Kilka ostatnich tygodni życia plasuje moją codzienność w klimatach pomiędzy ‚Drzewem życia’ Gustawa Klimta a ‚Krzykiem’ Edvarda Muncha.

Praca będąca koniecznym obowiązkiem; odpoczynek będący pracą; powinności spychane do roli wyczekiwania na rychłą i nieuniknioną zmianę. Cała aktywność mojego świata stężała, zastygła w miejscu i podziwia harmonię oraz piękno bezruchu, niemo krzycząc, że nie o to w tym wszystkim chodzi, że plany były inne, że wykonanie odbiega od tego z fantazji. Migawka w medytacji wstępującej i inspiracje dodatkowe ukazują taką oto kompozycję obrazów:

The_Scream

Dziewiątka denarówWisielecPiątka kielichów

The-Tree-Of-Life

Dźwiękiem tła pozostaje wznoszony w dolinie mgieł dom:

Ps. Witajcie w moim świecie po krótkiej przerwie.

Reklamy