Archiwum

Archive for Lipiec 2013

Anarchia, atomizacja, faszyzacja

26/07/2013 Komentarze wyłączone

Przeglądając serwisy poświęcone kartom tarota natrafiłem na stwierdzenie, iż w ezoteryce nie istnieją autorytety (nie zapisałem w zakładkach, więc nie wskażę miejsca). Paradoks autorytarnie postawionej tezy zestawiony z jej treścią serdecznie mnie ucieszył, ale także przypomniał iż sam do dzisiaj stawiam pytanie i staram się rozwiązać na użytek własny taką oto zagadkę:

Żyjemy w czasach, w których każdy sam sobie jest sterem, żeglarzem i okrętem – żyjemy w czasach, w których nauczanie jednego człowieka deprecjonujemy z przyczyn banalnych, głównie dlatego, że bywa odmienne od naszych doświadczeń. Żyjemy w czasach, w których można spokojnie uzyskać dowolny tarotowy dyplom – w warunkach rynkowych zdobycie go to nie tyle kwestia wiedzy i umiejętności co zasobności portfela. Dlatego moje pytanie dotyczyć będzie kwestii fundamentalnej – kwestii autorytetu i brzmieć będzie następująco:

Czy jest ktoś, znany wam osobiście, kogo uważacie za autorytet w kwestii kart? Czy jest ktoś, kogo zdanie w sprawie kart uznajecie za wiążące, niezależnie od własnych poglądów? Czy jest ktoś, kogo obdarzyliście zaufaniem z racji jego profesjonalizmu, prawdomówności, rzetelnej oceny sytuacji? Czy w Waszym życiu istnieje bądź istniała taka osoba?

Czytaj dalej…

Twórcza niesubordynacja

21/07/2013 Komentarze wyłączone

Zajmują mnie ostatnio pojęcia kultury popularnej (z uwagi na powiązania owej z kartami tarota) oraz kultury tzw. wysokiej, oraz ich wzajemne relacje. Pozwolę sobie dzisiaj na przytoczenie dłuższego nieco cytatu z artykułu Samuela Nowaka Kultura popularna, czyli twórcza niesubordynacja:

Postanowiliśmy potraktować wystawę jako pretekst do przyjrzenia się współczesnej popkulturze, oddając głos jej miłośnikom i krytykom. Za podstawową przyjęliśmy jednak perspektywę brytyjskich studiów kulturowych, szkoły badawczej zainaugurowanej na przełomie lat pięćdziesiątych i sześć dziesiątych ubiegłego wieku w Birmingham, której zawdzięczamy szerokie i pełne optymizmu spojrzenie na przyjemności popularne. Związani z nią teoretycy i teoretyczki, począwszy od Richarda Hoggarta, E.P. Thomsona i Raymonda Williamsa, docenili kulturę popularną z kilku powodów. Po pierwsze, wydała się ona im dużo bardziej autentyczna niż sztuka, podlegająca nieustannej instytucjonalizacji i hierarchizacji. Po drugie, kultura popularna spontanicznie wyraża tożsamość społecznych zbiorowości. Po trzecie, kultura popularna jest popularna nie dlatego, że jako widzowie czy konsumenci bezwiednie przyswajamy pewne treści, ale wręcz przeciwnie, ponieważ stawiamy im opór. Oczywiście, większość popularnych artefaktów produkowana jest na skalę przemysłową, aby przyniosły zysk. Ludzie są jednak sprytni i nieustannie kombinują, jak sprawić, aby produkt masowy miał dla nich osobisty, indywidualny wymiar. Badacze zwracają uwagę na kilka strategii, dzięki którym radzimy sobie z przemysłem kulturalnym i wciąż mamy z tego frajdę. Takie taktyki to przede wszystkim omijanie i unikanie. Wdrażamy je, kiedy przełączamy kanały w trakcie emisji reklam, kiedy odwiedzamy centrum handlowe i wychodzimy bez zakupów (dzieciaki, które ku niezadowoleniu ochrony korzystają z galerii handlowych jak z parków, to modelowy przykład), kiedy zamiast garsonki wkładamy zwykłą sportową bluzę, chociaż okazja czy sprawowany urząd zobowiązuje do czego innego. Inne strategie to kłusownictwo w popularnych tekstach, kiedy przechwytujemy interesujące nas fragmenty wbrew intencjom autorów. Kultura popularna jest jak supermarket ze znaczeniami: wchodzimy do niego, a do koszyka wkładamy to, co wpadnie nam w oko. Ponieważ intuicyjnie znamy popularne konwencje, potrafimy odróżnić telenowelę od talk-show, program informacyjny od reality show itd., znamy też reguły gry i łatwo dystansujemy się od popularnych form.

Czytaj dalej…

Katedra i bazar

09/07/2013 Komentarze wyłączone

W świecie wolnego oprogramowania kultowym tekstem pozostaje opracowanie Erica S. Raymonda pt. Katedra i bazar. Opracowanie ukazuje dwa modele działania w tworzeniu oprogramowania:

Trójka denarów

Model katedralny w wydaniu rzemieślniczym

  • model katedry, w którym oprogramowanie jest ‚budowane zręcznymi palcami samotnych czarodziei lub grupy dostojnych magów pracujących w pełnym namaszczenia odosobnieniu, bez wersji beta udostępnianych przed czasem’;
  • model bazaru, w którym wybrano styl rozwoju oprogramowania zaproponowany przez Linusa Torvaldsa, „wypuszczaj nowe wersje wcześnie i często, bądź otwarty, wręcz bliski rozwiązłości”, był dla nas sporą niespodzianką. Zamiast budować katedrę w pełnej skupienia ciszy, społeczność linuksowa przypominała jeden wielki hałaśliwy bazar, pełen różnych poglądów i planów (co doskonale reprezentują serwery z archiwami linuksowymi, przyjmujące programy od każdego), z którego, jak się wydawało, spójny i stabilny system mógłby wynurzyć się tylko cudem.

W odniesieniu do rozwoju oprogramowania modele te opisały znaczący fragment rzeczywistości. Jednocześnie ukazywały skuteczność realną działań noszących znamiona braku planowania, chaosu organizacyjnego, braku centralnego sterowania. Model społecznościowy, w przeciwieństwie do indywidualnego, sprawdzał się dobrze, szybciej realizując stawiane przed nim cele. Sprawdzał się w informatyce.

Czytaj dalej…

Interregnum

08/07/2013 Komentarze wyłączone

W tekście pt. Boimy się wolności, marzymy o wspólnocie przeczytać możemy:

Żyjemy w czasach interregnum – bezkrólewia. Następuje zmiana: coś umiera, coś nowego się rodzi. Dawne sposoby skutecznego działania już nie działają, a nowe – jeszcze nie. Krytycy nabrali wody w usta, nie wiadomo, co jest sztuką, co nie. Jedyne mierniki wartości to kliknięcia i liczba sprzedanych egzemplarzy. Nie mówi się o wizji przyszłości, nie wiemy, skąd uciekamy ani dokąd biegniemy.

No więc na czym straciliśmy? Na intymności, prywatności, na poczuciu trwałości więzi społecznych. Do tego dorzućmy niepewność i już ma pani nasz świat.

W związki z tymi słowami, jako pokłosie dyskusji o akcji ‚Jezus na stadionie’, brzęczy mi w uszach termin ‚religia wysoka’, wypowiedziany ustami Ks. Andrzeja Draguły. Zestawiam go mimowolnie z pojęciem ‚religii niskiej’. Jednocześnie staram się zrozumieć paradoks, który stwarza idea ‚religii wysokiej’ głoszona przez przedstawiciela kościoła z nazwy i zasady powszechnego, masowego, a w pewnym sensie, i w specyficzny sposób, także egalitarnego. Poszukuję innych par przenikających się elementów wysokości i niskości. Poza sferą religii, aczkolwiek nadal w sferze przekonań, poglądów i odczuć, odnajduję ten sam element w pojęciu kultury. Osadzam w nim, jako element nieodłączny, także talię kart tarota.

Czytaj dalej…

Mądrości żydowskie

03/07/2013 Komentarze wyłączone

Czasami zdarza mi się przyznać publicznie ‚zajmuję się tarotem’, mimo pewności, że w 999 przypadkach na 1000 konsekwencją takiego stwierdzenia będzie uznanie mnie za stuprocentową wróżkę, co samo w sobie mocno rozminie się z tym jak pojmuję fakt ‚zajmowania się’ kartami. Szymon Kobyliński czasami przywoływał taki oto żart dla zobrazowania zabawnych nieporozumień (dotyczący książki wielokrotnie wznawianej w PRL-u, która niezależnie od częstych wznowień pozostawała pozycją nieustająco poszukiwaną):

– Czy są może „Mądrości żydowskie”?
– Panie, dawno nie ma. Jeżeli by jednak pan chciał coś z tej tematyki, to my tu mamy… O, proszę, „Judo”!

Przyjmijcie zatem, drodzy czytelnicy, dla własnego bezpieczeństwa i mojego spokoju sumienia, iż fakt, że zajmuję się kartami tarota, ma tyle wspólnego z wróżeniem co wspomniane „Mądrości żydowskie” z „Judo” :)

Czytaj dalej…