Producenci bajek żyją wokół nas. Pławią się jak pączki w maśle ze swoim ahistorycznym stosunkiem do świata, pewnością własnych racji i faktem snucia opowieści magicznych. Jedni opowiadają, że podczas bitwy na przedpolach Warszawy, tej stoczonej w 1920 roku sowietów do odwrotu zmusiło objawienie maryjne. Drudzy, że wspomniana wcześniej i objawiająca się Maria, matka Jezusa, wniebowstąpiła, i że było to przedmiotem wiary chrześcijan od początku istnienia chrześcijaństwa. Kolejni, że nazwa tarot pochodzi od egipskich i bardzo starożytnych terminów, oraz, że karty objawiają mądrość kapłanów Egiptu z czasów co najmniej Mojżesza; od tego do stwierdzenia, że idea tarota liczy sobie tysiące lat już tylko krok, łatwo go zrobić i liczni się tego dopuszczają.

W sumie wszystkie wspomniane typy potrafią dostrzec prawy profil ś.p. Lecha Kaczyńskiego w oknach starej kamienicy, a na dodatek okazać się finalnie pojedynczym osobnikiem, który uwierzywszy mocno, a bezpodstawnie, w jakąś tezę bronić jej jest gotów do samego końca, jego lub jej.

W tym miejscu średnio interesują mnie jednak mity poświęcone aspektom życia niezwiązanym z kartami, w tym świat wiary, czy poglądów politycznych, a przykłady ich dotyczące służą tylko zobrazowaniu tego faktu, iż niektórzy użytkownicy i fani tarota nie są samotnymi gwiazdami na firmamentach bezmyślności, naiwności czy zwyczajnej głupoty.

Moją refleksję w tym temacie zapoczątkowało stwierdzenie dotyczące obrazu na karcie dziesiątki pucharów (w wersji talii Rider-Waite) o treści „Z jakiej epoki, czasu jest ten „widoczek” z pustką w tle? (no może tak w przybliżeniu)„, zaczerpnięte z bloga ANTY-TAROT. Autorka (autor, autorzy?!) tekstu wielokrotnie dowiodła, iż traktuje karty tarota na sposób magiczny, mityczny, ahistoryczny. Cytowane pytanie jasno dowodzi bowiem, w konfrontacji z faktami, iż obraz udostępniony światu w 1909 roku (data publikacji wskazanej talii) to, zdaniem autorki, ‚wieczność’ i to na dodatek skażona ‚okultyzmem’ złośliwym, wiodącym na manowce, i zapewne ‚odwiecznym’. Sto, plus kilka, lat historii wystarczyło, aby głos Cate Blanchett (w roli Galadrieli, we Władcy Pierścieni) przebrzmiał słowami „Sprawy, których pamięć powinna przetrwać, uległy zatraceniu. Historia stała się legendą, legenda – mitem.„. Jedynym usprawiedliwieniem autorski wskazanego bloga wydaje się być to, iż znaczna grupa osób w karcianym półświatku dała się uwieść takim, i podobnym, bredniom. Jedni z bezmyślności, drudzy z chęci zysku, powtarzali głupoty zasłyszane tak długo, aż w nie uwierzyli. Jeszcze inni powtarzali świeże teorie, aż całkiem młode zmieniły się w bezzębne staruchy z początków wszechświata, i to mając niespełna 30 lat życia za sobą (że wspomnę w tym miejscu ‚kanoniczną’ koncepcję ‚kart bram’ autorstwa Rachel Pollack).

O ile nadużycia i nadinterpretacje wynikające z niewiedzy wywołują mój szeroki uśmiech, to jednak o wiele serdeczniej śmieję się gdy wskazując (czy tylko będąc świadkiem zdarzenia) czyjąś niewiedzę słyszę nieśmiertelny argument spiskowy ‚ale przecież musieli istnieć jacyś tajni i wielce autorytatywni mistrzowie, którzy zaplanowali z premedytacją oszukanie takich jak ty, zastygłych w racjonalizmie, aby was wykiwać …‚. I ten błysk tryumfu w oku na zakończenie, zaiste bezcenny. Zapewne, i jestem o tym przekonany, jest tak, że odwieczni mistrzowie knucia tajemnych intryg mających na celu sprowadzenie zagłady, lub tylko zagrożenia, dla naszych dusz nieśmiertelnych, mając takie możliwości niewątpliwie i skrupulatnie tym się właśnie zajęli, jednocześnie czyniąc akt spisku tajemnicą poliszynela, głównie po to aby wszyscy zdali sobie sprawę z ich przebiegłości i mogli wyrażać publicznie zachwyt.

Cieszy mnie to do granic i bawi serdecznie, że moje teksty, także ktoś kiedyś ochrzci mianem przewrotnych. Cieszy tak samo jak możliwość przyjrzenia się i pośmiania z dowolnego, z grupy otaczających nas, absurdów dnia codziennego.

Reklamy