Strona główna > Tarotowe impresje > (nie)Bezpieczne związki

(nie)Bezpieczne związki

16/01/2014

Prawem pokrętnej korelacji zbiegły się nam ostatnio w czasie publikacja Medytacji o 22 arkanach tarota Valentina Tomberga (anonimowo), książki łączącej wprost, w warstwie filozoficznej, świat tarota ze światem chrześcijańskim w ujęciu katolickim, z wydaniem Tarota apokalipsy Światosława Nowickiego, który to tarot, cytując za autorem, „przedstawia ideę chrześcijańską z ezoterycznego punktu widzenia, w sposób znacząco odbiegający od kościelnej ortodoksji”.

W takich okolicznościach należało liczyć się z reakcją chrześcijańską na zdarzenie, która przybrała taką formę:

Jakkolwiek traktowanie książek żelazem i ogniem uważam za szczególny rodzaj barbarzyństwa, to działania redaktora Terlikowskiego, wydaje się w pełni uzasadnionym (w świecie wyznawanych przez niego wartości) aktem sprzeciwu wobec herezji. Zdarzenie to ma jeszcze, bardzo zabawne, tzw. drugie dno, do którego odniosę się pod koniec wpisu.

Czy tarot wiąże się bezpośrednio ze światem zachodniego chrześcijaństwa? Czy symbole na nim wyobrażone zostały wprost zapożyczone z katolicyzmu, czy może stanowią tylko odbicie zjawisk społecznych okresu kształtowania się talii? Takie i podobne pytania można zadawać długo. Wskazywać na różne teorie odnoszące się do niezaprzeczalnych zapożyczeń ze świata religii widoczne na kartach, w różnorodny sposób je tłumaczące. Można w końcu przejść od świata historii i teorii do świata praktyki by powiedzieć, że wbrew oburzonym zakazom, wbrew fanatyzmowi konserwatystów czy ostrożności liberałów, po karty tarota sięgali także ludzie wiary, niekoniecznie ‚wiary płaskiej’, czy ci, którzy szukali ‚mistycyzmu instant’ (obydwa terminy za ks. Bonieckim i środowiskiem Tygodnika Powszechnego); zainteresowani tematem odnajdą takie mapy relacji, wskażą na możliwe, silnie spersonalizowane, powody takich zdarzeń, przypomną oburzone głosy w historii oraz przypomną te zdarzenia gdy w obronie ‚czystości wiary’ ćwiartowano oraz palono niekoniecznie samą tylko literaturę.

Cokolwiek palili nasi przodkowie jednemu zaprzeczyć się nie da, temu mianowicie, iż współcześni także sięgają do świata zazębiającej się spuścizny katolicyzmu, gnozy, hermetyzmu, alchemii i kilku innych ars magna et ultima arcanum tworząc własne, o różnej skali wybuchowości, mieszanki, którymi odurzają się wedle uznania, i potrzeb, wynosząc z tego aktu, mniej lub bardziej oczywiste, osobiste korzyści. Od czasu do czasu ktoś nadaje temu, indywidualnemu w sumie doświadczeniu, wymiar medialny, najczęściej artykułem o niebotycznych dochodach wróżek (systematycznie, raz w roku, gdzieś pomiędzy listopadem a grudniem, od 2010 roku z niezmienionymi danymi statystycznymi), czy też kolejny hierarcha przypomina wiernym, iż katolicy do wróżek nie chodzą i tarotami się nie zajmują (amplituda powtórzeń sugeruje, że możemy mieć do czynienia ze zjawiskiem wołania na puszczy). Poza zdarzeniami przewidywalnymi i cyklicznymi monotonię przerywali nam dotychczas najwyżej brylujący w mediach egzorcyści (za dnia, chyba, że zakazano któremuś wypowiedzi publicznych) bądź wróżbici (w godzinach nocnych) jakimś cudacznym psikusem o lekkim kalibrze; samo zdarzenie było na tyle ulotne, że znikało zanim ktoś zauważył, że miało miejsce. Nikt z nas, uprawiających bądź to chrześcijańską heterodoksję bądź to okultystyczny synkretyzm, nie spodziewał się, że każą mu się opowiadać po którejś ze stron wojny wróżko-katolickiej, zwłaszcza, że literatura tematu nie pozostawia złudzeń jasno stwierdzając, że do takiej wojny dojść nie może albowiem odmienne, mimo podobieństw, są nasze strefy zainteresowań, oraz że mamy całkowicie nie pokrywające się godziny aktywności dobowej :-)


Obiecałem opowiedzieć o drugim dnie, zatem:

Na porąbanych siekierą i spalonych w redakcyjnym kominku kartach tarota znajdowały się wyobrażenia Jezusa, Marii, apostołów, świętych i błogosławionych (w tym ubóstwianego przez red. T.T.: Jana Pawła II), oraz różne kontrowersyjne w odbiorze postacie świata katolicyzmu współczesnego, geolokalizowanego na Polskę (wymienić tutaj można np.: ojca kierownika Tadeusza Rydzyka). Co zrobił nasz specjalista od egzekucji papieru? Ano siekierką i do pieca, albowiem przecież nawet małe smyki wiedzą, że ‚święte obrazki’ to tylko w kościele można ‚na legalu’ kolportować, a reszta nie ma prawa bytu.

W kolejnym aspekcie drugiego dna, narracja Tomasza Terlikowskiego o kartach zdawała się sugerować, iż jest on wyznawcą koncepcji mówiącej o szczególnej, wręcz magicznej, a przy tym nad wyraz mrocznej, mocy talii tarota; zwolennikiem traktowania talii jako przedmiotu magicznego stricto. Tak nasączonego wiedzą cholernie tajemną wystąpienia, tak głębokiej wiary w zabobon, tak silnego przeświadczenia o duchowym zabarwieniu kart, nie spotkałem od wielu lat, także, a może ‚zwłaszcza’, w gronie ich fanatycznych użytkowników.

%d blogerów lubi to: