You are currently browsing the category archive for the ‘Tarot’ category.

Zajmują mnie ostatnio pojęcia kultury popularnej (z uwagi na powiązania owej z kartami tarota) oraz kultury tzw. wysokiej, oraz ich wzajemne relacje. Pozwolę sobie dzisiaj na przytoczenie dłuższego nieco cytatu z artykułu Samuela Nowaka Kultura popularna, czyli twórcza niesubordynacja:

Postanowiliśmy potraktować wystawę jako pretekst do przyjrzenia się współczesnej popkulturze, oddając głos jej miłośnikom i krytykom. Za podstawową przyjęliśmy jednak perspektywę brytyjskich studiów kulturowych, szkoły badawczej zainaugurowanej na przełomie lat pięćdziesiątych i sześć dziesiątych ubiegłego wieku w Birmingham, której zawdzięczamy szerokie i pełne optymizmu spojrzenie na przyjemności popularne. Związani z nią teoretycy i teoretyczki, począwszy od Richarda Hoggarta, E.P. Thomsona i Raymonda Williamsa, docenili kulturę popularną z kilku powodów. Po pierwsze, wydała się ona im dużo bardziej autentyczna niż sztuka, podlegająca nieustannej instytucjonalizacji i hierarchizacji. Po drugie, kultura popularna spontanicznie wyraża tożsamość społecznych zbiorowości. Po trzecie, kultura popularna jest popularna nie dlatego, że jako widzowie czy konsumenci bezwiednie przyswajamy pewne treści, ale wręcz przeciwnie, ponieważ stawiamy im opór. Oczywiście, większość popularnych artefaktów produkowana jest na skalę przemysłową, aby przyniosły zysk. Ludzie są jednak sprytni i nieustannie kombinują, jak sprawić, aby produkt masowy miał dla nich osobisty, indywidualny wymiar. Badacze zwracają uwagę na kilka strategii, dzięki którym radzimy sobie z przemysłem kulturalnym i wciąż mamy z tego frajdę. Takie taktyki to przede wszystkim omijanie i unikanie. Wdrażamy je, kiedy przełączamy kanały w trakcie emisji reklam, kiedy odwiedzamy centrum handlowe i wychodzimy bez zakupów (dzieciaki, które ku niezadowoleniu ochrony korzystają z galerii handlowych jak z parków, to modelowy przykład), kiedy zamiast garsonki wkładamy zwykłą sportową bluzę, chociaż okazja czy sprawowany urząd zobowiązuje do czego innego. Inne strategie to kłusownictwo w popularnych tekstach, kiedy przechwytujemy interesujące nas fragmenty wbrew intencjom autorów. Kultura popularna jest jak supermarket ze znaczeniami: wchodzimy do niego, a do koszyka wkładamy to, co wpadnie nam w oko. Ponieważ intuicyjnie znamy popularne konwencje, potrafimy odróżnić telenowelę od talk-show, program informacyjny od reality show itd., znamy też reguły gry i łatwo dystansujemy się od popularnych form.

Czytaj resztę wpisu »

Reklamy

Kilka miesięcy temu zakopałem się w książkach z mottem przewodnim ‚historia kart tarota’. Zakładałem, że czeka mnie pewna ilość rozrywek, ale w pewnej naiwności liczyłem na to, iż będzie można o owej historii powiedzieć coś więcej niż tylko to co Umberto Eco w żartobliwych słowach wypowiedział mówiąc o początkach chrześcijaństwa w książce pt. Wahadło Foucaulta:

Pomyślmy, Mateusz, Łukasz, Marek i Jan to grupa wesołków, którzy zbierają się i postanawiają zrobić kawał, wymyślając pewną postać, ustalają kilka najważniejszych faktów, co do reszty każdy ma wolną rękę, potem zobaczymy, kto najlepiej sobie poradził. Cztery opowieści trafiają do rąk znajomych, którzy zaczynają się wymądrzać. Mateusz jest dosyć realistyczny, ale zbyt duży nacisk kładzie na kwestię mesjasza. Marek całkiem, całkiem, ale trochę bałaganiarski, Łukasz ma elegancki styl… to trzeba przyznać. Jan za dużo filozofuje… ale w sumie książeczki podobają się, krążą z rąk do rąk i kiedy tamci czterej spostrzegają, co się stało, jest już za późno. Paweł spotyka Jezusa na drodze do Damaszku. Pliniusz rozpoczyna śledztwo na rozkaz zatroskanego przebiegiem wydarzeń cesarza, całe stosy apokryfów wmawiają czytelnikom, że ich autorzy też wiedzą niejedno… ty, apokryficzny czytelniku, mój bliźni, mój bracie… Piotrowi to wszystko uderza do głowy, zaczyna traktować siebie poważnie. Jan grozi, że wyjawi całą prawdę. Piotr i Paweł każą go złapać, zakuwają w łańcuchy na wyspie Patmos i biedaczysko zaczyna widzieć niestworzone rzeczy, szarańcza na oparciu łoża, uciszcie trąby, skąd wzięła się ta krew… Inni mówią, że za dużo pije, że to arterioskleroza… A jeśli naprawdę tak było?

Czytaj resztę wpisu »

Mag - Tarot Marsylski

Mag – Tarot Marsylski

Użytkownicy kart tarota nie stanowią grupy jednorodnej.

Pod względem formalnym dzielę ich, na użytek własny, na dwa typy główne:

  • homo ludens – ludzi bawiących się, dla których przygoda z kartami to po prostu jeszcze jeden sposób na oderwanie się od codzienności poprzez oddanie się przyjemnościom natury rozrywkowej;
  • homo transcendentalis – ludzi poszukujących i doświadczających z kartami w tle przeżyć natury duchowej (w tym iluminacji i/lub emanacji), ocierającej się o dowolną gnozę uwznioślającą i udoskonalającą człowieka.

Jedni i drudzy używają tych samych talii tarota, tak samo je tasują, mieszają, rozkładają gdy zachodzi potrzeba. Na tym podobieństwa się kończą. A za tym istnieje już nawet nie wyraźna granica ale przepaść, nad którą podobieństwa nie są w stanie nawet sznurka przerzucić aby ułatwić kontakt obydwu stronom.

Czytaj resztę wpisu »

Kiedyś, w przeszłości, było lepiej. Ustalamy granicę i okazuje się, że: lepiej było w XX wieku, zaraz po okrągłym stole, za Gierka, przed II wojną światową, przed odzyskaniem niepodległości, przed I wojną światową, przed powstaniem tym czy tamtym, przed rozbiorami … i jakkolwiek daleko w czasie, oraz, co zabawniejsze, w przestrzeni, byśmy się nie cofnęli natrafimy na taką właśnie wizję świata. Spotkamy ludzi narzekających na otaczającą ich rzeczywistość, którzy patrząc wstecz ogłaszają rządy powszechne upadku obyczajów, kultury, kondycji intelektualnej wraz z moralną, jednym słowem tragedię, która obdarzy nas w przyszłości podłymi owocami. I co? Ano nic. Kolejne pokolenia, wbrew czarnowidztwu przodków, dają sobie mimo wszystko radę (i to całkiem nieźle dają).

Czytaj resztę wpisu »

W każdym systemie magicznym istnieje (jakiś) porządek reguł i zasad; oraz kolejno (jakaś) nagroda za ich perfekcyjne (w znaczeniu: dokładne) stosowanie i (jakaś) konsekwencja, zazwyczaj przykra (czasami: zabawna), odstąpienia od nich; to ostatnie nie zawsze celowe, często będące wynikiem zwyczajnej pomyłki, niedbałości, rozkojarzenia (doskonały przykład komiczny: pierwsze zajęcia z różdżką w książce Harry Potter i Kamień Filozoficzny), czy tylko używania uszkodzonego narzędzia.

Jeśli dodamy do tego mechanizmu wiarę w jego działanie, oraz dołączymy przeświadczenie o tym, że czegoś nam nie wolno, a coś należy, które następnie złamiemy, to zachodzi ryzyko, że będziemy musieli zmagać się z konsekwencjami, które realne dla nas, w większości (lub: dla wszystkich) przypadków zostaną ocenione jako urojone przez zewnętrznego obserwatora.

Czytaj resztę wpisu »

Karty rządzą się określonymi prawami i zadaniem tarocisty jest umieć te prawa grupować; łączyć, rozdzielać i traktować w dowolny inny, należny im sposób. Nade wszystko zaś starać się je rozumieć i pozostawać w stanie gotowości zmiany własnego do nich podejścia gdy zachodzi taka potrzeba.

Przez długi czas mierzyłem się z dwoma mitami. Pierwszy, mówiący o tym, iż tarocista nie powinien sięgać po karty tarota w okresie szczególnych obciążeń emocjonalnych/intelektualnych/innych, wspierałem latami będąc jego zagorzałym wyznawcą. Podobnie kolejnego, twierdzącego, iż nie świadczy o dojrzałości człowieka opieranie się w procesach decyzyjnych, w, z naszego punktu widzenia, kluczowych momentach i zdarzeniach życia, na, bądź co bądź przypadkowym, rozkładzie kart; twierdziłem zatem, że takie zachowanie może ale nie musi być, i najczęściej nie jest, zachowaniem dojrzałym; nie określałem jednak przy tym jasnych granic. Miarą weryfikującą prawdziwość obydwu twierdzeń w moim życiu stał się ośmiotygodniowy okres, w którym obciążony fizycznie, emocjonalnie i intelektualnie działałem mając na celu poprawę własnych warunków bytowych, a powodzenie podjętych działań zależało od podejmowania, zazwyczaj szybkich i przynoszących dalekosiężne konsekwencje, decyzji.

Czytaj resztę wpisu »

Archiwum

Kategorie