocie z pracy, drugiego jej dnia; przeleciał, zalotnie zakręcił kuperkiem i *puf* tyle go widzieli. I był Kononowicz, czyli nie było nic. Niemniej pomysł został zasiany i kiełkował w skrytości. Wyrósł od ręki, dobrze ukorzenionym baobabem, gdy uświadomiłem sobie ile pracy czeka mnie dojście, nawet nie tyle do nowej wiedzy (to w czasie) co do swobody korzystania z dotychczas posiadanej (wiele rzeczy można robić korzystając z analogii i nabytej już wprawy), w nowym miejscu pracy. Pomysł rozkładania kart samemu sobie odrzuciłem na wstępie (w moim przypadku to po prostu nie działa, nigdy nie działało). Pomysł poproszenia kogoś o rozłożenie kart odpuściłem po czterech dniach (zdalnie nie lubię, a na wyprawy czasu nie miałem). Po kolejnym tygodniu wiedziałem, że z porady astrologa także nie skorzystam. Zostałem, o zgrozo, sam z tematem. Zostałem sam i poradziłem sobie. Zdroworozsądkowo, bazując na umiarkowanie subiektywnej samoocenie, przygotowałem plany zawodowe na najbliższe miesiące i zacząłem je sukcesywnie realizować. Wzmocniło to moją samoocenę. Poprawiło nastrój. Rozrośniętego drzewca skutecznie wykarczowałem.

Czytaj resztę wpisu »

Reklamy

Kilka ostatnich tygodni życia plasuje moją codzienność w klimatach pomiędzy ‚Drzewem życia’ Gustawa Klimta a ‚Krzykiem’ Edvarda Muncha.

Praca będąca koniecznym obowiązkiem; odpoczynek będący pracą; powinności spychane do roli wyczekiwania na rychłą i nieuniknioną zmianę. Cała aktywność mojego świata stężała, zastygła w miejscu i podziwia harmonię oraz piękno bezruchu, niemo krzycząc, że nie o to w tym wszystkim chodzi, że plany były inne, że wykonanie odbiega od tego z fantazji. Migawka w medytacji wstępującej i inspiracje dodatkowe ukazują taką oto kompozycję obrazów:

Czytaj resztę wpisu »

Jedna strona czego? Druga strona, ale czego? Klasyczny problem Alicji konfrontowanej z koniecznością podjęcia decyzji. Rozumiem ją jednakże – wybierać pośród rzeczy, których działania, przeznaczenia i konsekwencji użycia zwyczajnie się nie zna i/lub nie rozumie i/lub nie jest się w stanie przewidzieć – towarzyszyć temu musi poczucie dyskomfortu. Stwierdzam też, że nie zachodzą istotne różnice w sposobach działania jej i mojego. Nasza dziecięca w istocie natura sprawia, że sprawdzamy eksperymentalnie jak smakują strony grzyba i czym skutkuje ich konsumpcja.

Czytaj resztę wpisu »

Kinematografia dowodzi, że mierzenie zawartości czegoś w tym samym czymś, to nasz sport, rzekłbym, narodowy. Nie dziwi więc, że mierzymy także zawartość kart w kartach i wyjść nam musi zwyczajowo ‚coś na kształt świdra’, obowiązkowo w konwencji komediowej. Światosław Florian Nowicki opisał podobne zjawisko zachodzące w świecie kartomancji następująco:

Kiedy podjąłem w Klubie Tarota akcję uważnego oglądania obrazków z najbardziej klasycznych talii w celu opisania tego, co widzę, i jak to interpretuję – również w szerszym kontekście innych kart z danej talii – dość często spotykałem się z reakcją: NIE, karta ta znaczy co innego, bo tak się ogólnie uważa i tak mi to wychodzi przy interpretowaniu rozkładów. Opinie takie nie miały na ogół żadnych odniesień do obrazków. Co więcej, w różnych taliach te obrazki są niekiedy – na tych samych nominalnie kartach – całkiem inne, sugerując odmienne znaczenia. Ale i tak przeważa opinia, że jest jakiś „tarot sam w sobie” – i z tej perspektywy wszystkie znaczenia są tożsame. Np. Ósemka Mieczy będzie zawsze Ósemką Mieczy, bez względu na to, czy jest to karta z Tarota Marsylskiego, z talii Ridera Waite’a, czy z Thoth Tarot Crowleya.

cytat za: klubtarota.pl

Czytaj resztę wpisu »

Moją młodość, młodzieńczość i początki dorosłości kształtował ewangeliczny protestantyzm w wydaniu charyzmatycznym (wręcz pentekostalnym, lub jeśli ktoś lubi zielonoświątkowym). Z pełnym dobrodziejstwem inwentarza, czyli dostępem stałym do zjawiska tzw. darów Ducha Świętego. Poboczni obserwatorzy mają prawo wykazywać się w tym przypadku zerową wiedzą o zagadnieniu i wymagać będą wprowadzania. Wprowadzenie warto rozpocząć od lektury Biblii, a szczegółowo Pierwszego Listu Pawła do Koryntian (rozdział 12, wiersze od 7 do 11, w kontekście):

Wszystkim zaś objawia się Duch dla [wspólnego] dobra. Jednemu dany jest przez Ducha dar mądrości słowa, drugiemu umiejętność poznawania według tego samego Ducha, innemu jeszcze dar wiary w tymże Duchu, innemu łaska uzdrawiania przez tego samego Ducha, innemu dar czynienia cudów, innemu proroctwo, innemu rozpoznawanie duchów, innemu dar języków i wreszcie innemu łaska tłumaczenia języków. Wszystko zaś sprawia jeden i ten sam Duch, udzielając każdemu tak, jak chce.

Czytaj resztę wpisu »

Koncepcja przedstawiająca arkana wielkie jako kolejne etapy drogi po ścieżkach drzewa życia zazwyczaj oferuje nam drogę od axis mundi i jego górnego świata, w kierunku naszej rzeczywistości. Bez wyjątku nieomal. Takim kanonem żyjemy, takiej wykładni jesteśmy uczeni, od pierwszych naszych doświadczeń z kartami, przez kolejne, następne i dalsze. Rozważamy i medytujemy tylko jeden wariant powiązania, czasami podawany nad wyraz atrakcyjnie, wręcz wdzięcznie. Skupiamy naszą wolę na odchodzeniu od osi świata. Na oddalaniu się od niej. Budujemy racjonalizm i określamy go mianem zdrowego, naturalnego czy wręcz pożądanego. Zachowujemy przy tym przeświadczenie, że nasze oddalanie się od niej nie ma znaczenia albowiem wszystkie drogi wiodą finalnie do jednego celu. Otóż nie.

Czytaj resztę wpisu »

Archiwum

Kategorie