Prawie rok temu zapisałem, iż planuję na krótko, w domyśle pobrzmiewał termin od trzech miesięcy do pół roku, zająć się prostą praktyką medytacji wstępującej zgodnie z zaleceniami pewnej okropnej szkoły okultystycznej. Zapowiedziałem, ruszyłem do działania, raportowałem zdarzenia na bieżąco. Wszystko toczyło się, działo i nie zostało zaniedbane, niemniej wpadło w swoistą pętlę czasu :) Minął rok. Przepracowałem, nie leniąc się, 2/3 materiału. Nabierając wprawy odkrywałem, iż im bardziej oddalam się od początku pracy, tym więcej czasu spędzam w wyznaczonej, daną kartą przewodnią, rzeczywistości. Najzabawniejsze z mojej perspektywy jest to, iż nie potrafię na dzisiaj powiedzieć kiedy skończę. Czarna dziura doświadczenia spowalnia czas w miarę wchodzenia w nią głębiej i dalej.

Najatrakcyjniejsze z mojej perspektywy zdarzenia z okresu? Sposób w jaki medytacja i życie potrafią zespolić się, kształtując nawzajem, tworząc więzy zależności w praktycznie każdej sferze aktywności, przekładać się na postrzeganie zdarzeń i ludzi, w tym samego siebie. Kolejną kwestią jest rozszerzenie zakresu marzeń sennych. Moje sny stały się pełniejsze, fabularne, barwne, przestrzenne, stereofoniczne. W podobny sposób do snu pracuje obecnie wyobraźnia, a także system odnajdywania zależności, przyczyn i skutków, w zdarzeniach.

Utrudnienia? Owszem. Racjonalny umysł buntuje się na pozbawienie go ulubionych definicji, na zastępowanie ich odczuciami, tudzież obrazem i dźwiękiem, które w istocie występują oraz zachodzą wyłącznie wewnętrznie. Używając słów wielkich – podpowiada irracjonalność zachowań i odczuć. Irracjonalność na pograniczu jednostek chorobowych.

Oczekiwania? Brak. W zasadzie żaden plan, poza głównym ‚wykonać’, nie został zrealizowany. W takiej sytuacji zdaję się na przypadek.

Obawy? Nie posiadam.

Uwagi? Młodzi zapewne i tak nie posłuchają, ale nie powinni się w bawić w medytację tą metodą. Wymaga ona jednak wprawy w zakresie porządkowania zdarzeń nieuporządkowanych w bezpieczny dla praktykującego sposób. Do pewnego momentu rozwoju osobowości, wiedzy o świecie, umiejętności posługiwania się nią i własnym umysłem, doświadczenie takie może okazać się wyłącznie radykalnym wstrząsem, a docelowo obiektem zainteresowania egzorcystów, psychologów i innych pseudonaukowców zajmujących się ‚grzebaniem w głowie’ i wynajdywaniu prostych definicji zagadnień złożonych. Jeśli cenicie sobie prywatność, wolność i spokój poczekajcie aż poczujecie się integralni i zintegrowani, zakładam przy tym, że czterdziestka na liczniku daje, a i to ze sporym marginesem błędu, szansę na bezpieczne zaliczenie eksperymentu. Jeśli nie lubicie słuchać rad poczekam na wasze ‚świadectwa’ w prasie religijnej lub ‚wspomnienia dramatu’ w literaturze motywacyjnej. Jakkolwiek wykonałem niezbędne minimum ostrzegając Was przed podejmowaniem zadań ponad Waszą miarę i możliwości.

A teraz wracam do mojej pętli czasu. Do usłyszenia. Kiedyś :)

Reklamy