You are currently browsing the category archive for the ‘Tarot’ category.

Prawie rok temu zapisałem, iż planuję na krótko, w domyśle pobrzmiewał termin od trzech miesięcy do pół roku, zająć się prostą praktyką medytacji wstępującej zgodnie z zaleceniami pewnej okropnej szkoły okultystycznej. Zapowiedziałem, ruszyłem do działania, raportowałem zdarzenia na bieżąco. Wszystko toczyło się, działo i nie zostało zaniedbane, niemniej wpadło w swoistą pętlę czasu :) Minął rok. Przepracowałem, nie leniąc się, 2/3 materiału. Nabierając wprawy odkrywałem, iż im bardziej oddalam się od początku pracy, tym więcej czasu spędzam w wyznaczonej, daną kartą przewodnią, rzeczywistości. Najzabawniejsze z mojej perspektywy jest to, iż nie potrafię na dzisiaj powiedzieć kiedy skończę. Czarna dziura doświadczenia spowalnia czas w miarę wchodzenia w nią głębiej i dalej.

Czytaj resztę wpisu »

Reklamy

Nic tak nie wpływa na wzmożenie potrzeby skorzystania z (czy: odbycia) praktyk mantycznych, z intencją weryfikacji decyzji własnych, jak zdarzenia na swój sposób przełomowe w życiu. Prawda, oczywistość oczywista, truizm wręcz. Wszyscy wiedzą że istnieje, wszyscy zdają sobie sprawę z tego jak działa, wszyscy wiedzą dlaczego tak się dzieje, a i tak dopada każdego w jakimś momencie chęć ‚rozłożę karty’ czy ‚pójdę do wróżki’ lub ‚skorzystam z porady astrologa’; pójdę i zapytam czy moja decyzja była rozsądna, właściwa, jak będzie skutkowała w przyszłości. Wszystko napisałem? Nie. Otóż tym razem to ja podejmowałem decyzję mogącą rodzić poważne konsekwencje a to zmienia optykę. Podjąłem ją rozważywszy wszystkie możliwe do przewidzenia w owym czasie kryteria. Stresu nie było, był w zamian dreszczyk emocji, adrenalina, pobudzenie. W związku z powyższym myślałem raczej o wyzwaniach zawodowych niż o kartach. Pierwszy zwiastun wspomnianej myśli pojawił się po powrocie z pracy, drugiego jej dnia; przeleciał, zalotnie zakręcił kuperkiem i *puf* tyle go widzieli. I był Kononowicz, czyli nie było nic. Niemniej pomysł został zasiany i kiełkował w skrytości. Wyrósł od ręki, dobrze ukorzenionym baobabem, gdy uświadomiłem sobie ile pracy czeka mnie dojście, nawet nie tyle do nowej wiedzy (to w czasie) co do swobody korzystania z dotychczas posiadanej (wiele rzeczy można robić korzystając z analogii i nabytej już wprawy), w nowym miejscu pracy. Pomysł rozkładania kart samemu sobie odrzuciłem na wstępie (w moim przypadku to po prostu nie działa, nigdy nie działało). Pomysł poproszenia kogoś o rozłożenie kart odpuściłem po czterech dniach (zdalnie nie lubię, a na wyprawy czasu nie miałem). Po kolejnym tygodniu wiedziałem, że z porady astrologa także nie skorzystam. Zostałem, o zgrozo, sam z tematem. Zostałem sam i poradziłem sobie. Zdroworozsądkowo, bazując na umiarkowanie subiektywnej samoocenie, przygotowałem plany zawodowe na najbliższe miesiące i zacząłem je sukcesywnie realizować. Wzmocniło to moją samoocenę. Poprawiło nastrój. Rozrośniętego drzewca skutecznie wykarczowałem.

Czytaj resztę wpisu »

labyrinthZgodnie z zapowiedziami realizuję obecnie projekt medytacji wstępującej z arkanami wielkimi tarota (w nieomal klasycznym ‚pathworking’ z elementami ‚scrying’, posługując się w tym celu talią Rider-Waite dla zachowania tradycyjnej konwencji metody).

Projekt dokumentuję na bieżąco na tarotowym WIKI.

6.06.2014 — oczekującym na nowe treści donoszę, iż nadal przebywam głównie poza blogiem.

Producenci bajek żyją wokół nas. Pławią się jak pączki w maśle ze swoim ahistorycznym stosunkiem do świata, pewnością własnych racji i faktem snucia opowieści magicznych. Jedni opowiadają, że podczas bitwy na przedpolach Warszawy, tej stoczonej w 1920 roku sowietów do odwrotu zmusiło objawienie maryjne. Drudzy, że wspomniana wcześniej i objawiająca się Maria, matka Jezusa, wniebowstąpiła, i że było to przedmiotem wiary chrześcijan od początku istnienia chrześcijaństwa. Kolejni, że nazwa tarot pochodzi od egipskich i bardzo starożytnych terminów, oraz, że karty objawiają mądrość kapłanów Egiptu z czasów co najmniej Mojżesza; od tego do stwierdzenia, że idea tarota liczy sobie tysiące lat już tylko krok, łatwo go zrobić i liczni się tego dopuszczają.

W sumie wszystkie wspomniane typy potrafią dostrzec prawy profil ś.p. Lecha Kaczyńskiego w oknach starej kamienicy, a na dodatek okazać się finalnie pojedynczym osobnikiem, który uwierzywszy mocno, a bezpodstawnie, w jakąś tezę bronić jej jest gotów do samego końca, jego lub jej.

Czytaj resztę wpisu »

W dniu wczorajszym zakończyłem prace nad opisaniem symboliki kolorów w, najczęściej ostatnio przeze mnie używanej, talii tarota Universal Rider Waite.

Kilka dni monotonii, weryfikowania danych, sprawdzania publikacji internetowych i drukowanych oraz refleksji własnych zakończyło się powstaniem w systemie WIKI artykułu: Znaczenia kolorów w kartach tarota

Przeglądając serwisy poświęcone kartom tarota natrafiłem na stwierdzenie, iż w ezoteryce nie istnieją autorytety (nie zapisałem w zakładkach, więc nie wskażę miejsca). Paradoks autorytarnie postawionej tezy zestawiony z jej treścią serdecznie mnie ucieszył, ale także przypomniał iż sam do dzisiaj stawiam pytanie i staram się rozwiązać na użytek własny taką oto zagadkę:

Żyjemy w czasach, w których każdy sam sobie jest sterem, żeglarzem i okrętem – żyjemy w czasach, w których nauczanie jednego człowieka deprecjonujemy z przyczyn banalnych, głównie dlatego, że bywa odmienne od naszych doświadczeń. Żyjemy w czasach, w których można spokojnie uzyskać dowolny tarotowy dyplom – w warunkach rynkowych zdobycie go to nie tyle kwestia wiedzy i umiejętności co zasobności portfela. Dlatego moje pytanie dotyczyć będzie kwestii fundamentalnej – kwestii autorytetu i brzmieć będzie następująco:

Czy jest ktoś, znany wam osobiście, kogo uważacie za autorytet w kwestii kart? Czy jest ktoś, kogo zdanie w sprawie kart uznajecie za wiążące, niezależnie od własnych poglądów? Czy jest ktoś, kogo obdarzyliście zaufaniem z racji jego profesjonalizmu, prawdomówności, rzetelnej oceny sytuacji? Czy w Waszym życiu istnieje bądź istniała taka osoba?

Czytaj resztę wpisu »

Archiwum

Kategorie