W tekście pt. Boimy się wolności, marzymy o wspólnocie przeczytać możemy:

Żyjemy w czasach interregnum – bezkrólewia. Następuje zmiana: coś umiera, coś nowego się rodzi. Dawne sposoby skutecznego działania już nie działają, a nowe – jeszcze nie. Krytycy nabrali wody w usta, nie wiadomo, co jest sztuką, co nie. Jedyne mierniki wartości to kliknięcia i liczba sprzedanych egzemplarzy. Nie mówi się o wizji przyszłości, nie wiemy, skąd uciekamy ani dokąd biegniemy.

No więc na czym straciliśmy? Na intymności, prywatności, na poczuciu trwałości więzi społecznych. Do tego dorzućmy niepewność i już ma pani nasz świat.

W związki z tymi słowami, jako pokłosie dyskusji o akcji ‚Jezus na stadionie’, brzęczy mi w uszach termin ‚religia wysoka’, wypowiedziany ustami Ks. Andrzeja Draguły. Zestawiam go mimowolnie z pojęciem ‚religii niskiej’. Jednocześnie staram się zrozumieć paradoks, który stwarza idea ‚religii wysokiej’ głoszona przez przedstawiciela kościoła z nazwy i zasady powszechnego, masowego, a w pewnym sensie, i w specyficzny sposób, także egalitarnego. Poszukuję innych par przenikających się elementów wysokości i niskości. Poza sferą religii, aczkolwiek nadal w sferze przekonań, poglądów i odczuć, odnajduję ten sam element w pojęciu kultury. Osadzam w nim, jako element nieodłączny, także talię kart tarota.

Powstała ona w warstwie wysokiej (kultury), przeznaczona dla elit, szybko dokonała przeistoczenia w przedmiot powszechny. Jej przeznaczenie wydaje się naznaczone nurtem przeciwnym, wznoszącym ją od przedmiotu uciech niskich do wysokich, od rozrywek hazardowych do roli inicjującej, stymulującej i podtrzymującej rozwój np. intelektu. Jednocześnie nie mogę odmówić tejże (talii) uniwersalności użytkowej. Bez względu na miejsce i sposób zastosowania perfekcyjnie spełnić może ona pokładane w niej nadzieje oraz stawiane przed nią wymagania.

Powszechnie stosowana nie wymaga od użytkownika kompetencji ani szerokich ani wąskich. Oferuje oraz inspiruje bądź proste bądź złożone (w różnym stopniu komplikacji) rozwiązania dla intrygujących i ważnych dla niego tematów. Talia kart i jej operator stają się dla powszechnie odwołujących się do niej bez głębszej wiedzy tym samym czym o. Bashobora dla uczestników stadionowego spotkania, stają się głosem porządkującym ich świat poprzez usunięcie z niego elementów niepewności, oraz uruchomieniem tzw. czynników niespecyficznych wiodących do poprawy ogólnego samopoczucia; efekt ten osiąga w radykalnie banalny sposób, uciekając się do praktycznego zastosowania prostych mechanizmów. Stosowana na sposób elitarny wymaga wiedzy zarówno szerokiej jak i wąskiej, w tym tematycznie jednolitej, opanowanej w stopniu mistrzowskim, jednocześnie zaś nie ograniczającej monotematycznie przedmiotu owej wiedzy, pozostawia go otwartym.

Otwartość ta, z jednej strony paraliżuje, z drugiej zaś odstrasza ludzi preferujących zdecydowane ponad chroniczną niepewność, jasno wytyczone normy ponad ich poszukiwanie. Czy stąd właśnie pochodzi krytyka stadionowych rekolekcji? Czy stąd bierze się negacja tarotowych ‚guseł’? Czy w gruncie rzeczy oświecona krytyka i negacja nie okazuje się finalnie starym, dobrym, w pełnej krasie uprawianym konserwatyzmem? W tych kategoriach postrzegam zachwyt komentatorów, zachwyt np. wypowiedzią prof. J.Hartmana, gdy ten ostro krytykuje posła J.Godsona za, jak doniosły media, opowieści o wskrzeszaniu umarłych w XXI wieku, przez katolickich duchownych. Argumentacja z kategorii zabawnych, gdy uwzględni się, że w tym samym XXI wieku, ci sami komentatorzy, za naturalną dla nas kwestię uważają dzień wolny od pracy wynikający wprost ze świętowania kolejnej rocznicy zmartwychwstania Jezusa zgodnie z kalendarzem liturgicznym dominującego w Polsce wyznania.

Wróćmy do wątku przewodniego. Z uzdrowicielami czy bez nich, z tarocistami czy bez ich pomocy, jeśli diagnoza prof. Baumana jest prawdziwa (za taką ją uważam), gdy tylko uda się nam odzyskać intymność i prywatność, wzmocnić trwałość społecznych więzi, oraz ich percepcję, a do tego uzyskać odrobinę pewności w niepewnym świecie, być może wtedy uda się nam zbudować jakąś wizję naszej własnej przyszłości, określić cel do którego planujemy zmierzać, cel, którego wartość mierzona jest inaczej niż tylko bieżącą popularnością czy sukcesem ekonomicznym.

Ps. Do zagadnienia mieszania się tego co wysokie z tym co niskie, do relacji wzajemnych owych, a także o moim do tegoż zagadnienia stosunku odniosę się niebawem.

Reklamy