Efekt Forera

22/01/2014

Masz potrzebę by ludzie cię lubili i podziwiali, jednak jesteś osobą krytyczną wobec siebie. Masz pewne wady osobowości, ale potrafisz je kompensować tym, co jest w tobie dobre. Masz duże możliwości, które wciąż pozostają niewykorzystane. O ile na zewnątrz możesz wyglądać na osobę zdyscyplinowaną i opanowaną, wewnątrz często trapi cię niepewność i martwisz się o wiele spraw. Niekiedy masz poważne wątpliwości, czy twoja decyzja była dobra albo czy twoje czyny były właściwe. Lubisz pewną ilość zmian i różnorodności, a kiedy osaczają cię ograniczenia odczuwasz niezadowolenie. Cenisz sobie własną niezależność myślenia i nie przyjmujesz cudzych twierdzeń bez przekonujących dowodów. Życie nauczyło cię, aby nie przesadzać ze szczerością kiedy się przed kimś otwierasz. Czasem bywasz osobą otwartą na ludzi, przystępną i towarzyską, ale innym razem zamkniętą, ostrożną i zdystansowaną. Niektóre z twoich marzeń wydają się być nierealistyczne.

Podejmując się próby opisania dowolnego człowieka tym właśnie zdaniem, powtarzając je 30 razy na dzień, w dowolnie ustalonej cenie, macie szanse zostać mistrzami trafnej prognozy w dowolnym portalu ezoterycznym, lub telewizji, o ile wcześniej poprosicie ofiarę klienta, aby podał wam dokładną datę urodzenia (pełną, z miesiącem i rokiem; ale bez godziny, gdyż z to w 100% osłabia ‚trafność prognozy’). Zadba o to efekt Forera. Prosty, wręcz prymitywny, a przy tym nad wyraz precyzyjny, mechanizm, który sprawia, że wierzymy, i akceptujemy, każdy opis pozytywny nas samych, zwłaszcza taki, co do którego żywimy przeświadczenie, iż został sprokurowany na nasz wyłączny użytek (o czym świadczy dobitnie wniesiona opłata). Ot, lubimy czuć się, bo przecież nie być, dopieszczani i w centrum zainteresowania.

Cups-05

Wychowani i wykształceni w pruskim systemie edukacji, mamy bardzo proste i stosunkowo przewidywalne potrzeby. Wystarczy nam ktoś pokroju Sugata Mitry, ktoś kto zapewni nam ‚babcię’ – osobę, która będzie stała z tyłu i wyrażała entuzjazm naszymi zachowaniem i wyborami, aby poprawił się nam odczuwalny komfort życia. Dbając o utrzymanie wysokich standardów środowiska, w którym bytujemy, zapewniamy sobie (i zapewnialiśmy sobie w historii) stosowny support w tym zakresie, poczynając od ‚dobrego’ księdza, psychologa czy psychoanalityka, przez coacha i doradcę, na wróżkach, jasnowidzach i szamanach kończąc. Czy to jest niewłaściwe? Niezdrowe? Wskazuje na jakieś nasze obiektywne zalety lub wady?

Osobiście uważam, że nie ma najmniejszego znaczenia to jakich narzędzi używamy do uzyskania stanu samozadowolenia o ile zachowujemy świadomość, jakie mechanizmy za to odpowiadają i akceptujemy je. I tak, afirmując, popychamy wózek autosugestii w kierunku identyfikacji samych siebie z naszymi, mniemam (i życzę), że racjonalnymi, wyobrażeniami na temat nas samych, pozostając przy tym szczęśliwymi ludźmi.

Już? To wszystko? Cały tarot? Tak, to wszystko. Nie no, naprawdę? A gdzie dreszczyk emocji? Gdzie magia, wiedza nadprzyrodzona, kosmiczna, przekazywana z pokolenia na pokolenie genetyczna ezoteryka, nieświadomość zbiorowa, doświadczenia graniczne. Gdzie one są? W kartach ich nie ma. Jak to ‚nie ma’? No tak. Karty najwyżej mogą pomóc nam inicjować zachowania i odczucia prowadzące do uzyskania świadomości o rządzących naszym życiem procesach pod warunkiem, że zechcemy używać ich właśnie w takim celu, z przeznaczeniem, intencją, zamiarem. W każdym innym przypadku karty wcielą się w rolę Opium des Volkes i spełnią rolę uśmierzającą wobec rzeczywistej nędzy egzystencji, dodając do niej opcjonalnie, zależnie od preferencji jednostkowych (mówiąc wprost: na wyraźne życzenie pacjenta), elementy uzależnienia, ucisku oraz bezsilności.

Ustaliwszy, iż każdy wybiera z tego tortu te rodzynki, które mu odpowiadają możemy wrócić ze spokojem do źródeł samozadowolenia unikając przy tym rozczarowań, które jak te rafy kryją się chytrze pod powierzchnią lazurowych oceanów naszej naiwności.

%d blogerów lubi to: