Przeczytałem w Magazynie Świątecznym GW wywiad z Zygmuntem Baumanem. Szczególnie uderzyły mnie słowa:

Mówi się, że internet upowszechnia i udostępnia wiedzę. Ja uważam, że wręcz przeciwnie – on ją uniedostępnia, unaocznia jej nieosiągalność.

Po chwili zastanowienia stwierdziłem, że nie sposób nie zgodzić się z tą tezą, a szczególnie dla mnie widoczną staje się prawda w niej zawarta gdy przyłożyć ją do informacji dostępnych w internecie o kartach Tarota.


Wiedza większości społeczeństwa (nie pokuszę się o określenie procentowe) o Tarocie jest znikoma i albo opiera się na stereotypie ‚starej cyganki’, albo na stereotypie ‚żądnego kasy hochsztaplera’. Gdy dodać do tego, to co napisałem ostatnio na temat metodologii zdobywania informacji (w zasadzie: jej braku) przez współczesnych, czy dodać do niej fakt nieumiejętności odnajdywania wiarygodnych, a przez to wartościowych informacji, zwłaszcza przez ludzi młodych (patrz: raport Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju) powstaje obraz dość niekorzystny. Gdy w obraz ten wkracza internet sytuacja sięga progu goryczy. Nagminne powielanie raz, gdzieś i kiedyś przedstawionych informacji, których rzetelność budzi we mnie odrazę. Praktycznie zerowa obecność wkładu własnego w prezentowane treści, choćby zdania przemyślenia. Tętniące życiem tematyczne fora dyskusyjne, których zawartość wiedzy merytorycznej można zawrzeć w kilkunastu stronach maszynopisu. To wszystko rysuje przyszłość w mrocznych barwach.

Na szczęście, pośród tej informacyjnej wrzawy znaleźć można także miejsca wartościowe, może nieco zrażające współczesnych kostycznością czy długimi okresami milczenia, ale dostarczające solidnej wiedzy fachowej. Dla własnej korzyści warto myśleć pozytywnie, i w zalewie informacji odszukać takie właśnie miejsca, oraz na nich się skoncentrować. Co prawda profesor Bauman ostrzega, że:

To jest robota ciężka i pełna ryzyka, nigdy się nie kończąca, bez gwarancji powodzenia.

– ale podobnie do niego uważam, że warto ją wykonać.

Reklamy