Cud na ziemi

29/09/2010

Według Komisji Majątkowej Kościół katolicki otrzymał 60 tys. hektarów. Ale „Gazeta” dowiaduje się, że sama tylko Agencja Nieruchomości Rolnych oddała Kościołowi aż 76 tys. hektarów.

Po 20 latach działania Komisji Majątkowej nikt nie wie, ile ziemi dostał Kościół wskutek jej decyzji. Gorączkowe obliczenia rozpoczęły się dopiero po aresztowaniu w zeszłym tygodniu Marka P., pełnomocnika wielu instytucji kościelnych przed komisją. W czerwcu ujawniliśmy, że przekazała ona Kościołowi ponad 60 tys. ha ziemi (wielkość Warszawy) i ponad 490 budynków.

Dane te okazują się zaniżone. Agencja Nieruchomości Rolnych na wniosek posła SLD Sławomira Kopycińskiego poinformowała go, że oddała Kościołowi 76 tys. ha. Poseł ironizuje: – Komisja Majątkowa „zgubiła” gdzieś 16 tys. hektarów. Drobiazg. To miasto znacznie większe od Kielc. Dane od ANR zatrwożyły mnie. Już tylko prokuratura zdoła ustalić, ile ziemi i jakiej naprawdę wartości przekazano.

Skąd tak wielka różnica? Rzeczniczka ANR Grażyna Kapelko: – Na te 76 tys. hektarów składają się też grunty rolne, które agencja przekazywała na tworzenie lub powiększanie gospodarstw rolnych dla kościelnych osób prawnych [parafie, zakony itp.]. Tej statystyki nie ma Komisja Majątkowa.

MSWiA, przy którym działa komisja, wskazuje inny trop. – Ustawa o stosunku państwa do Kościoła katolickiego z 1989 r. pozwalała przekazywać nieruchomości Kościołowi z pominięciem Komisji Majątkowej tylko na podstawie decyzji wojewody. Dotyczy to kościelnych osób prawnych, które zaczęły działać na ziemiach zachodnich i północnych po 8 maja 1945 r. – tłumaczy Małgorzata Woźniak, rzeczniczka resortu.

Kościół dostawał grunty również od Lasów Państwowych. – Nie mamy obowiązku zbierać danych, ile w sumie oddaliśmy za pośrednictwem komisji. Szczegółowe dane mają nadleśnictwa – mówi rzeczniczka Lasów Anna Malinowska.

Komisja nie musi przedstawiać sprawozdań ze swych prac. Nikt nie nadzorował wycen ani oddawanych gruntów, ani tych, za które państwo płaciło odszkodowanie.

MSWiA zapewnia komisji jedynie obsługę kancelaryjną. Praca w komisji dawała profity. Współprzewodniczący otrzymywali 70 proc. pensji prezesa NSA, a członkowie – 70 proc. wynagrodzenia sędziego. Komisja liczy 12 członków, po sześciu ze strony Kościoła i rządu – tych ostatnich powoływali ministrowie spraw wewnętrznych kolejnych rządów.

MSWiA brakowało pieniędzy na wyceny gruntów. Krzysztof Mazur, pełnomocnik zakonu cystersów, opowiada: – Postępowania ciągnęły się latami. Agencje własności rolnej ani samorządy nie paliły się do oddawania ziemi. Dlatego pełnomocnicy Kościoła zaczęli na własną rękę w biuletynach informacji publicznej wyszukiwać działki, które by zaspokoiły roszczenia jako mienie zamienne. I sami zlecali wyceny.

Brak rządowej kontroli wykorzystywał Marek P., któremu prokuratura zarzuca korumpowanie członka komisji.

Zasłynął z tego, że dla reprezentowanych przez siebie zakonów i parafii potrafił wywalczyć niezwykle atrakcyjne tereny. Dbał o niską ich wycenę – tak by można było zwrócić jak najwięcej hektarów. Nierzadko pośredniczył potem w sprzedaży gruntów odzyskanych przez swoich klientów.

Hektary liczy też krakowska kuria. Zażądała od parafii, zakonów i stowarzyszeń kościelnych informacji, ile i jakiej wartości mienie odzyskano po decyzjach Komisji Majątkowej. – Chcemy znać skalę zjawiska – mówi „Gazecie” ekonom kurii ks. Jan Kabziński. – Archidiecezja chce się też dowiedzieć, jaka część z zabranych dóbr wciąż czeka na zadośćuczynienie. Do ankiety dołączono prośbę o „potraktowanie sprawy z najwyższą pilnością i powagą”.

Ks. Kabziński jest rozgoryczony: – Do tej pory nie trzeba było takiej archiwalnej kwerendy, ale w obliczu rzucanych na Kościół oszczerstw o zachłanność i nieuczciwość chcemy znać szczegóły odzyskiwania mienia.

W Trybunale Konstytucyjnym czeka wniosek lewicy, która podważa głównie to, że od decyzji Komisji Majątkowej nie ma odwołania.

źródło: gazeta.pl

%d blogerów lubi to: