Kraków przekazał dotychczas Kościołowi 358 ha gruntów w ramach rekompensowania strat z okresu PRL. I więcej nie zamierza.

Komisja Majątkowa, przywracająca grunty Kościołowi (patrz ramka), weszła na wojenną ścieżkę z Krakowem 26 września 2006 r. o godzinie 14.32. Dokładna godzina figuruje na faksie przysłanym do sekretariatu prezydenta Jacka Majchrowskiego, informującym, że nowym właścicielem dwóch działek przy ul. Siewnej, które miasto mogło sprzedać za 9,5 mln zł, jest parafia Najświętszej Marii Panny-Bazylika Mariacka. – Wcześniej przynajmniej pytano nas o zdanie i wspólnie z Kościołem uzgadnialiśmy, które grunty im oddać – mówi prezydent Majchrowski.

Komisja Majątkowa może orzekać na tajnym posiedzeniu, jeśli roszczenie nie budzi wątpliwości. Ale w sprawie Bazyliki Mariackiej od samego początku były niejasności. Po wojnie bazylika miała 107-hektarowe gospodarstwo w Bronowicach. W 1947 r. kuria nakazała przekazać część tej ziemi nowej parafii pod wezwaniem św. Antoniego. Przez kolejne lata arcyprezbiter bazyliki stosował różne wybiegi, by gruntów nie oddać. Gdy w 1950 r. komuniści na mocy ustawy tzw. martwej ręki zaczęli odbierać kościołom majątki, bazylika straciła 57 ha, lecz 50 ha, zgodnie z prawem, jej pozostawiono. W latach 70. kuria wymusiła w końcu, by bazylika podzieliła się ziemią z parafią św. Antoniego; po latach zażądała od Komisji Majątkowej zwrotu tych 25 ha.

Od 2003 r. prezydent Majchrowski upierał się, że Bazylice Mariackiej nie przysługuje żadna rekompensata, bo ziemię oddała innej parafii. Podobne stanowisko prezentował Zdzisław Siewierski, ówczesny prezes Agencji Nieruchomości Rolnych, która oddała Kościołowi setki tysięcy hektarów. Protesty agencji mnie nie interesują, bo za dwa tygodnie będzie już inny prezes i zmieni zdanie w tej sprawie – powiedział na spotkaniu z prezydentem Majchrowskim pełnomocnik bazyliki Marek Piotrowski, były oficer SB, który zasłynął ze skutecznego odzyskiwania majątków kościelnych. (ABW od wielu miesięcy prowadzi śledztwo w sprawie nadużyć w Komisji Majątkowej. W ubiegłym tygodniu agenci ABW dokonali rewizji w firmach, do tej pory nietykalnego, Marka Piotrowskiego. Chodzi o zbyt niskie wyceny gruntów, które przejmował Kościół). Piotrowski z proboszczem parafii mariackiej Bronisławem Fidelusem zapewniali przed laty prezydenta, że miasto nie musi obawiać się roszczeń Bazyliki Mariackiej, gdyż to Skarb Państwa wypłaci parafii odszkodowanie w gotówce.

– W praktyce okazało się, że na niejawnym posiedzeniu Komisji Majątkowej, wbrew zapewnieniom księdza Fidelusa i pana Piotrowskiego, odebrano nam działki, które chcieliśmy sprzedać na przetargu – mówi prezydent Majchrowski. A że orzeczenia Komisji Majątkowej są ostateczne, na nic się zdały protesty władz miejskich. Zwłaszcza że Bazylika Mariacka szybko sprzedała działki deweloperowi – spółce Atir – za 3,9 mln zł, choć za te same działki Budimex Dromex oferował miastu 9,5 mln zł.

– Nam chodzi tylko o poddanie kontroli orzeczeń Komisji Majątkowej – mówi Majchrowski. – Wszystkie inne organa w państwie takiej kontroli podlegają. Nie może być tak, że czteroosobowy zespół decyduje o wszystkim wiedząc, że nikt tego nie skontroluje.

Polowanie na ziemię

Miejski prawnik Piotr Symołon, który od 9 lat reprezentuje Kraków przed Komisją Majątkową, mówi, że gdy rozpoczynał pracę, w komisji było zaledwie kilkanaście krakowskich wniosków do rozpatrzenia. Każdy klasztor i parafia miały swojego pełnomocnika lub ekonoma do negocjacji z miastem, a wypracowaną ugodę zatwierdzała Komisja Majątkowa w Warszawie.

Klimat się zmienił w 2004 r., gdy pełnomocnikiem zakonu cystersów i Bazyliki Mariackiej został Marek Piotrowski, który sam o sobie mówi, że jest prawnikiem. Wtedy też zmienił się język negocjacji. Zamiast dążyć do porozumienia, Kościół używał groźby: albo miasto odda nam ziemię dobrowolnie, albo Komisja Majątkowa wyda w tej sprawie orzeczenie.

Kościół na własną rękę zaczął poszukiwać mienia zastępczego, gdzie tylko było to możliwe. Kluczową osobą prowadzącą polowanie na ziemię był Piotrowski. Wpadł on na prosty pomysł – gdy miasto wystawiało jakąś działkę na sprzedaż, pełnomocnik przedstawiał ją od razu w Komisji Majątkowej jako mienie zastępcze dla zakonu lub parafii, którą reprezentował. Komisja uznawała, że skoro gmina sprzedaje działki, to są jej zbędne, a wobec tego zespół orzekający może oddać je Kościołowi, nie pytając nikogo o zgodę.

Dlatego o przyznaniu przez komisję ponad 5 ha w Mogilanach Towarzystwu Pomocy dla Bezdomnych im. Brata Alberta wydział geodezji starostwa krakowskiego dowiedział się dopiero, gdy do urzędu dotarły wypisy z ksiąg wieczystych. Podobnie – z nadesłanego orzeczenia komisji – samorząd krakowski dowiedział się o utracie 7 działek w kwietniu i maju 2006 r. Zresztą przy tej okazji doszło do bratobójczej walki między opactwem cystersów reprezentowanym przez Marka Piotrowskiego a zgromadzeniem księży misjonarzy. Jedną z działek, którą cystersi przechwycili na niejawnym posiedzeniu zespołu orzekającego, miasto obiecało księżom misjonarzom jako mienie zastępcze.

– Wygląda na to, że wszystko zależy od tego, kto ma bardziej energicznego pełnomocnika w komisji – mówi mecenas Andrzej Oklejak, przedstawiciel prezydenta Krakowa do spraw prawnych. – Brak jakiejkolwiek kontroli doprowadził do tego, że jej orzeczenia budzą szereg wątpliwości.

Chodzi szczególnie o roszczenia opactwa cystersów, którzy w latach 50. stracili 268 ha ziemi. Na ich gruntach powstała Nowa Huta. Gdy w 1991 r. cystersi wystąpili do Komisji Majątkowej, szlachetnie zażądali tylko 19 ha. Ówczesny opat napisał we wniosku, że jego roszczenia dotyczą tylko gruntów, które przylegają do murów opactwa w Krakowie i z których wówczas korzystał Klub Sportowy Hutnik. By ocalić klub, cystersi zgodzili się wziąć tylko 3 ha, a za pozostałe 16 ha zapłatę. Potem jednak zamiast pieniędzy przyjęli działkę, na której stały dawne zabudowania folwarku cystersów. Miasto podpisało z zakonem ugodę przed Komisją Majątkową w 1994 r. i sprawa wydawała się zakończona.

Jednak po siedmiu latach nowy opat Piotr Chojnacki poinformował komisję, że jego zdaniem roszczenia nie zostały do końca zaspokojone. Po kolejnych trzech latach, dwanaście lat po upływie terminu zgłaszania roszczeń, cystersi już oficjalnie poinformowali, że co prawda nie zwracali się o to w swoim wniosku, ale do zbilansowania strat brakuje im 45 ha ziemi.

Zgodnie z ustawą Kościół mógł zgłaszać swoje roszczenia tylko do końca 1992 r. Komisja Majątkowa wykazała się jednak dużą elastycznością i uznała, że wniosek cystersów został rozszerzony ustnie podczas posiedzenia komisji 13 maja 1992 r. Dowodem na to miało być jedno zdanie, a raczej obowiązkowa formuła, zapisana w jednym z protokołów posiedzeń: „Opactwo cystersów występuje o odzyskanie nieruchomości opactwa przejętych przez skarb państwa na mocy ustawy o dobrach martwej ręki”.

Waleczny Kraków

Kraków jako pierwszy samorząd w kraju rozpoczął walkę z Komisją Majątkową. Prawnicy miejscy zakwestionowali ostateczność jej orzeczeń. – Nie możemy błędów z lat 50. naprawiać za pomocą dzisiejszych błędnych procedur – mówi prezydent Majchrowski. Złożył on w tej sprawie doniesienie do prokuratury, skargi do sądu administracyjnego i przygotował wniosek do Trybunału Konstytucyjnego, oskarżając Komisję Majątkową m.in. o oszustwa. – Uznaliśmy, że komisja jest organem administracji centralnej i od jej orzeczeń powinno przysługiwać odwołanie – tłumaczy mecenas Oklejak. – Skoro mamy wątpliwości dotyczące zasadności orzeczeń komisji, to gdzie je mamy przedstawić?

Prawnicy miejscy uznali, że Komisja Majątkowa jest organem administracji publicznej, a jej orzeczenie jest swoistym aktem prawnym i choć nie przysługuje od niego odwołanie, to można złożyć na nie skargę. Najpierw Kraków wezwał Komisję Majątkową do usunięcia braków prawnych przez uchylenie orzeczenia w sprawie Bazyliki Mariackiej i cystersów. Gdy Komisja nie odpowiedziała na skargę, sprawa wylądowała w sądzie administracyjnym. I tam utknęła, bo Naczelny Sąd Administracyjny zawiesił postępowanie, gdy SLD złożyło do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o zbadanie zgodności z konstytucją przepisów regulujących pracę Komisji Majątkowej.

Podobny wniosek (poszerzony o część dotyczącą Komisji Regulacyjnej zwracającej majątki żydowskie) przygotował prezydent miasta. Miesiąc temu większość krakowskich radnych nie zgodziła się jednak, by samorząd skierował wniosek do Trybunału. Prezydent nie może sam złożyć wniosku, więc sprawa utknęła w martwym punkcie.

Dlaczego radni wystąpili przeciwko interesom miasta? Józef Pilch, wiceprzewodniczący klubu PiS, dzięki któremu wniosek przepadł, wyjaśniał, że walka z Komisją Majątkową nie jest zadaniem samorządu.

Jest mało prawdopodobne, by nawet po korzystnym dla miasta orzeczeniu Trybunału samorząd odzyskał przejęte przez Kościół grunty. Wiele z nich Kościół od razu sprzedał. – Miasto się denerwuje, więc Kościół woli jako towar gorący od razu to sprzedać i wziąć pieniądze – mówi „Polityce” mecenas Oklejak, gdy cystersi odebrali miastu grunty.

Po co więc ta burza? Gdyby Trybunał uznał przepisy za niezgodne z konstytucją, miasto mogłoby liczyć na wznowienie postępowań w spornych sprawach. Jeśli gmina w wyniku działalności Komisji Majątkowej poniosła szkodę, mogłaby dostać rekompensatę, ale od Skarbu Państwa, a nie Kościoła.

Okazuje się, że dzięki walecznej postawie miasta Komisja Majątkowa sprawy krakowskie traktuje w sposób wyjątkowy. Obchodzi się z nimi jak z jajkiem. Po medialnej burzy, którą rozpętał samorząd, gdy przyznano grunty cystersom, komisja uznała, że dalsze roszczenia opactwa zaspokoi Skarb Państwa. Zamiast działek, zakon dostał 66 mln zł z budżetu państwa.

