Nic tak nie wpływa na wzmożenie potrzeby skorzystania z (czy: odbycia) praktyk mantycznych, z intencją weryfikacji decyzji własnych, jak zdarzenia na swój sposób przełomowe w życiu. Prawda, oczywistość oczywista, truizm wręcz. Wszyscy wiedzą że istnieje, wszyscy zdają sobie sprawę z tego jak działa, wszyscy wiedzą dlaczego tak się dzieje, a i tak dopada każdego w jakimś momencie chęć ‚rozłożę karty’ czy ‚pójdę do wróżki’ lub ‚skorzystam z porady astrologa’; pójdę i zapytam czy moja decyzja była rozsądna, właściwa, jak będzie skutkowała w przyszłości. Wszystko napisałem? Nie. Otóż tym razem to ja podejmowałem decyzję mogącą rodzić poważne konsekwencje a to zmienia optykę. Podjąłem ją rozważywszy wszystkie możliwe do przewidzenia w owym czasie kryteria. Stresu nie było, był w zamian dreszczyk emocji, adrenalina, pobudzenie. W związku z powyższym myślałem raczej o wyzwaniach zawodowych niż o kartach. Pierwszy zwiastun wspomnianej myśli pojawił się po powrocie z pracy, drugiego jej dnia; przeleciał, zalotnie zakręcił kuperkiem i *puf* tyle go widzieli. I był Kononowicz, czyli nie było nic. Niemniej pomysł został zasiany i kiełkował w skrytości. Wyrósł od ręki, dobrze ukorzenionym baobabem, gdy uświadomiłem sobie ile pracy czeka mnie dojście, nawet nie tyle do nowej wiedzy (to w czasie) co do swobody korzystania z dotychczas posiadanej (wiele rzeczy można robić korzystając z analogii i nabytej już wprawy), w nowym miejscu pracy. Pomysł rozkładania kart samemu sobie odrzuciłem na wstępie (w moim przypadku to po prostu nie działa, nigdy nie działało). Pomysł poproszenia kogoś o rozłożenie kart odpuściłem po czterech dniach (zdalnie nie lubię, a na wyprawy czasu nie miałem). Po kolejnym tygodniu wiedziałem, że z porady astrologa także nie skorzystam. Zostałem, o zgrozo, sam z tematem. Zostałem sam i poradziłem sobie. Zdroworozsądkowo, bazując na umiarkowanie subiektywnej samoocenie, przygotowałem plany zawodowe na najbliższe miesiące i zacząłem je sukcesywnie realizować. Wzmocniło to moją samoocenę. Poprawiło nastrój. Rozrośniętego drzewca skutecznie wykarczowałem.

01---Magus

Pokusa łagodzenia objawów stresu czy niepewności ezoterycznymi okładami, i tylko nimi, na pełną wątpliwości duszę to pułapka doskonała. Korzystanie w takich momentach z porad mantycznych, i tylko z nich, to narkotyk uniwersalny. Nim się człowiek zorientuje, może mieć na głowie Syndorm Uzależnienia Duchowego ze wszystkimi konsekwencjami takiego stanu rzeczy. Nim się zorientuje, co go spotkało może idealnie zagmatwać i tak już przecież zakręcone, za sprawą toczących się właśnie zdarzeń, życie. I robi się takie rzeczy na własne życzenie. Z niewiedzy? Z naiwności? Z głupoty? Nie. Z chęci poznania, zrozumienia, przeciwdziałania. Z dobrych chęci. Długo można pisać, a wnoszę, że wszak wiecie do brukowania czego wykorzystuje się przysłowiowo owe chęci.

Zamiast podsumowania dwie kwestie:

  • W pierwszym odruchu takie zachowanie wydaje się wielu osobom, w tym także i mi, oczywiste. Nikt nie jest ‚bezpieczny’ w znaczeniu ‚skuteczniej zaimpregnowany’.
  • Dla niepotrafiących czytać ze zrozumieniem podkreślam słowa ‚i tylko nimi/ i tylko z nich’ w drugim akapicie. Nie życzę sobie czytać sugestii o treści ‚propagator stwierdza, że to jest niebezpieczne w KAŻDYM przypadku’.

Ps. Gdy już skończyłem bawić się w drwala wróciłem do kart co byłoby lepiej widać, gdybym miał chwilę na napisanie tego artykułu wcześniej.

Reklamy