Strona główna > Tarot > Sprawdzalna wróżba

Sprawdzalna wróżba

12/11/2012

Nie lubię takich właśnie wróżb. Sprawdzalnych. Jestem natomiast wielkim fanem wróżb, które się nie sprawdzają. Dlaczego?

W moim świecie wróżba (gdy już zdecyduję się użyć kart w tym właśnie celu) nie jest wyrokiem losu czy niebios. Nie jest objawieniem prawdy. Wróżba jest najwyżej jednym z narzędzi badania rzeczywistości. To po pierwsze. Po drugie zakładam, że każdy, kto usłyszał dowolną prognozę przyszłości dysponuje wolną wolą i może wpływać na swoje zachowania, reakcje, czyny, słowa. Może je zmieniać. Zmieniając je kształtuje swój los. Sam. Samodzielnie. Zakładam, że odpowiedzialnie. Gdy tak się dzieje, żadna prognoza przyszłości, dobra czy zła, nie sprawdzi się. Nie ma prawa.


Oczywiście mój idealny świat dotyczy tak małej liczby osób świadomych siebie, iż muszę cieszyć się przewagą sprawdzalnych prognoz, oraz zachwytu tych użytkowników kart, którym jest obojętne co ich spotyka byle by tylko nie musieli podejmować żadnych zobowiązań, wykonywać żadnej pracy, trudzić się w pocie czoła. Tych, którzy zdają się na prognozy, oraz robią wszystko, aby prognoza czy dobra czy zła zrealizowana została co do joty (mniej lub bardziej świadomie). A gdy coś się nie udaje obarczyć odpowiedzialnością za swoją bezmyślność ‚tego wrednego s… wróżbitę’ (i rzecz jasna mroczne siły czające się w odmętach okultyzmu i zaczynające się kłębić na dźwięk słowa ‚tarot’).

To tyle w kwestii sprawdzalności kart, trafności przepowiedni, dobrych wróżek i rzeszy fanów tych ostatnich ;)

  1. 26/03/2014 o 22:01

    Zasadniczo – zgadzam się.
    Moim zdaniem najlepszy tarocista to taki, który na pytanie „czy uda mi się zarobić kupę forsy” nie odpowie twierdząco czy przecząco, nie poda daty, lecz poinformuje klienta co zrobić, aby osiągnąć sukces finansowy.
    Tylko, że taka informacja wymaga też aktywnego zaangażowania ze strony pytającego.

    • 27/03/2014 o 01:03

      Moją relację z drugim człowiekiem kształtuje rozmowa właśnie. Dialog. Gdy rozkładam karty staram się wciągnąć (bardziej: zachęcić) osobę, której karty rozkładam w ów dialog. W moim świecie analogii nie ma większej różnicy pomiędzy rozmową duszpasterską (forma nieznana rodzimemu katolikowi rzymskim, przynajmniej nie w jej protestanckim odpowiedniku) a rozkładem kart dedykowanym komuś bezpośrednio. W poprzek staje mi najczęściej stereotyp tarocisty-jasnowidza, dziwnego człowieka, który wie lepiej, szamana z tekstu Tomasza Piątka: http://www.krytykapolityczna.pl/Tomasz-Piatek/Rozwazania-nad-likwidacja-polskiego-katolicyzmu/menu-id-215.html

  1. No trackbacks yet.
Możliwość komentowania jest wyłączona.
%d blogerów lubi to: