Strona główna > Tarot, Tarotowe impresje > Jak to dawni dobrze beło

Jak to dawni dobrze beło

13/04/2013

Kiedyś, w przeszłości, było lepiej. Ustalamy granicę i okazuje się, że: lepiej było w XX wieku, zaraz po okrągłym stole, za Gierka, przed II wojną światową, przed odzyskaniem niepodległości, przed I wojną światową, przed powstaniem tym czy tamtym, przed rozbiorami … i jakkolwiek daleko w czasie, oraz, co zabawniejsze, w przestrzeni, byśmy się nie cofnęli natrafimy na taką właśnie wizję świata. Spotkamy ludzi narzekających na otaczającą ich rzeczywistość, którzy patrząc wstecz ogłaszają rządy powszechne upadku obyczajów, kultury, kondycji intelektualnej wraz z moralną, jednym słowem tragedię, która obdarzy nas w przyszłości podłymi owocami. I co? Ano nic. Kolejne pokolenia, wbrew czarnowidztwu przodków, dają sobie mimo wszystko radę (i to całkiem nieźle dają).

I znowu to samo! Plan był świetny. Wskazać na upadek poziomu publicznego dyskursu o tarocie na przykładzie sieci; tupnąć nóżką; pogrozić palcem; zakończyć donośnym ‚hańba’ i wrócić do zajęć codziennych. Dlaczego nie wyszło?

Wieża

Pomimo wszechobecności tarota w mediach poziom publicznej debaty o tych kartach jest idealnie zerowy (promili nie liczę). Księgarskie półki uginają się pod ciężarem nadmiaru książek, pośród których ciężko jest znaleźć wartościowe, czy choćby tylko inspirujące, opracowania. W internecie dominują kopie, kopii tłumaczeń, bardziej niż prymitywnych serwisów ‚tematycznych’. To plus działalność komercyjna, zdeterminowana finansowo, prowadzona często na pograniczu prawa, uprawiana zazwyczaj, co nie oznacza ‚zawsze’, przez ‚zawodowych tarociarzy’ sprawia, iż przyszłość prezentuje mi w większości przypadków obrazy niedoskonałe; podkreśla cienie, wady i ułomności; sugeruje rozkład. Łatwo jest ulec tak jednobarwnej wizji świata (jak i wszystkim innym jednobarwnym, lub tylko jednokierunkowo kontrastowym). Stać się członkiem chóru Laokoona i zostać pożartym przez węże morskie (z poczuciem niesprawiedliwości, gdyż miało się jednak trochę racji). Z drugiej strony zaś ciężej zdecydowanie jest dostrzegać blaski tam, gdzie ich światło przywodzi raczej na myśl świetlika świętojańskiego niźli kuźnię. Najciężej zaś jest dostrzec, wskazać i opisać skalę – tak potrzeb użytkowników kart, jak i rozwiązań, nad którymi pracują w ciszy ideolodzy sztuk ‚choleyrnie tayemnych’; a zrobiwszy to przyjąć i zrozumieć inne punkty widzenia, uzyskując przy tym zdolność poruszania się w nich ze swobodą, a nawet gracją.

Ps. A może chodzi tylko o to, że to ja mam wygórowane, lub tylko specyficzne, potrzeby? :)

%d blogerów lubi to: