Strona główna > Z życia admina > Zapach napalmu przed południem

Zapach napalmu przed południem

18/10/2011

Dzisiejszego ranka (to czas między wschodem słońca a wczesnym popołudniem), full-profeska-wypas-routero-switch HP 5400zl, utrzymujący sieć w naszej serwerowni, po otrzymaniu nad wyraz skomplikowanego zadania show ip route ocenił swoje możliwości i odpowiedział krótkim a zdecydowanym: pierdolę, nie robię! Ponieważ jednak jest profesjonalistą to nie poprzestał na tym niekonstruktywnym sprzeciwie, tylko zaoferował nam alternatywę i znalazł sposób na rozładowanie sytuacji – na odchodnym zapalił wszystkie zielone i pomarańczowe diody a do tego zamigał lampką „Fail”. Od razu zapanował lepszy nastrój, istne święta w galerii handlowej. Do tej radosnej feerii kolorów postanowił dołączyć się nasz system monitorujący, dekorując swoje ekrany zestawem ostrzeżeń w żółci i czerwieni. A co było dalej?

…ano nic! Po prostu i zupełnie nic. Rolę centralnego switcha i routera przejął pracujący równolegle, drugi HP, monitoring zorientował się, ze nieco za wcześnie na Boże Narodzenie i pogasił swoje alarmy a odpowiedzialny za działanie tej infrastruktury admin, po upewnieniu się, że to nie jest przedostatni etap awarii (przy ostatnim gaśnie światło), wyszczerzył się niczym Kot z Cheshire.
W tym momencie wielu z Was na pewno wzruszy ramionami i powie: „No i co za cuda? Normalna, nadmiarowa, konfiguracja sieci – nie pierwsza i nie ostatnia. A zadziałało, bo miało zadziałać”. I będziecie mieli dużo racji (ale nie 100%, aż tak źle Was nie oceniam) – co i tak nie zmniejszy, popędzanego adrenalinowych hajem, mojego uczucia triumfu. Bo to ja wymyśliłem, zaprojektowałem, spiąłem i skonfigurowałem MSTP na zestawie składającym się z Cisco 2950, Cisco 2960, HP 2910al i HP 5400zl tak, żeby zapewnić pełną nadmiarowość w warstwie drugiej (darmowa porada: nie zgadzajcie się na takie miksy, będziecie żyć dłużej). Ja skonfigurowałem routingi na HP, VRRP pomiędzy i OSPF do następnych urządzeń (na marginesie: za „następne urządzenia” też odpowiadam). To ja odpowiadam za każdą wklepaną literkę, za każdy błędnie wpisany adres, za każdy zagubiony VLAN. A ponieważ nikt, łącznie z programistami pracującymi zdalnie w shellu, firmami hostującymi tu swoje serwery bannerków, wypuszczającymi stąd swoje video czy trzymającymi u nas firmowe webmaile nawet nie zająknął się o najmniejszych zakłóceniach (a potrafią być irytująco spostrzegawczy i reagować momentalnie) dlatego nic nie powstrzyma mnie przed napawaniem się chwilą.

O wielny dniu! Kalej! Kalu!
Śmieselił się rad w głos

%d blogerów lubi to: