Strona główna > Tarot > Zły wpływ tarota

Zły wpływ tarota

31/03/2013

W każdym systemie magicznym istnieje (jakiś) porządek reguł i zasad; oraz kolejno (jakaś) nagroda za ich perfekcyjne (w znaczeniu: dokładne) stosowanie i (jakaś) konsekwencja, zazwyczaj przykra (czasami: zabawna), odstąpienia od nich; to ostatnie nie zawsze celowe, często będące wynikiem zwyczajnej pomyłki, niedbałości, rozkojarzenia (doskonały przykład komiczny: pierwsze zajęcia z różdżką w książce Harry Potter i Kamień Filozoficzny), czy tylko używania uszkodzonego narzędzia.

Jeśli dodamy do tego mechanizmu wiarę w jego działanie, oraz dołączymy przeświadczenie o tym, że czegoś nam nie wolno, a coś należy, które następnie złamiemy, to zachodzi ryzyko, że będziemy musieli zmagać się z konsekwencjami, które realne dla nas, w większości (lub: dla wszystkich) przypadków zostaną ocenione jako urojone przez zewnętrznego obserwatora.

Czasami tarociści, którzy zdają sobie z tego sprawę starają się akcentować (bardzo) mocno pojęcie wolnej woli człowieka w odniesieniu do kart (w kontekście ‚skuteczności’ czynionych rozkładów i ich wpływu na życie); zazwyczaj w znaczeniu teologicznym. Jednak pisząc i rozmawiając o wolnej woli (cecha hipotetyczna, spekulatywna, pozostająca w sferze domysłu, poza możliwością dowiedzenia) pomijają z rozpędu i całkowicie kwestię nurtu jej przeciwstawnego, który moim zdaniem wpływa na nasz (globalnie, użytkowników czynnych i biernych kart) stosunek do tarota – zjawiska determinizmu w jego dwóch postaciach; determinizmu przyczynowego, czyli założenia, że przypadek nie istnieje, iż o tym co nas spotyka decyduje zespół związków przyczynowo-skutkowych; predestynacji, w której także nie istnieje przypadek, ale w wyniki decyzji Boga i Jego woli, całe życie człowieka zostało z góry, zawczasu, ustalone. Jest to tak zwany determinizm teologiczny, lub determinizm celu. Niezależnie od przyjętej formy determinizmu tarot jawi się nam pożytecznym narzędziem do podglądania przyszłości.

Jakiś czas temu stwierdzenie ‚tarot to tylko narzędzie i o naszym bezpieczeństwie obcowania z nim decydujemy my sami’ uznałbym zarówno za wyczerpujące jak i za prawdziwe. Dzisiaj wiem, że to uproszczenie. Równocześnie prawda i fałsz, za sprawą czego moje poczucie logiki pręży grzbiet i syczy ze złości. Dlaczego tak? Zacznę od porównań. Te stosowane przez nas zazwyczaj nawiązują do przedmiotów dnia codziennego, do noży czy łopat; podczas gdy o wiele adekwatniejsze byłoby porównać karty do przedmiotów ułatwiających wyznawcom różnorodnych religii odbywanie praktyk dewocyjnych; w naszych warunkach o wiele słuszniej jest zatem porównać karty do różańca, krucyfiksu czy religijnego obrazu. Jakkolwiek żadne z tych narzędzi nie jest obiektem kultu w istocie i w teologii, to jednak tam, gdzie teoria styka się z rzeczywistością wszystko przestaje być tak bardzo oczywiste jak mogłoby się wydawać. Przedmiot zostaje otoczony pewnym nimbem świętości, nadprzyrodzoności czy wręcz kultu. Czy taki szacunek, na wyrost, może stać się niebezpieczny dla osoby, która nim pała?

Tutaj wracamy do punktu wyjścia i naszego stwierdzenia ‚tarot to tylko narzędzie i o naszym bezpieczeństwie obcowania z nim decydujemy my sami’. Czy będzie prawdziwe do określenia sytuacji? I tak i nie. Tak, albowiem to my decydujemy o tym jak chcemy traktować tak ‚święty’ przedmiot; nie, albowiem nasze podejście do przedmiotu determinuje także szereg czynników, na które nie mamy wpływu, w tym wychowanie, wykształcenie, cechy osobowości, ogólnie uwarunkowań wewnętrznych, które determinują nasz stosunek w sposób rozległy i kompleksowy. Dodajmy do tego także wpływ środowiska, pełen zestaw uwarunkowań zewnętrznych. Z ortodoksyjnego punktu widzenia wyznawcy dowolnej religii, z grupy znanych nam współcześnie oraz dominujących lokalnie, wykluczone jest stosowanie narzędzi nie pochodzących z nich samych a mogących służyć i służących dywinacji. Fakt posiadania takiego narzędzia, użytkowania go, doprowadzić musi, w którymś momencie do konfliktu wewnętrznego, także konfliktu sumienia. Czy taki konflikt będzie, może być, niebezpieczny? I znowu odpowiedź nie będzie jednoznaczna. Zależnie od wielu czynników zdarzenie takie może okazać się zarówno niebezpieczne, destabilizujące kompleksowo osobowość człowieka, jak i bezpieczne oraz pożądane – wręcz konieczne.

Mój stosunek do zagadnienia złego wpływu kart tarota, jak z pewnością się domyslacie, idealnie oddaje postawa Tewjego ‚mleczarza’, ta wyrażana słowami ‚ale z drugiej strony’. Niewygodna jak diabli. Taka nieoczywista. Nie udzielająca ludziom odpowiedzi metodą ‚na wprost’. Poszukująca :)

Ps. Zainteresowanych dyskusją w tym temacie zapraszam do stosownego wątku na forum dobrytarot.pl.

%d blogerów lubi to: