Strona główna > Psychoedukacja > Emerytkę do sądu za 2 grosze

Emerytkę do sądu za 2 grosze

28/04/2009

Machina ruszyła. Urząd Kontroli Skarbowej wezwał na półtoragodzinne przesłuchanie. Potem sporządził pięciostronicowy akt oskarżenia.

Październik 2008 roku. Do kiosku w centrum Łodzi przychodzi referendarz z Urzędu Kontroli Skarbowej. Udaje studenta i prosi o skserowanie legitymacji. Płaci 30 groszy. Odchodzi. Po kilku minutach wraca z panią inspektor. Również z UKS. Proszą o paragon fiskalny za usługę. Nie dostają. Fiskus traci 7 proc. od 30 gr – czyli 2 grosze. Zaczyna się postępowanie karnoskarbowe.

Emerytka Ewa Stokowska nie miała jak nabić usługi ksero na kasę. Działało ono w kiosku dosłownie od kilku dni.

– Nie miało jeszcze nadanego kodu, bo było nowe – można sprawdzić na fakturze – i opłaty za ksero na kasę po prostu nabijać nie mogłam -mówi Stokowska dorabiająca w kiosku do emerytury. – Szef lada dzień miał to zrobić. Pokazywałam inspektorom, że pieniądze są w odrębnej przegródce, nikt ich nie bierze do kieszeni -denerwuje się kobieta. -Nie słuchali. Dostałam mandat, ale go nie przyjęłam.

Machina ruszyła. Urząd Kontroli Skarbowej wezwał kioskarkę na półtoragodzinne przesłuchanie. Raporty złożyli inspektorzy, którzy przyłapali ją na gorącym uczynku. Wreszcie UKS sporządził pięciostronicowy akt oskarżenia. Oskarża Stokowską o narażenie skarbu państwa na stratę 2 groszy polskich.

Już same odpisy, poczta i praca radcy prawnego UKS kosztowała podatników kilkaset złotych.

Potem sprawa trafiła do sądu. Ten nawet nie wezwał stron na rozprawę. Sędzia Agnieszka Walter z widzewskiego sądu wydała wyrok błyskawicznie. Grzywna dla Stokowskiej – 500 zł. Do tego koszty postępowania – kolejne 140 zł. Razem niemal pół emerytury.

-Przecież to 32 tys. razy więcej, niż kosztował państwo mój błąd! Odwołałam się. Szef dostał grzywnę za brak kodu do kasy. I to rozumiem. Dlaczego jeszcze sąd skazuje wyrokiem mnie? -pyta emerytka.

Wczorajsza rozprawa w łódzkim sądzie znów kosztowała kilkaset złotych.

Sędzia, protokolantka, trzech świadków z UKS i radca prawny tego ostatniego. Stokowska broniła się sama.

-Przyznaję się. Trzy lata tam pracowałam, nigdy takiej sytuacji nie było. Zrobiłam błąd, ale co miałam zrobić, jak kodu nie było, wysoki sądzie? Pracodawca każe, to pracownik słucha -mówiła przed sądem. -O takich aferach się słyszy, atu to był naprawdę nieszczęśliwy zbieg okoliczności.

-Mogła pani odmówić wykonania polecenia pracodawcy niezgodnego z prawem -przekonywała ją sędzia. -Ma pani do tego prawo.

-A kto da pracę emerytce? Wyleciałabym, a na ulicy czeka dziesięć osób chętnych na moje miejsce. Ja tam 200 złotych miesięcznie zarabiałam… A tu chodzi o 2 grosze.

Sędzia: -Tu nie chodzi o sumę. Popełniła pani wykroczenie karnoskarbowe. Prawo jest takie, że nawet za jeden grosz grozi to samo. Podda się pani dobrowolnie karze czy nie? Wtedy nie musielibyśmy słuchać świadków… – przekonywała sędzia.

Stokowska: -Nie. Uważam, że nie zasłużyłam na tak wysoką karę.

Wczoraj nie udało się sądowi przesłuchać wszystkich świadków, bo już kończył pracę. Dlatego raz jeszcze zbierze się na kolejną rozprawę. Zostaną wysłane listy polecone. Przyjedzie radca prawny Urzędu Kontroli Skarbowej, inspektorzy, właściciel kiosku.

-To jakiś absurd – komentuje dr Jacek Skrzydło, wykładowca Uniwersytetu Łódzkiego i specjalista od prawa podatkowego. – W ustawie jest pojęcie znikomej społecznej szkodliwości czynu i sprawa o te grosze to idealny przykład. Moim zdaniem powinna być umorzona. Prawo nie może działać tak mechanicznie.

Jak skończy się sprawa sądowa o 2 grosze należne fiskusowi? Przekonamy się 23 czerwca.

Źródło: Gazeta Wyborcza

%d blogerów lubi to: