Strona główna > Tarot > Afirmacja i asceza

Afirmacja i asceza

29/10/2012

Latami nie używałem słowa afirmacja w moim potocznym języku. Miast afirmować pewne rzeczy akceptowałem. Akceptacja siebie samego, tego kim jestem i co sobą realnie reprezentuję wydawała mi się o wiele bardziej na miejscu niż prosta psychotechnika bazująca na autosugestii mająca na celu wzmocnienie dobrego samopoczucia.

Latami nie używałem słowa asceza w moim potocznym języku. Miast oddawać się ascezie, wyrzeczeniu czy cierpieniu w imię jakiejś idei czasami odmawiałem sobie pewnych przyjemności, gdy ich długofalowe skutki jawiły mi się katastrofą.

Latami nie używałem wielu innych terminów z zakresu psychologii, czy filozofii. Jednocześnie zaś ich treść stanowiła integralną część mnie, mojego światopoglądu, postawy wobec własnego życia i otaczających mnie ludzi oraz zjawisk.


Latami trenowałem umysł, aby przekonać go, iż obraz jest atrakcyjniejszy niż definicja; że obraz oddaje nie tylko właściwość rzeczy, ale także przekazuje informacje z przestrzeni wrażeń, odczuć, emocji, że jako taki przedstawia rzeczywistość uwzględniając przy tym perspektywę zjawisk i zdarzeń. Jednocześnie nigdy nie zrezygnowałem z posługiwania się definicjami, na miarę moich możliwości i wiedzy ścisłymi na tyle, abym mógł dany obraz narysować słowami, opowiedzieć w sposób zrozumiały, zapoznać z nim otoczenie i uzyskać potwierdzenie, upewnić się, iż moje słowa po wypowiedzeniu lub zapisaniu zostały właściwie zrozumiane, że sposób przekazu informacji nie wpływa na zrozumienie treści owego.

Tarot był i jest dla mnie narzędziem pomocnym w tej kwestii z uwagi na to, że obrazy, które przedstawia, mogą przedstawiać w rozkładzie pewną prognozę dotyczącą otaczającego nas świata (zdarzeń, ludzi, relacji wzajemnych w przyczynie oraz skutkach, itd. itp.). Z uwagi na obiekt rozważań znacznie subtelniejszą w odzwierciedleniu informacji niźli matematyczne równania z zakresu zadań początkowych klas szkoły podstawowej (o czym wspominam, z uwagi na częste próby przyrównania mechanizmów działania kart do np. mechanizmów funkcjonowania tabliczki mnożenia, w której 2×2=4 zawsze i bez wyjątku) i jako takie wymagających stosownie przygotowanego do ich odbioru narzędzia (czyli właśnie umysłu).

Brzmi to wszystko poważnie jak diabli i trąci nieco megalomanią w ujęciu potocznym, w którym pozytywny w swej istocie aspekt skupienia się na sobie i własnym rozwoju traktuje się i uważa za przejaw urojeń, w którym nieprawidłowości ulega zjawisko samooceny. Tymczasem karty Tarota nie są narzędziem służącym do kreowania i utrzymywania w stanie zaawansowanym urojeń. Owszem, nader często, bywają nadużywane w tym właśnie celu, niemniej, na co należy także zwrócić uwagę, działają tu mechanizmy autosugestii znane z procesów afirmacyjnych. Nader często, w wyniku nadmiernej afirmacji pojawia się, jako skutek, mechanizm obronny, wspomniana wcześniej asceza. Niemniej jedna i druga jest zjawiskiem, w mojej ocenie, marginalnym. Przed obiema zaś dobrą i skuteczną ochronę zapewnia właściwa higiena psychiczna stosowana wprost, systematycznie i starannie.

Tej ostatniej poświęcę kolejny wpis.

%d blogerów lubi to: