Wczoraj toast za wolność został wzniesiony w gdańskim sądzie. Dorota Nieznalska została uniewinniona. Po ośmiu latach!

SZOKUJACA  'PASJA'  DOROTY NIEZNALSKIEJ  GDANSKTen wyrok to święto wolności i rozumu. Zwycięstwo sztuki krytycznej, ale bez intencji krzywdzenia kogokolwiek, nad polityką – taką, która oczernia przeciwnika, przypisuje mu najgorsze intencje.

To bowiem nie Dorota Nieznalska zaatakowała Ligę Polskich Rodzin, lecz jej członkowie szukali wszędzie wroga. Znaleźli. Okazała się nim młoda artystka, absolwentka ASP w Gdańsku, która w 2001 r. wystawiła swoją pracę w związanej z tą uczelnią galerii.

Instalacja nazywała się „Pasja”. Składała się z dwóch części: jedna to film wideo przedstawiający twarz ćwiczącego na siłowni mężczyzny, druga – metalowy krzyż, a na nim fotografia genitaliów. Wystawę w małej galerii widziało niewiele osób. Nic by się nie stało, gdyby nie to, że TVN nadała podkręcający komentarz, który podburzył parę osób w Gdańsku.

Lokalni posłowie LPR poszli do prokuratury z donosem, że Nieznalska obraziła ich uczucia religijne. Bo jest taki zapis w kodeksie karnym. Prokuratura zaczęła artystkę ścigać. I to dopiero był ewenement! Nie samo doniesienie, takich LPR-owcy składali wtedy wiele, ale właśnie decyzja prokuratury cofająca nas do średniowiecza.

We współczesnej laickiej kulturze Zachodu możliwe jest w sztuce to, co nie jest możliwe w kościele. I nie powinno być sprawą organów ścigania, jakiej metafory używa artysta. Praca Nieznalskiej rzeczywiście była krytyczna, ale nie wobec Kościoła, tylko wobec subkultury mężczyzn z siłowni. I jedyną grupą, która mogła poczuć się obrażona, byli kulturyści.

Pierwszy proces, krótki, zakończył się w lipcu 2003 r. wyrokiem w stylu Makarenki – artystka miała odpokutować niemoralne zachowanie przez pracę społeczną.

Odwołała się. To ten powtórny proces trwał tak długo. Tym razem sąd zbadał sprawę dogłębnie. Dzisiaj „Pasja” Doroty Nieznalskiej jest najdokładniej zanalizowanym dziełem sztuki w Polsce. Pod koniec procesu sąd otrzymał ekspertyzy medioznawcy, religioznawcy i historyka sztuki. Wszystkie sprzyjające artystce i demistyfikujące rzekomą obrazę. Wyrok, jaki wczoraj wydał sąd, nie mógł być inny.

Ale to też gorzkie zwycięstwo. Okupione zjawiskiem, które zmarły niedawno wybitny obrońca praw człowieka Zbigniew Hołda nazwał efektem „zmrażającym”. Galerie bały się wystawiać Nieznalską i innych artystów, których prace ktoś mógłby uznać za kontrowersyjne. Burmistrzowie, prezydenci, posłowie zaczęli baczniej przyglądać się temu, co pokazuje się w galeriach. Po Polsce rozpełzła się obyczajowo-religijna cenzura.

Wyrok mówi rzecz oczywistą, bez której nie istniałaby sztuka XX wieku: artysta ma prawo do prowokacji. By to stwierdzić, potrzeba było ośmiu lat procesu w Gdańsku.

Ale są też dobre strony – zmiana mentalna, jaka zaszła w Polsce. Widać ją w mediach: ludzie inaczej spojrzeli na sztukę, jest mniej agresji. Zaczęto odróżniać krytykę od cenzury. Zrozumiano koszty napuszczenia państwa na artystę.

W tym procesie chodziło o prawo jednostki do wolnej ekspresji, wyrażania poglądów, do bycia innym niż większość. Prawo bycia obywatelem, człowiekiem, artystą, które jednostce gwarantuje konstytucja. Przez akt oskarżenia artystki zostało ono podważone. Wyrok w sprawie Doroty Nieznalskiej to prawo jednostce zwraca.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Reklamy