Ale dopiero teraz Komisja zaczęła sprawdzać, czy prowincjał dominikanów, domagając się 18 lat temu nieruchomości w Prądniku Czerwonym, miał pełnomocnictwo do występowania o te grunty. Nikomu wcześniej sprawdzanie tego nie przyszło do głowy, więc bez żadnej kontroli oddano już dominikanom 42 ha. – Już od pewnego czasu komisja stała się bardziej formalna i drobiazgowo rozważa zgłaszane przez nas wątpliwości – przyznaje mecenas Oklejak.

Dominikanie domagają się dodatkowo 13 ha ziemi (miasto uważa, że należy im się najwyżej 8 ha) mienia zamiennego za grunty w Prądniku Czerwonym, gdzie na terenach kościelnych wybudowano osiedle mieszkaniowe.

Jak odsunąć cios

Kraków – dzięki Komisji Majątkowej – najhojniej z polskich miast obdarował Kościół. Dotychczas oddał 358 ha. Korzystne dla miasta orzeczenie Trybunału powstrzymałoby groźbę utraty na rzecz Kościoła kolejnych ok. 30 ha wartych 130–150 mln zł. W Komisji Majątkowej leży jeszcze 8 wniosków dotyczących miasta.

Kapituła Metropolitalna na Wawelu chce rekompensaty za 15 ha zabranych pod ogródki działkowe w Nowej Hucie. (Księża złożyli wniosek o przyznanie im gruntów zastępczych w Białołęce).

Parafia Matki Boskiej Zwycięskiej na Borku Fałęckim chce odszkodowania za 300 m kw., na których wybudowano drogę, a salwatorianie – za 18 arów, na których stoi Małopolski Instytut Samorządu Terytorialnego i Administracji. Wcześniej salwatorianie odzyskali przylegający do instytutu park Jalu Kurka. Teren jest pod ochroną i konserwator przyrody nie zgodził się, by cokolwiek tu wybudować. Zakonnicy ogrodzili i zamknęli przed mieszkańcami ogólnodostępny do tej pory park.

Towarzystwo Jezusowe miało dostać działkę w Krakowie w zamian za 5 ha odebranych w Lublinie, ale do transakcji nie doszło i księża szukają terenów poza miastem. Podobnie jak związek księży moderatorów (jako rekompensatę za 1,1 ha utracone w gminie Dobra).

Na 26 mln zł wycenili swoje straty karmelici, którzy utracili 2,3 ha w centrum Krakowa, ale miasto upiera się, że te roszczenia są wątpliwe i żadne odszkodowanie zakonnikom się nie należy, bo te dwa hektary utracili zgodnie z ówczesnym prawem. – Udało się nam odsunąć cios od siebie – mówi jeden z urzędników. Wątpliwe roszczenia zakonu zaspokoić ma Agencja Nieruchomości Rolnych, więc miasto nie będzie stratne.

Problematyczna pozostaje też 12-arowa działka przy ul. Kopernika 13, której domaga się Caritas. Stoi tu dziś szpital kliniczny Collegium Medicum, więc Kościół mógłby się najwyżej ubiegać o mienie zastępcze lub odszkodowanie. Jednak prawnicy miasta zwracają uwagę, że działka ta została odebrana nie Caritasowi, ale Towarzystwu Sióstr Św. Zyty, które zostało rozwiązane w 1960 r. Wówczas dziewięć członkiń stowarzyszenia, w zamian za obietnicę opieki nad zbiorową mogiłą, przeniosło prawo do ewentualnego odzyskania majątku na Caritas Polska. We wniosku do Komisji Majątkowej Caritas napisał więc, że poczuwa się do następstwa prawnego, które wynika z tego, że przez wiele lat opiekował się zakonnicami Towarzystwa.

– Chcielibyśmy, żeby takie wątpliwe sprawy wyjaśniały sądy – mówi Andrzej Oklejak. – Innym też oddajemy kamienice, działki, dobra ziemskie, ale o każdej z tych spraw decyduje sąd, bo dotyczy to majątku publicznego. Dlaczego z majątkiem Kościoła ma być inaczej?

źródło: Polityka

Reklamy