Strona główna > Tarotowe impresje > Nowa ezoteryka

Nowa ezoteryka

02/12/2013

Na forum Astrologia Ezoteryka Mistyka w serwisie goldenline.pl pojawił się wpis o takiej oto treści:

Podczas swoich spotkań i prelekcji poświęconych astrologii, numerologii, nowoczesnemu wydaniu alchemii, zastosowaniom praktycznym wiedzy dawniej nazywanej „ezoteryczną” coraz bardziej się orientuję, że z publiką nastawioną na ezoterykę rozumianą tradycyjnie, jako wiedza dla wtajemniczonych (a co kurs to większe wtajemniczenia) coraz słabiej się rozumiem. Za to coraz lepiej dogaduję się z profesjonalistami rozmaitych dziedzin (personalnicy, szkoleniowcy, trenerzy, terapeuci, nauczyciele, menedżerowie), którzy – usłyszawszy „to działa i Wam się przyda” a następnie przekonawszy się, że „to” rzeczywiście działa i się przydaje – interesują się jak „to” działa? Moje najlepsze popularyzacje robiłem właśnie dla takich środowisk; dominuje tam wprawdzie światopogląd „racjonalny”, ale nie ma ideologicznego zacietrzewienia.

I tak sobie myślę: czyżby owi profesjonaliści, japiszony zatracone, nie są aby przypadkiem awangardą nowego wydania starej wiedzy? Bo dziś (i długo zapewne jeszcze) postęp jest tam, gdzie skupiona jest energia społeczna (w biznesie i jego „otoczce” raczej na pewno ona jest) – a w chudym, biednym i odlecianym środowisku stricte ezoterycznym szukać jej darmo…

Jedyny na dzień dokonania wpisu komentarz także zawiera pozytywną ocenę zjawiska, z podkreśleniem inteligencji doceniającej pragmatyczne aspekty wiedzy, w domyśle także „ukrytej”, oraz wyrażona wprost potrzeba uporządkowania języka używanego w dyskusji o zjawisku.

W pierwszym odruchu gotowy byłem zaakceptować całość wywodu, ale na szczęście poprawnie zadziałał instynkt, który zwrócił uwagę, iż w zasadzie jedynym punktem wiążącym moje poglądy z poglądami wypowiadających się jest negatywna ocena zjawisk utożsamianych z ‚nową ezoteryką’. Ocenę tę większość rozsądnych ludzi powtarza tak często (prywatnie oraz publicznie), iż można odnieść wrażenie, że bazując tylko na ich deklaracjach zmierzamy we właściwym, do urzeczywistnienia się ezoterycznej utopii, kierunku. Matrix dba o to, abyśmy czuli się odpowiedzialni, spełnieni w obowiązku a dzięki temu w swoisty sposób zadowoleni; za sprawą zadowolenia zaś nie zajmowali się realnymi związkami naszych odczuć z rzeczywistością.

Czym jest ‚nowa ezoteryka’? Czym zajmują się wspomniani w wypowiedzi ‚profesjonaliści’? Czy faktycznie to ‚japiszony zatracono’ są awangardą ‚nowego wydania starej wiedzy’? Czy w istocie jedynym problemem ‚środowiska ezoterycznego’ jest bieda, chudość i rozmijanie się z rzeczywistością?

Nie umiem jednoznacznie odpowiedzieć na żadne z tych pytań ponieważ doprecyzowanie ich jest problematyczne w dyskusji (nie wszyscy chcą upubliczniać swoje dane w serwisie GoldenLine, a tego wymaga wskazane forum). Pozostaje mi zatem wyrażanie wątpliwości i zadawanie sobie prywatnie pytań uzupełniających. Czy nie wystarczy nam ‚stara’ ezoteryka, klasyczna co do zasady, otwarta w kwestii formy? Czy łatwość wysławiania się, pozbawiona podparcia w postaci umiejętności zaangażowania się w dowolne działania z nastawieniem realizacji ich długofalowo (żaden z wymienionych ‚profesjonałów’ nie zajmuje się planowaniem w skali dekad, nawet nie lat, miesiące to szczyt ich możliwości) a przemieszcza się od przypadku do przypadku, stanowi wartość samą w sobie? Czy ‚zatracony japiszon’, nieokiełznany konsument wszystkiego co podstawić mu przed oczy, a czego nie dane mi było jeszcze popsuć, poszukujący ciągle czegoś innego, pelikan łykający wszystko co przepłynie mu obok dzioba, może być awangardą czegoś więcej niż cyklofrenia? Czy przypadkiem mizerność środowisk ezoterycznych, nie jest naturalną konsekwencją rabunkowej gospodarki prowadzonej latami przez ‚popularyzatorów’, którzy miast rozwijać swoich ‚uczniów’ wyłącznie ich ograniczali sprzedając kolejne stopnie ‚wtajemniczenia’ aby mieć co do miski włożyć?

Pytania i odpowiedzi rodzące kolejne pytania, które rodzą kolejne odpowiedzi i pytania.

Nowa ezoteryka, w mojej osobistej ocenie, to stara popkultura. Dobrze zamaskowana. Tchnąca swobodą obycia i podejścia. Na swój sposób urzekająca. Posłuchasz raz jej syreniego głosu i spoczniesz na rafach, a Twoje kości po wybrzeżu rozwłóczą kraby. Nie, dziękuję! Mam jeszcze kilka rzeczy w życiu do załatwienia zatem wylegiwanie się nie wchodzi w grę, nawet jeśli propozycja brzmi dobrze, gdyż odczuwam dzisiaj skutki poweekendowego zmęczenia.

%d blogerów lubi to: