Strona główna > Tarotowe impresje > Tarot charyzmatyka

Tarot charyzmatyka

12/03/2014

Moją młodość, młodzieńczość i początki dorosłości kształtował ewangeliczny protestantyzm w wydaniu charyzmatycznym (wręcz pentekostalnym, lub jeśli ktoś lubi zielonoświątkowym). Z pełnym dobrodziejstwem inwentarza, czyli dostępem stałym do zjawiska tzw. darów Ducha Świętego. Poboczni obserwatorzy mają prawo wykazywać się w tym przypadku zerową wiedzą o zagadnieniu i wymagać będą wprowadzania. Wprowadzenie warto rozpocząć od lektury Biblii, a szczegółowo Pierwszego Listu Pawła do Koryntian (rozdział 12, wiersze od 7 do 11, w kontekście):

Wszystkim zaś objawia się Duch dla [wspólnego] dobra. Jednemu dany jest przez Ducha dar mądrości słowa, drugiemu umiejętność poznawania według tego samego Ducha, innemu jeszcze dar wiary w tymże Duchu, innemu łaska uzdrawiania przez tego samego Ducha, innemu dar czynienia cudów, innemu proroctwo, innemu rozpoznawanie duchów, innemu dar języków i wreszcie innemu łaska tłumaczenia języków. Wszystko zaś sprawia jeden i ten sam Duch, udzielając każdemu tak, jak chce.

Disks-02

Oczywiście tekst Pisma Świętego to jedno, rozwijana przez okres ostatnich stu lat teologia to drugie, a praktyka życia codziennego fanów zjawiska to jeszcze coś innego. Zainteresowanych różnorodnymi formami ich połączenia zachęcam do lektury niemłodej już, ale nadal aktualnej książki Ch.W. Smitha pt.: Charyzma czy charyzmania (linki pokierują dalej, tekst do pobrania w serwisie). Pomijając jednakowoż wspomnienia obcych chcę zwrócić uwagę na to, iż istnieje spora grupa chrześcijan, różnych proweniencji, różnych przynależnością organizacyjną, którzy posiadają bogaty i potencjalnie niebezpieczny (dla nich samych, oraz otoczenia) zespół cech wspólnych. O tym jak pociągający bywa akt glosolaliów, gdy mistyczna ekstaza znajduje ujście werbalne, ustami jej doświadczającego, w języku niezrozumiałym dla innych, przekonali się liczni w historii, a jeszcze liczniejsi nadal o tym marzą. Dodajcie do tego proroctwo, prekognicję, uzdrawianie oraz czynienie cudów pozamedycznych, wiedzę na temat natury spotykanych w tej rzeczywistości istot spoza tego świata, z egzorcyzmem czy odprowadzaniem duchów włącznie, umiejętność nienabytą trafnego doradztwa, z natychmiastową diagnozą i skuteczną receptą na dalsze życie. Gdy podsumujecie potencjalne możliwości sami ustawicie się w kolejce do tych doświadczeń, do psychodelii bez środków psychoaktywnych, do źródła całej tej wiedzy, całego opisanego doświadczenia. Staniecie w kolejce do Boga, jakkolwiek go rozumiecie, i prosić Go będziecie o łaskę daru, a On wam nie odmówi. Gdy finalnie zrozumiecie jego istotę wspomnicie też inne słowa przypisywane apostołowi Pawłowi (w tym samym tekście, rozdział 13, wiersz 8):

[…] proroctwa się skończą, […] zniknie dar języków i […] wiedzy [już] nie stanie

– gdy zaś to zrobicie, zrozumiecie, w którym miejscu popełniliście błąd w precyzowaniu oczekiwań. Stawszy się w taki sposób ludźmi dojrzałymi pozbędziecie się cech dziecięcych, oraz takich przyzwyczajeń, znajomości i miejsc. Wybrać będziecie mogli dowolną drogę, dowolne nowe miejsce, ulubioną formę, czas, przestrzeń.

Jakim sposobem w tytule zagościło pojęcie tarota charyzmatycznego? Z kilku powodów. Pierwszym jest próba wskazania na łatwość zmiany źródła inspiracji prywatnych uwarunkowań o ile zachowamy podobieństwa praktyczne ich stosowania w życiu codziennym. Towarzyszy mi przy tym chęć wskazywania na to, iż zmiana ‚źródła’ ma charakter całkowicie pozorny; na przykładzie prekognicji zasugerować można (przy głośnym proteście większości, jeśli nie wszystkich zainteresowanych), iż nie zachodzi różnica faktyczna w źródle wiedzy niezależnie od tego, czy dokonujący aktu owej miał w ręku biblię (przedmiotowość wyrażona małą literą), czy karty tarota; że źródłem wiedzy jest on/ona/człowiek doświadczający zjawiska, a nie przedmiot go wywołujący (co z punktu widzenia jednych uznane zostanie za grzech, a z punktu widzenia drugich za głupotę). Drugi, sygnalizowany już, stanowi wprost zadane pytanie o ‚źródło’; odnosi się przy tym do ‚stron’ sporu, tych ‚stron’, z których jedna wskazuje na Boga (lub dowolną inną siłę) jako dawcę i ogranicza grupę adresatów ‚daru’ tylko do listy zdeklarowanych wyznawców, członków tej samej organizacji, najczęściej organizacji wyznaniowej (nurtu już niekoniecznie); a w opozycji siłę przeciwną, czyli każdego kto robi to samo poza skrzydłami wskazanej wcześniej tradycji i niczego w życiu dotychczasowym nie deklarował, lub deklarację wycofał bądź zmienił, i legitymacji czy innego dokumentu przynależności okazać nie jest w stanie; jednocześnie podkreślając nonsens w taki sposób wytyczanych granic zjawiska. Po trzecie to próba opowiedzenia, iż charyzmatykom, zwłaszcza religijnym, bywa z kartami po drodze w kierunku do szeroko rozumianej wolności, za której uzyskanie płaci się pewną ceną, ale nie traci wkładu (z przykładem marnym, gdyż własnym). Kolejny powód zapewne zaistnieje jeśli ktoś zechce się skoncentrować na nim i dopisać do tekstu … Lista pozostanie otwarta.

%d blogerów lubi to: