Mity założycielskie, mity konstytuujące czyjąś wiedzę, dominację, czy tylko podkreślające różnice pomiędzy jednym, a resztą autorów pisujących na zadany temat (w naszym przypadku: o kartach), przenikają świat szeroko rozumianej ezoteryki. Nie dziwą mnie zatem ogłoszenia zapraszające do wzięcia udziału w spotkaniu z:

Jedyny(m) człowiek(iem), który odkrył sekretny kod tarota marsylskiego.

– a nie dziwą albowiem:

[…] sam jestem człowiekiem, który dostąpił oświecenia i zgodził się zostać twarzą pewnej idei. Tak więc z jednej stronie nieważnym jest to jak się nazywam, gdyż jestem tylko narzędziem i głosem osoby, która postanowiła pracować incognito dla naszego większego dobra. Z drugiej to kim jestem nie pozostaje bez znaczenia, gdyż dzięki temu, iż jestem, powtarzam i odtwarzam, możecie zapoznać się z jej przesłaniem.


Tak lepiej? :) Chyba nie. Nadal niezbyt poważnie to wygląda i prezentuje się bez właściwego poziomu tajemnicy aby móc intrygować, zaś ezoteryka, jak wszyscy wiedzą, jest sztuką nad wyraz poważną (załączyć stosownie głębokie tło dźwiękowe), więc lepiej zacząć od jakiegoś (wyklętego) wieszcza:

Nie umarł, ale śpi, a tylko w omdlałość wpadł, gdy mnie pod wodą twarz w twarz zobaczył i samotny się ujrzał, że mnie jeden wyciągnąć niezdolny. Oto przez wolę i miłość jednego człowieka, który się domyślił drogi, po której pójdę, wyratowaną jestem i żyć będę na wieki.

– a potem już normalnie, językiem stosownym, rozprawiać o arcanum:

Do nas doszedł przeogromny pamiętnik symbolizmu egipskich szkół, w którym są związane wszystkie trzy typy symbolicznych wyobrażeń. To zbiór kart, złożony z 78 kart, z barwnemi wyobrażeniami […]

– i tym sposobem uzyskać, w oparach absurdu, dekokt tayemny, zwany niekiedy Tarotem między prostaczkami, który musi eksplodować w nieprzygotowanych do jego zażywania umysłach (oraz do używania umysłu w ogóle) początkujących adeptów. Hawk!

Reklamy