Strona główna > Tarotowe impresje > Bardzo czarna magia

Bardzo czarna magia

18/02/2014

Kilka lat temu zetknąłem się w internecie, na jakimś ‚ogólnorozwojowym’ forum, z młodym człowiekiem zafascynowanym bardzo czarną magią. Jego fascynacja była tak wielka, że z kwiecistym patosem opisał jednego ze swoich kolegów, uprawiającego magię jeszcze czarniejszą niźli on, który to kolega, cytuję „pracował także z martwymi zwierzętami”. Uświadomiłem go, iż moja żona zajmuje się tym nieomal codziennie, a proces ten zwykła określać trywialnie gotowaniem; ze swojej strony potwierdziłem, iż w umiejętnościach tych dostrzegam oraz cenię sztukę, artyzm i magię; tą ostatnią głównie za sprawą doznawanych wrażeń smakowych. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego ‚młody adept sztuk tayemnych’, po moich słowach zerwał wszelkie kontakty i zamknął się w sobie.

Sztuka (umiarkowanie)

Od czasu do czasu ktoś nierozważnie stara się wyjaśniać kwestie poważne w sposób, który ocenić należy jako, w najlepszym razie, żałosny; ktoś bazujący na ignorancji odbiorców, kto w ich niewiedzy upatruje źródła sukcesu dla głoszonych tez, idei czy haseł (z sukcesem); ktoś kto potem przyłapany na nadużyciu nie tylko nie potrafi za nie przeprosić, ale wręcz chlubi się tym co zrobił przeświadczony o nadrzędności swojego posłania ponad cudzą racją czy życiem. P.Tillich opisał mechanizm rządzący tym zjawiskiem w następujących słowach:

Termin „apologetyka”, który cieszył się takim znaczeniem we wczesnym Kościele, okrył się niesławą z powodu metod stosowanych w ramach nieudanych prób obrony chrześcijaństwa przed atakami ze strony nowożytnego humanizmu, naturalizmu i historycyzmu. Szczególnie słaba i oburzająca forma apologetyki używała argumentum ex ignorantia; tj. próbowała wykryć luki w naszej wiedzy naukowej i historycznej, aby znaleźć miejsca dla Boga i Jego działań w skądinąd całkowicie wymiernym i „immanentnym” świecie. Z każdym więc postępem naszej wiedzy musiano rezygnować z kolejnej pozycji obronnej; ale ów ciągły odwrót nie zdołał odwieść gorliwych apologetów od znajdowania w najnowszych osiągnięciach fizyki i historiografii świeżych okazji do osadzenia Bożej działalności w nowych lukach wiedzy naukowej. Ta niegodna procedura zdyskredytowała wszystko co nosi miano „apologetyki”.

Apologeta, termin, który w pewnych okolicznościach może być używany jako inwektywa w odniesieniu do licznego grona osób które wszystko dzieli i jedno łączy – tożsama mentalność. Ludzi takich spotykam, unikam w miarę możliwości, przechodzę bokiem, gdy trzeba schodzę im z drogi, albowiem nie lubię zajmować się produkcją męczenników żadnej z religii powszechnych, filozofii i gnozy również nie. Poświęcam im czas tylko w jednym celu – gdy sprawdzam, czy podążając zmiennymi ścieżkami tradycji i awangardy nie zawędrowałem przypadkiem w zaułek głupoty; czy nie tkwię w nim po uszy przeświadczony bezpodstawnie o racjonalności swoich postaw. Dlaczego tak czynię?

Świat kart tarota bywa inwazyjny. Sugestywny za sprawą obrazów wpływa na stan umysłu posiadacza, użytkownika. Zmieniając świadomość krótkofalowo potrafi stać się uzależniający. Gdy już uzależni przekształca. Przekształcając może stać się niebezpieczny. On sam? Bynajmniej. Zmienia się człowiek. Ja się zmieniam. Za sprawą kontaktu. Miewam obawy o kierunek zachodzących zmian. Posługując się retrospekcją w celach autorefleksyjnych koryguję potencjalne błędy. I jestem odpowiedzialny. Za siebie, za decyzje podejmowane, za konsekwencje następujące. Jeśli bowiem dobrze się zastanowić, to stwierdza się dość szybko, że środowisko nie wpływa pozytywnie na zachowanie równowagi, zresztą nie tylko środowisko własne; a w świecie bez alternatyw trzeba sobie jakoś radzić. Jak przekonują nas rozliczni komentatorzy zjawiska i procesu egzorcyzmów, posesję dość często, a przy tym skutecznie, eliminuje stosownie złośliwe traktowanie ‚posiadacza’. Osobiście uważam, że dwie metody, żart z rzeczywistości skrzywionej, oraz racjonalna ocena, współgrają w procesie stwarzania człowieka dojrzałego, oraz, że nie ma w tym żadnej magii nawet jeśli niektórzy uważają inaczej imputując przy tym jej niewłaściwy odcień.

  1. Jacek
    24/04/2014 o 12:47

    Czyli uważasz, że tarot jest stricte racjonalną interpretacją obrazów i nie ma nic wspólnego z magią?

    • 24/04/2014 o 13:18

      Wiesz, taki spóźniony obraz z okresu wojen o rolę ikony w chrześcijaństwie przychodzi mi do głowy – ikonolatria vs. ikonoklazm – i pytanie – czym właściwie różnią się λατρεία i δουλεία w praktycznym życiu przeciętnego wyznawcy w kilkaset lat po zdefiniowaniu zakresów znaczeń w określeniach martwego od dawna języka?

      Przechodząc do naszej wąskiej działki. Czy tarot musi być TYLKO racjonalny? Czy musi być WYŁĄCZNIE magiczny? Czy w ogóle MUSI (bo na to słowo zwracam szczególną uwagę)?

  1. No trackbacks yet.
Możliwość komentowania jest wyłączona.
%d blogerów lubi to: