Strona główna > Tarotowe impresje > Zawartość tarota w tarocie

Zawartość tarota w tarocie

25/03/2014

Kinematografia dowodzi, że mierzenie zawartości czegoś w tym samym czymś, to nasz sport, rzekłbym, narodowy. Nie dziwi więc, że mierzymy także zawartość kart w kartach i wyjść nam musi zwyczajowo ‚coś na kształt świdra’, obowiązkowo w konwencji komediowej. Światosław Florian Nowicki opisał podobne zjawisko zachodzące w świecie kartomancji następująco:

Kiedy podjąłem w Klubie Tarota akcję uważnego oglądania obrazków z najbardziej klasycznych talii w celu opisania tego, co widzę, i jak to interpretuję – również w szerszym kontekście innych kart z danej talii – dość często spotykałem się z reakcją: NIE, karta ta znaczy co innego, bo tak się ogólnie uważa i tak mi to wychodzi przy interpretowaniu rozkładów. Opinie takie nie miały na ogół żadnych odniesień do obrazków. Co więcej, w różnych taliach te obrazki są niekiedy – na tych samych nominalnie kartach – całkiem inne, sugerując odmienne znaczenia. Ale i tak przeważa opinia, że jest jakiś „tarot sam w sobie” – i z tej perspektywy wszystkie znaczenia są tożsame. Np. Ósemka Mieczy będzie zawsze Ósemką Mieczy, bez względu na to, czy jest to karta z Tarota Marsylskiego, z talii Ridera Waite’a, czy z Thoth Tarot Crowleya.

cytat za: klubtarota.pl


Dawno, w sumie nie pamiętam już kiedy, zacząłem dzielić użytkowników kart na rzemieślników i artystów.

Odkrywałem, że cenię rzemieślników, dla których liczy się ich praca, pasja i kunszt. Być może nie posiadają oni wizji obejmującej wszelkie aspekty tworzonego dzieła i koncentrują się na osiągnięciu perfekcji w realizowaniu zadań cząstkowych i mocno specjalizowanych. Nie tylko koncentrują się. Poświęcają czas i siły w osiągnięciu mistrzostwa świata (i okolic) w rzeczach małych i odtwarzalnych. Celowo, świadomie, żmudnie, często bez perspektywy bycia nie tylko docenionym, ale w ogóle dostrzeżonym. Lew Tołstoj napisał, że „pożyteczna praca jest zawsze cicha i niezauważalna”. Praca rzemieślnika pozostaje właśnie taką pracą, pożyteczną. Posiada ona jednakowoż jedną wadę, tę mianowicie, iż przyjmuje obowiązujący lokalnie i czasowo kanon obiektu swojego zainteresowania, wytycza nieprzekraczalne granice, krępuje nimi, nie pozwala wyjść poza obszar raz rozpoznany i nazwany; w przypadku kart oznacza to zamknięcie użytkownika w świecie skończonym, ubezwłasnowolnienie dominującą wykładnią i zmuszanie do poszukiwania zawartości tarota w tarocie.

Odkrywałem, że cenię artystów i ich talent. Zarówno tych, którzy posiadają go w wersji przyrodzonej, jak i tych, którzy musieli nad nim w sobie popracować, ukształtować go, czy wręcz wykształcić; nade wszystko zaś takich, którzy nieustająco pracują nad rozwojem zdolności posiadanych; finalnie tych, którzy ewoluują. Cenię kompleksowość ich wiedzy, otwartość, którą kierują się w życiu, fakt, iż w większości przypadków musieli przejść w pełni ścieżkę rzemieślniczą (w wielu wymiarach tejże) aby dojść do momentu, w którym praca codzienna osiągnęła w ich życiu wymiar sztuki. Dostrzegam pułapki, na jakie są narażeni, oraz mogę wymienić te, na których działanie są podatni bardziej. Wadą natury artystycznej, na pewnym etapie poszukiwania, może stać się utrata realnego kontaktu z przedmiotem uprawianej sztuki, całkowite odejście w świat wyobraźni, siatki coraz bardziej niejasnych powiązań, niekoniecznie oczywistych opisów i stanów.

02---Priestess

Nie wartościując, ani nie podejmując innych prób oceny w oparciu o przeprowadzany podział, chcę powiedzieć, że uważam karty tarota za system złożony, uprawiany zazwyczaj przez rzemieślników, metodami dla nich typowymi, z grona których od czasu do czasu wyłania się artysta. Ktoś, kto początkowo podejrzewa tylko, że karty nie posiadają stałych i niezmiennych walorów, że ich znaczenie nie przenoszą się w sposób tożsamy pomiędzy taliami (z uwagi na „sitz im leben” autora czy miejsce i czas powstania), że nie istnieje coś takiego jak kanon opisany terminem „tarot sam w sobie”. Ktoś kto po pewnym czasie nabiera pewności, iż ten sam zapis nutowy można zagrać bezbłędnie technicznie (przykład muzyczny nieprzypadkowy), ale bez jakiegokolwiek przejawu pasji, czy choćby tylko wyraźnego zainteresowania. Ktoś kto potrafi powiedzieć zdecydowane ‚nie’ zastanemu porządkowi rzeczy, i jednocześnie, finalnie nie czyni własnej pewności doktryną, ani doświadczeń, które nabył dochodząc do obecnego stanu wiedzy i przeczuwania, nie określi nigdy mianem normatywnych. Ktoś, kto nie produkuje substancji odurzających określając swój proceder mianem doniosłego wynalazku, potwierdzenia procentu cukru w cukrze w zależności od podziemnego promieniowania na wskazanym terenie.

Ps. Nadal nie wiem jak osadzić pomysł na polską szkołę tarota w tym kontekście.

  1. 25/03/2014 o 21:12

    Jestem bardzo ciekawa jak widzisz „polską szkołę Tarota”, mimo, że to jest na tą chwilę fragmentaryczne. Wreszcie zdobyłam „Tarot intuicyjny. Arkana Wielkie”, a tom o Arkanach Małych do mnie zmierza, pani Barbary Antonowicz – Wlazińskiej i co mnie szalenie cieszy, że właśnie propaguje pewne zamysły obecne od jakiegoś czasu w kręgu anglojęzycznym. Jest to jedna z najmilszych niespodzianek ostatnich miesięcy. Niestety, mam wrażenie, że takie podejście do kart nie należy do najpopularniejszych w naszym kraju.

    Pozdrawiam serdecznie

    • 25/03/2014 o 22:03

      „Polska szkoła tarota” to kusząca koncepcja, który przy pomyślnym splocie okoliczności może przynieść naprawdę ciekawe skutki niezależnie od tego czy uda się ją zrealizować w pełni czy tylko zainicjować.

      Czy możesz przybliżyć to jakie koncepcje autorka ta propaguje w swoich książkach?

      • 27/03/2014 o 20:55

        Tarot jako element doradzania duchowego, narzędzie samorozwoju etc. Mimo, że zdajemy sobie sprawę z takich zastosowań, to i tak mam wrażenie, że większość osób uczących się czytania kart nie szuka tego, a w polskiej literaturze jednak występuje (bodajże „Tarot – lekarz dusz” oferuje podobny pomysł, ale kompletnie nie znam realizacji). Tylko znowu, wymaga to wielkiej odpowiedzialności i wielu dodatkowych umiejętności. Chociaż tytuł doradcy duchowego chyba w Polsce można dostać, tylko nie znam na tą chwilę warunków

        Poza tym, nie ma tam nic na temat rytuałów (skojarzenie z Rachel Pollack na przykład), tylko robimy tak jak my czujemy, że chcemy robić. Jest to miła perspektywa, bo nigdy nie mogę pozbyć się uczucia, że w polskich materiałach jest powiedziane, że muszę wykonywać pewne czynności, bo jak nie, to nie dam rady czytać kart, czy jakaś zemsta dosięgnie. Oczywiście, w materiałach anglojęzycznych też można się doczytać różnych drobiazgów, ale nie odgrywają tak dominującej roli.

        Jak widać u mnie, początek drogi. Mam milion myśli na minutę, żeby nie rzec na sekundę.

      • 27/03/2014 o 21:12

        Psychologia głębi zamiast tradycji mistycznych i/lub szkół okultystycznych? Koncepcja niemłoda i dobrze się sprawdzająca.

      • 28/03/2014 o 00:36

        Zgadza się, niemłoda, ale gdzieś się zgubiła. Mam wrażenie, że jednak w krajach anglosaskich lepiej funkcjonuje, chociaż też nie jest nurtem dominującym.

  2. 26/03/2014 o 22:17

    Ciekawy cytat ze Światka. Można powiedzieć, że jest to spór niemal platoński. Czy interpretujemy konkretną kartę czy jakowąś tarotową ideę? Czy klepiemy konkretnego konia czy ideę końskości?
    Moim zdaniem karta to karta. Interpretuje się obraz. W przeciwnym razie tworzenie tak wielu rozmaitych talii nie miałoby większego sensu, skoro znaczenie i tak zawsze miałoby być jedno i to samo.

    • 27/03/2014 o 01:07

      Koń jaki jest każdy widzi – przynajmniej tak twierdził Benedykt Chmielowski. Niemniej, z niewiadomych mi względów (jak widać nie tylko mi) interpretacji w rozkładzie podlega raczej świat idei i przypisanych im definicji niż obrazów.

      • 27/03/2014 o 20:58

        I do tego też definicja do każdego, kiedy zdarza się, że kilka kart ma sens wspólnie, bez wchodzenia w ich poszczególne cechy.

  1. No trackbacks yet.
Możliwość komentowania jest wyłączona.
%d blogerów lubi to: