Strona główna > Ranty > Lepsze jutro było wczoraj

Lepsze jutro było wczoraj

14/08/2011

…czyli o linuksie na stacji roboczej słów kilka.

Do napisania tego skłoniło mnie wydarzenie sprzed paru dni: musiałem uruchomić live CD z 2006 roku. Było tam jakieś Gnome, które zaskoczyło mnie skromnym (ale estetycznym) wyglądem, szybkością działania i wygodą pracy.

Kiedy w okolicach roku 1998-go, za sprawą kolegi (pozdrowienia Marcinie, jeśli przypadkiem to czytasz) na moim dysku znalazło się Slackware z – w założeniu – przyjaznym dla przesiadającego się spod Windows, FVWM95, nie wiedziałem, że poznaję system, który będzie towarzyszyć mi w pracy i w domu przez kolejne trzynaście lat.

Przez ten czas powstało i znikło wiele różnych projektów, wzniesiono szczytne hasła. Niektóre udało się zrealizować a inne… No właśnie, miałem zamiar pisać o – corocznie ogłaszanym – „roku linuksa na desktopie”. Ostatnio jest to już „rok linuksa na desktopie zrealizowany przez opanowanie chytrofonów”, co dowodzi, że przynajmniej niektórzy dostrzegli zastanawiający brak postępów w podbijaniu przez linuksowe dystrybucje biurek użytkowników. W sprawie przenośnych, prądożernych urządzeń z kiepsko zaimplementowanymi funkcjami telefonu się nie wypowiadam, to nie moje porno – ale na dystrybucje dla stacji roboczych ponarzekam.

A moja teza brzmi tak: jeśli można było mówić o „roku tego i tamtego” to najbliżej tego byliśmy w kwietniu 2008, gdy światło dzienne ujrzały dystrybucje Ubuntu (Gnome 2) i Kubuntu 8.04 LTS (KDE 3). Nie były to produkty doskonałe, ale pod względem łatwości użytkowania, stabilności, elastyczności i wydajności to chyba szczytowe osiągnięcie tego, na co stać twórców dystrybucji.

Potem było już tylko gorzej. Oczywiście zarzuty są subiektywne i postawione z perspektywy marudnego użytkownika, który ma swoje przyzwyczajenia i potrzeby – a jednocześnie jest zbyt leniwy, żeby składać własną dystrybucję/środowisko od zera. ZU (zwykły użytkownik) nie odczuje ani pamięciożerności, ani bałaganu pod maską ani niedostatków interfejsu – będzie używać tego, co dostanie.

Więc co mnie, ściśle subiektywnie, boli?

  1. Regres jakości jądra. Przyjęta przez Linusa metoda rozwoju i jej wpływ na jakość jądra to temat na osobny rant. Tutaj tylko wspomnę, ze kolejne jądra przeszły od etapu działania poprzez zawieszanie się za pomocą KMS do panikowania przy ACPI. Pewnie to wina złej karty i niedobrej płyty. A Windows działa.
  2. Zepsucie kart opartych o chipset Intela. Może to już naprawiono – na wszelki wypadek na komputerach wyposażonych w takie karty nie zmieniam dystrybucji. A Windows nadal działa.
  3. Wprowadzenie przez Ubuntu interfejsu Unity. Pomysł może i ciekawy (choć niespecjalnie rewolucyjny) ale stabilność… Pewnie jestem zmurszałym i marudnym typem, ale nie potrafię używać systemu, który ulega choćby raz w miesiącu poważnej awarii. Sądząc po tempie rozwoju, Unity (które pierwszego segfaulta zrzuciło jeszcze przed załadowaniem wszystkich komponentów) osiągnie taki poziom stabilności w ciągu dwudziestu-trzydziestu lat.
  4. Przesadne upraszczanie interfejsu Gnome 2. Dopóki Twój system w 100% odpowiada wyobrażeniu deweloperów dopóty nie masz problemów. Ale jeśli np. głupi laptop domyślnie nie ma włączonego odcinania głośników po podłączeniu słuchawek? We wcześniejszych wersjach Gnome można było to wyklikać w panelu konfiguracji dźwięku – ostatnio zostało to poprawione i trzeba mozolnie szukać pakietu z odpowiednim narzędziem. Uciążliwe dla PU, nie do przeskoczenia dla ZU. A interfejs w Windows jest mniej/więcej taki sam…
  5. Gnome 3. Aużywalne, ciężkie. Trudno pisać więcej, bo trudno dowiedzieć się więcej o czymś, czego nie dało się używać. A Windows 7 działa szybciutko i daje dostęp do klasycznego interfejsu.
  6. KDE 4. W imię piękna wewnętrznej struktury skomplikujmy życie użytkownikom! Na szczęście już nikt nie próbuje nas przekonywać, ze KDE 4 zjada mniej pamięci, niż KDE 3 (a to była jedna z mocno zapowiadanych atrakcji). Należy jednak oddać sprawiedliwość twórcom KDE SC – wersja 4.7 jest już całkiem miła i wydajna, pozwala skonfigurować naprawdę dużo rzeczy a aplikacje są naprawdę wygodne i dopracowane. Tylko pamięciożerne no i czy trzeba było robić to w tak uciążliwy sposób? Bo w Windows… no dobrze, było ME i Vista. Ale po co powtarzać cudze błędy?
  7. Wszechobecna jarmarczność. Rozumiem, że taka jest potrzeba ludu i dzieci, ale ktoś mógłby pamiętać o ludziach, którzy wykorzystują system do pracy a nie tylko do zabawy. Ktoś mógłby wziąć pod uwagę osoby, które mdli, gdy okienka migają, trzęsą się i co chwila zmieniają przezroczystość. Niby można to wyłączyć, ale takie konfiguracje traktowane są przez deweloperów po macoszemu. A Windows 7 pozwala…
  8. Nie każdy lubi antyaliasowane czcionki. Ale każdy musi lubić, przynajmniej jeśli chce używać popularnych dystrybucji. I z tym jest coraz gorzej. Mówiłem już, że Windows nie ma z tym problemów?

Oczywiście powyższe to nie był wpis pożegnalny i mam nadzieję pracować z Linuksem (i BSD) jeszcze wiele, szczęśliwych lat. Nie ukrywam jednak, że w niektórych przypadkach jest to uciążliwsze niż kiedyś. Przydało by mi się nudne środowisko, którego autorzy po prostu szlifują niezawodność zamiast robić kolejne rzeczy W Jeszcze Bardziej Nowy Sposób.

Kategorie:Ranty Tagi: , ,
  1. 17/12/2011 o 12:05

    Jak wiesz jestem fanem linuksów maści wszelakiej na stacji roboczej. Jestem? Nie – zdecydowanie ‚byłem’. Rozłożyły mnie problemy z Unity (tak, używałem Ubuntu i dystrybucji pochodnych) i kilka innych ‚udogodnień’ współczesnych dystrybucji. Obecnie Ubuntu na stacji zastępuje mi Cygwin … bo w Windows 7 działa znacznie więcej, szybciej i lepiej niż w Ubuntu ;)

  1. No trackbacks yet.
Możliwość komentowania jest wyłączona.
%d blogerów lubi to: