Strona główna > Czytanki polityczne, Psychoedukacja > Wybił napastnikowi zęby w samoobronie …

Wybił napastnikowi zęby w samoobronie …

23/09/2010

Krakowska prokuratura chce skazania inwalidy, który stanął w obronie kobiety zaatakowanej przez agresywnego męża. Bo broniąc się przed jego ciosami, wybił mu dwa zęby.

Oskarżony o uszkodzenie ciała: Kazimierz S., 53 lata, żyje z inwalidzkiej renty. Gdy prokurator zażądał dla niego czterech miesięcy więzienia w zawieszeniu, grzywny i jeszcze nawiązki dla uderzonego, miał łzy w oczach. – Przecież tylko się broniłem – mówi.

Grzegorz S., „ofiara” inwalidy, jest sporo młodszy, postawniejszy, ma też kryminalną przeszłość – w toku sprawa o znęcanie się nad rodziną.

Wszystko zaczęło się w sierpniu zeszłego roku, gdy do Kazimierza S. zadzwoniła znajoma sprzedająca precle w centrum Krakowa. Prosiła o naprawę witryny w wózku. Ale oprócz niego na miejscu zjawił się też mąż sprzedawczyni. Kobietę obrzucił wyzwiskami, popychał, w końcu uderzył pięścią w twarz. Próbował interweniować jeden z przechodniów – za zwrócenie uwagi też dostał w twarz. Na sprzedawczynię sypią się znowu wyzwiska, mąż szarpie ją i popycha. Kazimierz S. nie wytrzymuje. Do agresywnego mężczyzny, mówi, by przestał i zostawił żonę w spokoju. W odpowiedzi sypią się na niego ciosy. – Upadłem na kolana. Odpadła mi proteza nogi – opowiadał potem w sądzie inwalida. – Krzyczał, że mnie „zaj…”, kopał. Byłem na kolanach, nie miałem jak się bronić. Wówczas sięgnąłem po młotek, który miałem za paskiem. Nadal mnie atakował, więc się nim broniłem i go uderzyłem.

Kazimierza S. policja początkowo przesłuchała jako świadka, ale prokuratura wkrótce zdecydowała, że inwalida ma odpowiadać za uszkodzenie ciała, bo Grzegorz S. dostał w twarz i stracił dwa zęby. Wystarczyło do tego przesłuchanie jego adwersarza. – Oskarżony użył środka niewspółmiernego do obrony – twierdzi prokuratura.

W sądzie żona Grzegorza S. zeznaje, że to jej mąż zaatakował i bił starszego mężczyznę, inni świadkowie też potwierdzają, że Grzegorz S. był od początku agresywny. Gdy toczy się proces, Grzegorz S. siedzi w areszcie za znęcanie się nad rodziną i groźby pod adresem inwalidy. Sąd nie ma wątpliwości: – Użycie młotka było całkowicie uzasadnione. Była to jedyna dostępna możliwość odparcia ataku – argumentował sędzia Konrad Gwoździewicz, uniewinniając inwalidę. Ale prokuratura nie rezygnuje. Składa apelację i na czterech stronach dowodzi, że to „dowolna, bez uwzględnienia zasad prawidłowego rozumowania, wiedzy i doświadczenia życiowego ocena dowodów”. Dla prokuratora mało prawdopodobne jest, by inwalida został przewrócony, bo jego zdaniem, leżąc nie byłby w stanie dosięgnąć twarzy napastnika. I w centymetrach wylicza, na jakiej wysokości była twarz, a na jakiej ręka z młotkiem. Powątpiewa nawet, że atak na inwalidę był brutalny, bo według niego z akt nie wynika, by Kazimierz S. korzystał z pomocy lekarskiej. I konkluduje: – Oskarżony mógł uderzyć młotkiem w inną część ciała niż twarz i usta, przykładowo w którąś z kończyn. Bo zasady doświadczenia życiowego wskazują, że uderzenie w takie miejsce nie powoduje poważnych obrażeń, ale łączy się z dużym bólem.

Sąd odwoławczy o losie inwalidy zadecyduje w przyszłym tygodniu.

Dla „Gazety”: Zbigniew Ćwiąkalski, b. minister sprawiedliwości, adwokat

Stanowisko prokuratury jest dla mnie bardzo wątpliwe. Każdy ma prawo do obrony i atakujący musi się liczyć z konsekwencjami swojego działania. Nawet jeśli doszło do przekroczenia granic obrony, to działanie w strachu lub pod wpływem wzburzenia usprawiedliwionego okolicznościami jest podstawą do uniewinnienia w takiej sytuacji. Pamiętam sprawę sprzed paru lat, gdy dużo większy mężczyzna próbował wyrzucić z 10. piętra mniejszego i zaatakowany, broniąc się, użył noża. Też padł argument, że można było bronić się inaczej, ale Sąd Najwyższy to wyśmiał.

Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków

%d blogerów lubi to: