Karty rządzą się określonymi prawami i zadaniem tarocisty jest umieć te prawa grupować; łączyć, rozdzielać i traktować w dowolny inny, należny im sposób. Nade wszystko zaś starać się je rozumieć i pozostawać w stanie gotowości zmiany własnego do nich podejścia gdy zachodzi taka potrzeba.

Przez długi czas mierzyłem się z dwoma mitami. Pierwszy, mówiący o tym, iż tarocista nie powinien sięgać po karty tarota w okresie szczególnych obciążeń emocjonalnych/intelektualnych/innych, wspierałem latami będąc jego zagorzałym wyznawcą. Podobnie kolejnego, twierdzącego, iż nie świadczy o dojrzałości człowieka opieranie się w procesach decyzyjnych, w, z naszego punktu widzenia, kluczowych momentach i zdarzeniach życia, na, bądź co bądź przypadkowym, rozkładzie kart; twierdziłem zatem, że takie zachowanie może ale nie musi być, i najczęściej nie jest, zachowaniem dojrzałym; nie określałem jednak przy tym jasnych granic. Miarą weryfikującą prawdziwość obydwu twierdzeń w moim życiu stał się ośmiotygodniowy okres, w którym obciążony fizycznie, emocjonalnie i intelektualnie działałem mając na celu poprawę własnych warunków bytowych, a powodzenie podjętych działań zależało od podejmowania, zazwyczaj szybkich i przynoszących dalekosiężne konsekwencje, decyzji.


W okresie tym zdawałem sobie sprawę z faktu, iż m.in. medytacja obrazów kart sprzyja wyciszaniu się, co dobrze rokuje w kwestiach, chociażby nasennych, o uporządkowaniu myśli i uspokojeniu tym samym emocji nie wspominając. Będąc ortodoksyjnym zakładnikiem własnych poglądów nie odważyłem się jednak używać kart inaczej niż symultanicznie, żyjąc przy tym z piętnem myślozbrodni pospolitej i niewątpliwej kary, która musi mnie niechybnie dosięgnąć w związku z łamaniem praw … które sam określiłem w przeszłości, i które mógłbym zmienić w dowolnej chwili gdybym nie pielęgnował zawzięcie własnych przyzwyczajeń. Uświadomienie sobie, iż zasadniczo jestem sam sobie przeszkodą w ociągnięciu celu usunąłem przyczynę zmartwień – uwarunkowanie, któremu sam, na własne życzenie i czas nieokreślony, oddałem się w niewolę.

W związku z odkryciem tego prostego faktu rozłożyłem w pewnym momencie rozkład mający wesprzeć mnie, i służyć mi pomocą, w aktywnym okresie życia. Wyglądał następująco, a jego wyłożenie miało charakter losowy:

kaplan.media.160x288  kaplan.media.160x288  kaplan.media.160x288

Tym sposobem uporałem się z pierwszym dogmatem. Uporawszy się z nim byłem gotowy do dalszej (r) ewolucji.

Mając do podjęcia określoną decyzję, rzutującą w przyszłość bardzo konkretnie (cóż, eksperymenty na żywym organizmie najlepiej wykonać jest na sobie wzorem historycznych mistrzów), przeprowadziłem dwa procesy. Pierwszy rozumowy, bazujący na ocenie dostępnych faktów i posiadanych materiałów. Drugi zaś spekulatywny, karciany, dywinacyjny. Obydwa miały mi pomóc w odpowiedzi na pytanie jaki powinien być mój kolejny krok, jaką decyzję podjąć. Wnioski z obydwu były nieodległe, niesprzeczne i jak się finalnie okazało niewłaściwe w tym sensie, iż nieprzystające do realiów.

W normalnych okolicznościach życia, reagując na zmieniającą się nieustannie, a przy tym szybko, sytuację nie sposób zachowywać postawy statycznej. Poczynione wcześniej plany, jakkolwiek pozwalają przygotować się do nadchodzących zdarzeń, określić kierunki działania oraz wytyczyć sobie cele, także wymagają elastyczności w realizacji, reagowania z uwzględnieniem zmian w bieżących warunkach rozwoju. Ostatecznie skłaniam się do stwierdzenia, iż dynamika życia źle znosi konfrontację z naszą (w tym: moją) tendencją do przyjmowania postaw statycznych; oraz do podtrzymania w tym względzie przeświadczenia, iż podejmowanie decyzji TYLKO w oparciu o karty (oraz szerzej: w oparciu o jedno tylko kryterium wnioskowania), skazane jest na porażkę, zwłaszcza, gdy rozkład (lub dowolne inne kryterium) uzna się za przejaw swoiście pojmowanej predestynacji (losu/karmy).

Zmiana w tym względzie ma więc w moim przypadku charakter jakościowy i stanowi próbę wytyczenia granic zjawiska, co do których mam nadzieję, iż opisane nie ulegną przekształceniu w ‚dogmat’, z którym przyjdzie mi się kiedyś zmierzyć.

Reklamy