Kolejne z cyklu marzeń sennych:

Wioska od 20 do 40 domów. Nad rzeką, blisko lasu. Tubylcy parają się agroturystyką, żyją z turystów. Schludnie. Cechy (nie)wyróżniające tubylców to miks płci; wygląd ani zachwycający ani szpetny; z twarzy podobni zupełnie do nikogo i szybko się zapomina ich twarze, wygląd, cechy fizyczne; głosy spokojne, umykające ale nie monotonne, niecharakterystyczne; wiek właściwie niemożliwy do określenia poza stwierdzeniem, że są dojrzałymi ludźmi; brak dzieci w całej miejscowości. Co tam robię? To co planowałem, wypoczywam. Spaceruję. Łażę po łąkach, po lesie, jem, piję, rozmawiam z żoną, z innymi turystami. Czuję że odpoczywam, że relaksuję się. Tubylcy są pomocni, ale nie rzucają się w oczy. Cięcie. Trafiam do wioski poza sezonem. Nie wiem jak. Nie wiem dlaczego. Odkrywam przyczynę ‚inności’ tubylców. To aniołowie obydwu frakcji, którzy wybrali życie na ziemi, dogadują się, nie ma dla nich znaczenia czy jesteś z dołu czy z góry, czy też jesteś ‚tylko’ człowiekiem, żyją skromnie (żadnych cudów), dają sobie radę, dobrze im z decyzja, którą podjęli.

Duel Picture by Karol Kolodzinski

Duel Picture by Karol Kolodzinski

Sen w klimacie cyklu Mai Lidii Kossakowskiej o aniołach a jednak różny. Spokojny. Odprężający. Energetyzujący.

Reklamy