Strona główna > Prywatne > Religia sytych

Religia sytych

15/06/2009

Nieczęsto można usłyszeć z ust księdza, że chrześcijaństwo powinno czerpać z ateizmu.

Czasem mnie diabeł kusi, by uwierzyć w Boga – pisał niegdyś Stanisław Jerzy Lec. O ks. Tomášu Hal~ku można by powiedzieć, że tym, co go kusi i pociąga, jest niewiara. I na pewno nie jest to pokusa diabelska.

Materię najnowszej książki czeskiego teologa i filozofa zwykło się nazywać zderzeniem wiary z ateizmem. On sam woli mówić o ich spotkaniu. Jego wyznanie może niejednego gorliwego katolika wprawić w zakłopotanie: „Z ateistami zgadzam się w wielu sprawach, czasem niemal we wszystkim – z wyjątkiem ich wiary, że Bóg nie istnieje. Na dzisiejszym barwnym i hałaśliwym rynku towarów religijnych mogę niekiedy ze swoją wiarą chrześcijańską wydawać się bliższy sceptycznym i agnostycznym krytykom religii niż temu wszystkiemu, co się tam oferuje”.

Wątpienie z reklamy

Nieczęsto można usłyszeć z ust księdza, że na Boga najlepiej otwiera przeżycie Jego nieobecności. Wedle Hal~ka chrześcijaństwo powinno czerpać wręcz z ateizmu – to, co jest w nim „złote, szczere i prawdziwe”. Ciekawe, że myśl analogiczną do własnej znajduje u lewicowego filozofa Slavoja Žižka: „Autentyczne dziedzictwo chrześcijańskie jest zbyt cenne, żeby je pozostawiać w rękach fundamentalistycznych dziwaków”.

Hal~k nie chce z kolei składać chrześcijaństwa w ręce ludzi, którzy z powodu swojej wiary popadają w zadufanie, ulegają pokusie triumfalizmu. Na wszelkie jego przejawy jest wyczulony. Nawet na banalny napis, który zobaczył kiedyś na stacji praskiego metra: „Jezus jest odpowiedzią”. Pod tym wyznaniem religijnego entuzjasty ktoś dopisał: „A jakie było pytanie?”.

Wedle Hal~ka to świetnie ilustruje kościelne status quo: księża ograniczają się do dawania odpowiedzi, bo pytania wydają im się oznaką słabości, na które tzw. dojrzali w wierze nie chcą sobie pozwolić. Podobnie z książkami produkowanymi masowo pod hasłem „przewodnik dla poszukujących i wątpiących”. Zapoznawszy się z takową (autorstwa pewnego biskupa), Hal~k skwituje: to chwyt reklamowy. „Ton całej książki zdradzał, że autor traktuje poszukujących z pozycji kogoś, kto już znalazł, a wątpiących z pozycji kogoś, kto chce i potrafi przemienić ich wątpliwości w pewność”.

Tymczasem najgłębszym doświadczeniem religijnym może być spojrzenie na Boga z perspektywy człowieka wątpiącego. Czyli bez przeświadczenia o misyjnym obowiązku przeciągania go swoją stronę. Głód i otwartość na Tajemnicę w miejsce religijnej – niezdrowej – sytości, oto co proponuje Hal~k.

Bo to sytość stoi za odwiecznymi spięciami między światem wierzących i niewierzących. Religia sytych to rodzaj „naiwnego i wulgarnego teizmu”, który zdaniem czeskiego myśliciela nie bez przyczyny wywołuje krytykę ateistów.

Przypomina to subtelną refleksję o Bogu filozofki i mistyczki Simone Weil. „Z dwóch ludzi, którzy nie doświadczyli sami istnienia Boga, ten, który przeczy Jego istnieniu, jest Mu być może bliższy”, pisała w „Świadomości nadprzyrodzonej”. Ateizm obiera wiarę ze złudnych religijnych pociech, przynosi oczyszczenie. Religia sytych daje jedynie zadowolenie.

Jak zrobić parafianina

Hal~k nie kryje, że spotkanie wiary z niewiarą bywa utrudniane właśnie przez Kościół instytucjonalny. Zauważa, że Kościół, zamiast nieustannie wychodzić poza siebie, być „ludem w drodze”, pogrążył się w swoim partykularyzmie. Jak po grudzie idzie wypełnianie postulatów Soboru Watykańskiego II, zwłaszcza tych o zasypaniu przepaści między Kościołem a społeczeństwem, dialogu z kulturą laicką. Wielokrotnie powraca w książce postać Zacheusza, ewangelicznego bogacza, grzesznika, którego jednak Jezus nie pouczał ani nie karcił. Jak Kościół traktuje współczesnych Zacheuszy? Z obserwacji Hal~ka wynika, że próbuje ich przykroić do wizerunku „standardowego parafianina”. Do tego celu księżom mają służyć określone techniki ewangelizacyjne. Cel: wyhodowanie nowych członków Kościoła. Co jeśli się nie uda, ksiądz traktuje jako osobistą porażkę. Po czym wymazuje delikwenta z przestrzeni Kościoła. Ks. Hal~k opiera się na doświadczeniach Kościoła czeskiego, jego spostrzeżenia brzmią jednak dziwnie znajomo…

„Ksiądz nie może stać się agitatorem, propagatorem, człowiekiem prostych haseł i sprytnej manipulacji innymi”. Zamiast tych ewangelizacyjnych zabiegów Hal~k wolałby, by Kościół pozwolił Zacheuszom pozostać na ich sykomorach. Bo – podkreśla – „Kościół bez obrzeży byłby sektą”. Tylko sekta bowiem składa się wyłącznie z „twardego rdzenia” – grupy jasno zdeklarowanych wyznawców. Kościołowi oprócz tego rdzenia potrzebne jest za to trochę więcej „elastycznego ciała”.

A że Kościół niekoniecznie będzie potężny i zwarty? „Nie przerażają mnie dziury w dachu Kościoła po takich czy innych burzach. Pamiętam, że właśnie przez te ziejące otwory po raz pierwszy zobaczyłem Boże oblicze”, odpowiada Hal~k.

Ateista: syn niemarnotrawny

Jest jeszcze inny grunt, na którym wiara, zamiast spotykać się z niewiarą, boleśnie się z nią zderza. To Unia Europejska, w której chrześcijanie lubią patrzeć na zdeklarowanych ateistów jeśli nie jak na wysłanników piekieł, to przynajmniej jak na marnotrawnych synów. Jeśli po hulankach zdecydują się oni wrócić na łono Matki Kościoła, zostaną, owszem, przyjęci, ale potraktowani ze sporą dozą protekcjonalizmu.

Hal~k przedstawia własną wizję relacji między chrześcijaństwem a świeckim humanizmem w Europie. Uważa, że stawianie się w pozycji „starszego, sprawiedliwego brata” to błąd.

A że jest to wizja zgoła odmienna od katolickiego standardu, wystarczy przywołać poglądy amerykańskiej religijnej prawicy, reprezentowanej np. przez biografa Jana Pawła II George’a Weigela. W książce „Katedra i sześcian” odmalowuje obraz Europy, którą ogarnęła tzw. chrystofobia. Tytułowy sześcian to paryski Wielki Łuk, który ma obrazować Europę bez Boga, twór wyzuty z metafizyki w imię abstrakcyjnych praw człowieka (na poddaszu Łuku mieści się zresztą Międzynarodowa Fundacja Praw Człowieka). Ludziom „sześcianu” Weigel przeciwstawia ludzi katedry. Jak donosi któryś z turystycznych przewodników, katedra Notre Dame miałaby się z łatwością pomieścić wewnątrz Wielkiego Łuku, co zdaniem Weigela symbolizuje, iż ludzie katedry (czytaj: chrześcijanie) są w Europie deprecjonowani.

Hal~ka takie podziały uwierają. Dopiero wiara chrześcijańska i świecki racjonalizm, uzupełniając się nawzajem, tworzą kulturę Zachodu. A oświecenie jest wspólnym ojcem obu nurtów, bo „dzięki niemu humanizm chrześcijański jest »humanizmem «, świecki humanizm z kolei odziedziczył po nim przydomek »świecki «”. Hal~k świetnie zdaje sobie sprawę, że bez laickiej krytyki wiara mogłaby łatwo przedzierzgnąć się w ideologię albo fanatyzm. Lub po prostu w „infantylną bigoterię”. Z kolei racjonalizmowi bez pierwiastków duchowych grozi zsunięcie się w cynizm.

Projekt Europa ks. Hal~ka, w którym wierzący nie muszą udowadniać swojej wyższości (ani cierpieć, że są poniżani), imponuje tak samo jak jego projekt Kościół. Kościół nienarzucający się, w którym mała wiara może okazać się znacznie cenniejsza od wielkiej. Bo ta wielka – jak zauważa – bywa nazbyt ociężała.

Źródło: Duży Format

Kategorie:Prywatne Tagi: , ,
%d blogerów lubi to: