Strona główna > Psychoedukacja > Kuźwa … czyli policjant w działaniu

Kuźwa … czyli policjant w działaniu

13/10/2010

Każdego można najpierw wyprowadzić z równowagi, by znaleźć pretekst i go ukarać – mówi mieszkaniec Olsztyna, którego sąd skazał na miesiąc ograniczenia wolności, bo przy policjantach przeklął.

Był 8 stycznia 2010 r. Około godz. 17 pan Ryszard pojechał na Dworzec Główny po kolegę, który przyjechał z Niemiec. Zaparkował obok miejsca dla niepełnosprawnych. Wysiadając upewnił się jeszcze, że samochód nie stoi na kopercie.

Po chwili podeszło do niego dwóch młodych policjantów. Jeden z nich zasugerował mu, że auto stoi w niedozwolonym miejscu i trzeba je przestawić. Pan Ryszard był jednak innego zdania. Jako instruktor nauki jazdy wiedział, gdzie można zostawiać auto. Rozmowa trwała około pół godziny: – Zrobiłem funkcjonariuszom wykład na temat przepisów ruchu drogowego. Okazało się przy okazji, że policjanci nie mają elementarnej wiedzy na ten temat – opowiada. – Na koniec poprosiłem o podanie powodu przedłużającej się kontroli. Funkcjonariusze nie potrafili tego zrobić, uznałem więc sprawę za zakończoną i odwróciłem się, żeby kontynuować rozmowę ze znajomym z Niemiec.

Ostatecznie za parkowanie kierowca nie został ukarany. Czujni funkcjonariusze znaleźli jednak inny pretekst do interwencji. – Za plecami usłyszałem, że dalej mają do mnie jakieś pretensje. W końcu nie wytrzymałem i zakląłem pod nosem „kuźwa” – przyznaje. – Wtedy policjant krzyknął, że „znalazł przyczynę kontroli”. Za wulgarne słownictwo w miejscu publicznym postanowił ukarać mnie 500-złotowym mandatem.

To maksymalna opłata, bo wysokość kary za takie wykroczenie zaczyna się od 20 zł.

Kierowca mandatu nie przyjął, bo uznał, że został poniżony przez młodych stróżów prawa i sprowokowany do wypowiedzenia słowa „kuźwa”. Taki przebieg zdarzenia opisał w skardze, którą wysłał do komendy wojewódzkiej policji.

Kierowca próbował też walczyć o swoje prawa w prokuraturze. Zawiadomił ją o przekroczeniu uprawnień przez dwóch policjantów, którzy mieli bezpodstawnie podjąć wobec niego interwencję. Prokurator odmówił jednak wszczęcia śledztwa, a sąd podtrzymał jego decyzję. W uzasadnieniu wskazał jednak, że komenda wojewódzka powinna odpowiedzieć panu Ryszardowi na pytanie, dlaczego została podjęta interwencja, skoro samochód był zaparkowany prawidłowo.

Nie dowiedział się tego do dziś. Dlatego w środę to samo pytanie zadaliśmy policji. Okazało się, że skarga została już rozpatrzona. – Na podstawie zgromadzonego materiału stwierdzono, że sposób przeprowadzenia czynności przez funkcjonariuszy był zgodny z przepisami służbowymi – wyjaśnia Anna Fic, rzecznik prasowy KWP. – Natomiast kwestie dotyczące ukarania tego pana mandatem były rozpatrywane przez sąd rejonowy, a nie przez policję.

Tymczasem sąd rejonowy uznał, że wina nie budzi wątpliwości, a polega na użyciu „słów nieprzyzwoitych w miejscu publicznym o dużym natężeniu ruchu pieszych”. I ostatecznie skazał kierowcę na karę jednego miesiąca ograniczenia wolności, zobowiązując go do wykonania 20 godzin pracy na cel społeczny. Czytelnik odwołał się od tego wyroku do sądu okręgowego, który jednak go podtrzymał. Orzeczona kara jest więc prawomocna. Pan Ryszard nie zamierza jednak jej się poddać. – Nie czuję się winny – zapewnia. – Nie chcę ponosić konsekwencji tego, że dwóch młodych funkcjonariuszy postanowiło zrewanżować się za to, że wykazałem ich niewiedzę.

Kierowca ubolewa też, że został potraktowany w ten sposób przez organy państwa. – Czuję bezsilny żal, bo nikt nie wziął pod uwagę, że to policjanci doprowadzili mnie do stanu, w którym wymknęło mi się słowo „kuźwa” – mówi. – Postępując w taki sposób można w zasadzie każdego obywatela najpierw wyprowadzić z równowagi, a potem znaleźć pretekst i go ukarać.

źródło: wiadomosci.gazeta.pl

%d blogerów lubi to: