You are currently browsing the category archive for the ‘ΑΣΚΗΤΙΚΗ’ category.

Przejrzałem dzisiaj pozostałości po blogach. Nowego nie mam ani siły ani chęci prowadzić. Pilnować wszystkich mi się nie chce. Po prostu. Uznałem, że czas zrzucić wszystko w jednym miejscu, niczym na straganie z targowiska starociami i zostawić w oczekiwaniu czy być może, któregoś dnia, nie zjawi się koneser, który otrzepie z pyłu pojedynczy wpis, i zachwyciwszy się nim nie uratuje z informatycznego wysypiska rzeczywistości.

life_garbage

Reklamy

Niebo w plomieniach – pustka zapelniajaca sie slowami, obrazami, rytmem wznoszacym sie i opadajacym rownymi falami. Strzepy wspomnien nieskladne i nieprzewidziane niczym instynkty.

Zerwalem ostatnia wiez laczaca mnie ze starym swiatem, zerwalem petajacy mnie czarny rzemien, ktory ranil mi dlonie.

Kim jestem? Kim sie stane? Czyje oczy ujrze rano w lustrze? Szukam, chwytam wiatr w nozdrza, po omacku bladzac, slepymi oczami wypatrujac, ide przed siebie ciezko dyszac. Rozpoczyna sie grozna i tajemnicza DROGA!

Napisalem : 19 lutego 2001, 00:47

Wracam dzisiaj mysla do czasow, gdy zewnetrzny swiat prawie dla mnie nie istnial. Dni byly pauzami miedzy snem a snem, przerwa w czasie i przestrzeni wypelniona dzialaniem, czy tez – jak chcieli bogowie i ludzie – „prawdziwym zyciem”.

Fala nic nie znaczacych spraw, drog wiodacych donikad, sytuacji nie zadajacych ode mnie niczego wiecej poza niemozliwym: bym byl obecny. Schwytany w potrzasku zastawionym z woli zbyt poteznej, jak mi sie wydawalo i zbyt celowej, bym mogl sie z niego wydostac.

Dzisiaj nosze stygmaty owych czasow z radoscia, jakiej mozna spodziewac sie bardziej po kochanku niz swietym.

Napisalem : 10 lutego 2001, 14:33

Nie zastanawiam sie. swiat obudzil mnie dzisiaj i wchlonal cieplym, pachnacym deszczem, czule i delikatnie, w zycie, szepczac moje imie. Posrod wszystkich innych szeptanych w ukryciu uslyszalem i przyjalem je, odmienne, wyjatkowe, moje wlasne.

Kimkolwiek jestem, stworze dzisiaj swoj wszechswiat od poczatku. Namaluje go tysiacem barw, obdarze radoscia, smutkiem, uwielbieniem, lzami, ubiore w slowa codzienne i wzniosle, moj wrog i przyjaciel zasiada w nim przy stole i oddam im siebie, cialo i krew.

Wieczorem, zmeczony, z dlonmi brudnymi od gliny wtule sie w Twoje ramie. Gdy wydam ostatnie tchnienie, okryj mnie calunem i zapal swiece, ktora oswietli mi droge.

Napisalem : 6 lutego 2001, 09:24

Chce utrwalic chwilowa wiecznosc slowami, trescia, porownaniami, przenosnia; potoczne i rzadkie slowa, krzyki i rymy daja cialo temu, o czym pisze, z czym sie zmagam. Niczym kaplan przy oltarzu obnosze sie ze swietoscia wskrzeszanych na nowo wartosci. swiadom jestem, iz tego, co przezywam w uniesieniu, nigdy nie bede w stanie wyrazic.

Szukam Ciebie proszac o wrazliwosc. Proszac, bys posrod ognia i wody, ziemi i powietrza, ptasich pior i nocy, ujrzala, iz jak kazda zywa istota tkwie posrodku wiru swiata, a ten przelewa sie w glab czerwonej otchlani mego serca. Jesli nie przeraza Cie jego czern, zostan; zaprowadze Cie, nie wiem gdzie jeszcze.

Napisalem : 5 lutego 2001, 00:59

W moim ciele mezczyzna i kobieta obejmuja sie, kochaja i nienawidza, walcza. Mezczyzna wola wiedziony popedem: musze wydostac sie ponad koniecznosc, prawo, zniszczyc cialo, zwyciezyc smierc. Jestem nasieniem. Inny, gleboki, wabiacy glos kobiecy odpowiada mu lagodnie i pewnie: siedze ze skrzyzowanymi nogami na ziemi. Zapuszczam korzenie gleboko w groby, nieruchomo przyjmuje nasienie i karmie je, pelna mleka, zawsze potrzebna. Wstrzymuje, zniewalam oddech, nie pozwalam mu uleciec. Nienawidze plomienia, ktory sie wznosi. Jestem lonem.

Nasluchuje obu glosow. Oba sa moje. Obydwoma sie ciesze i zadnemu nie zaprzeczam. Mowie sobie – jesli jestes kobieta – kochaj! Z cala bezwglednoscia wybierz sposrod wszystkich mezczyzn ojca swoich dzieci. Wypelnij obowiazek pelen goryczy, milosci, odwagi. Oddaj swoje cialo pelne krwi. Wolam – ten, ktorego trzymam przy piersi, ktorego karmie, zbawi Boga.

Gasnie kolejna swieca w mojej swiatyni konania. Obejmij puste miejsce tonace w ciemnosci obok; obejmij mroczny bezmiar bez oszolomienia, a dam Ci siebie.

Napisalem : 27 stycznia 2001, 04:06

Archiwum

Kategorie