Strona główna > Reklama > Reklama: Tabu. Seks, magia, religia

Reklama: Tabu. Seks, magia, religia

20/02/2014

Od czasu do czasu warto spędzić czas z literaturą cudzego autorstwa. Mając nadzieję bądź to na dowiedzenie się czegoś nowego, bądź to trafne spuentowanie stanu posiadanej wiedzy sięgnąłem po książkę Ch.S. Hyatt & L.M. DuQuette – Tabu. Seks, magia, religia (której nakład nieszczęśliwie dla wielu wyczerpał się*).

Dlaczego uznałem, że warto zapoznać się z książką? Przekonał mnie do tego wstęp. Fragment owego poniżej:

[…] sytuacja jest możliwa tylko wtedy, gdy podzielamy najbardziej rozpowszechniony w naszej kulturze zabobon, czyli wiarę w to, że słowo drukowane może być niebezpieczne. Innymi słowy, im bardziej obawiacie się niektórych idei, wyobrażeń, oraz tematów tabu, tym bardziej prawdopodobne, że książka To cię zabije w rzeczywistości was zabije. Mamy tu do czynienia z potwornym paradoksem, podobnie jak w przypadku objawionych „praw piekielnych” religii dyskordiańskiej, które utrzymują, że: 1) piekło istnieje tylko dla tych, którzy wierzą w jego istnienie, oraz 2) najgorsze rejony piekła są zarezerwowane dla tych, którzy wierzą w piekło, ponieważ są przekonani, że tam się znajdą, jeśli nie będą w nie wierzyć.

Odwołując się do tych praw piekielnych, zapytajmy, kto zatem jest wystawiony na największe niebezpieczeństwo ze strony To cię zabije? Odpowiedź jest prosta: ci, którzy wierzą, że słowa na papierze, w radiu, telewizji, sieci mogą być niebezpieczne, w związku z czym niektóre z nich trzeba zakazywać, okrajać, cenzurować, poddawać represjom, a może nawet palić na stosie publicznym. Paradoksalnie, to właśnie ludzie wierzący w diabelską moc słów, idei i obrazów, zakładający rozmaite stowarzyszenia cenzorów, muszą studiować nowe książki i inne dzieła sztuki, nauki oraz rozrywki w poszukiwaniu tego, co niebezpieczne. I to właśnie oni są najbardziej narażeni na śmiercionośny wpływ To cię zabije.

Od kilkudziesięciu lat zajmuję się rozwikłaniem tej zagadki, dlaczego niektórzy ludzie boją się pewnych słów i idei, i wydaje mi się, że udało mi się wreszcie odnaleźć jej rozwiązanie w pismach osiemnastowiecznego socjologa z Neapolu, Giambattisty Vico, znanego przede wszystkim z tego, co nazywamy lingwistyką transpersonalną. Otóż Vico był pomysłodawcą licznych bardzo ciekawych idei, ale przedstawiał je w dość niezrozumiały sposób tak, aby Święta Inkwizycja, która w owym czasie urządzała w Neapolu pokazowe procesy, nie dobrała się mu do skóry. Jedna z nich dotyczyła natury pierwszego boga, który jego zdaniem był bogiem gromu. Vico twierdził, że cała nasza moralność wywodzi się z traumatycznych przeżyć związanych z tym gromowładnym (czyli z „negatywnych wdruków”). Jako pierwszy badacz studiował też życie jaskiniowców, będąc przekonanym, że tzw. Yeti jest ich niedobitkiem. I na podstawie badań sztuki jaskiniowej doszedł do wniosku, że dla jaskiniowców wszystko to, co poprzedzało uderzenie gromu, było grzechem wywołującym gniew gromowładnego. Nic więc dziwnego, że jeśli jakiś jaskiniowiec uderzył swego braciszka w głowę toporkiem, a zaraz potem usłyszał odgłos gromu, w sposób natychmiastowy pojawiało się tabu: „Nie zabijaj członka swego plemienia”, które utrzymywało się przez kolejnych 30 tysięcy lat albo i dłużej…

W niektórych przypadkach nikt nie był w stanie rozstrzygnąć, co wywołało gniew boga niebios – czemu nagle było słychać ryk gromu. Dawni szamani musieli dużo nad tym rozmyślać, aż ostatecznie doszli do wniosku, że skoro nic takiego się nie wydarzyło, bóg musiał się wkurzyć tym, co ktoś powiedział. I tak stopniowo, krok po kroku, kolejnym ideom i wyobrażeniom odmawiano prawa do ekspresji werbalnej z tej prostej przyczyny, że mogło to zezłościć boga gromu.

W ten oto sposób dorobiliśmy się długiej listy zakazanych słów i idei, których nasz stary mózg, gromadzący prymitywne wdruki, wciąż się obawia przez wzgląd na możliwy gniew gromowładnego (którego obecność znaczy ścieżkę dźwiękową horrorów, kiedy reżyser chce w nas obudzić najgłębsze zbiorowe pokłady niepokojów). I nawet ci, którzy sądzą, że nie straszny im żaden gromowładny ani niepokoje ery kamienia łupanego, od czasu do czasu dają się ponieść atawistycznym lękom rozbudzanym przez niektóre dzieła sztuki łamiące tabu i konwencjonalne sposoby myślenia.

[…]

To samo można powiedzieć o niniejszej książce, tak więc raz jeszcze ostrzegam was, że jeśli sądzicie iż niektóre idee i wyobrażenia mogą być dla nas niebezpieczne, ponieważ sprowadzają „klątwę z nieba” (odgłosy niebiańskiego giganta), dzieło to może być bardzo groźne dla waszego zdrowia. Jeśli więc należycie do jakiegoś stowarzyszenia cenzorów, lepiej darujcie sobie lekturę tej książki i po przeczytaniu kilku pierwszych stron potępcie ją na podstawie swoich ogólnych wyobrażeń na jej temat. Oczywiście, potępianie czegoś, czego się nie zna może wydawać się idiotyczne, ale z drugiej strony stanowi wielowiekową tradycję, której nie jest w stanie przerwać nic, nawet największe zdziwienie wśród osób postronnych.

Wprowadzenie dość dobrze wkomponowało się w moje doświadczenie kart dni ostatnich.

* Okulturo popraw się!

%d blogerów lubi to: