Strona główna > Psychoedukacja > Molestowanie seksualne w szkole nauki jazdy

Molestowanie seksualne w szkole nauki jazdy

18/11/2008

Pani Ewelina (nazwisko do wiadomości redakcji) zgłosiła już sprawę policji.

Kobieta jest kierowniczką w państwowej firmie. Prawo jazdy postanowiła zrobić w szkółce 54-letniego Zdzisława K. Jego jednoosobową szkołę w zielonogórskich rankingach wymienia się wśród najlepszych.

Myślała, że nie można wybrać lepiej. Ale już pierwsza lekcja ją zaniepokoiła.

– Instruktor wypytywał, czy mam narzeczonego i czy to on wysłał mnie na prawo jazdy. Mówiłam, że nie mam nikogo – opowiada pani Ewelina. – Teraz wiem, że to był błąd. Trzeba było skłamać. Wiedziałby, że jeśli mnie dotknie, to może od kogoś oberwać.

– Potem zaczęły się te seksualne dowcipy. „Ale jesteś tępa, jak zdasz egzamin, to cię przelecę, jak przejedziesz dobrze łuk, to cię zgwałcę”. – Zaciskałam zęby i jechałam dalej. On do mnie: „Ewelinko”, a ja do niego: „Panie Zdzisławie”, bo nie wyobrażam sobie być na „ty” z facetem, który jest ode mnie o 30 lat starszy.

Na czwartej jeździe instruktor „korygował błąd postawy”. – Odchylił mnie do tyłu i dłonią przejechał od szyi, przez biust, aż po brzuch, wciskając w siedzenie. Zagroziłam, że zrezygnuję z jazdy u niego – opowiada kursantka.

Zdzisław K. uspokoił się na kilka lekcji. Ale kiedy pani Ewelina wpłaciła całą kwotę za kurs, poczuł się znów bezkarnie. – Było już ordynarne obmacywanie. Raz przejechał ręką po wewnętrznej stronie ud.

Na kolejnej lekcji pochwalił ją za postępy w zmianie biegów. Chwycił jej dłoń, położył na swoich genitaliach i zapytał: „Ciekawe, czy moje biegi będziesz też tak ładnie zmieniać”. – Myślałam, że zwymiotuję, wyrwałam rękę i zaczęłam straszyć, że zakończę kurs – opowiada.

W sobotę 20 września pani Ewelina przedostatni raz wsiadła za kółko renault clio Zdzisława K. – Miałam zwykłą bluzkę. Patrzył, jakby chciał mnie pożreć wzrokiem, w końcu włożył rękę pod bluzkę, pod stanik. Zaczęłam się bronić – opowiada. – Ale on nie dał za wygraną: „Zgódź się, Ewelinko, no zgódź, daj pomacać takie jędrne piersi”.

Na każde „nie” instruktor podczas jazdy wciskał sprzęgło i hamulec, auto zatrzymywało się w miejscu. Potem znów kazał jechać i znów ponawiał pytanie, na odpowiedź „nie” wciskał sprzęgło i hamulec.

– Wyszłam z auta blada – wspomina kobieta.

Na następną jazdę wzięła dyktafon. Chciała zakończyć kurs, ale bała się, że instruktor nie odda jej dokumentów. Na taśmie słychać, jak ponad 20 minut instruktor błaga ją, by nie rezygnowała, i przeprasza za swoje zachowanie.

W końcu proponuje kobiecie układ: jeśli wyjeździ z nim 30 godzin i się nie nauczy, odda jej całą kwotę za kurs (ponad 1,8 tys. zł). „Umowa. Ja z gęby dupy nie robię” – słychać na nagraniu. Potem instruktor obiecuje: „Nie dotknę cię ani razu”.

Roman Stencel, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Ośrodków Szkolenia Kierowców, twierdzi, że molestowanie przez instruktora jazdy to sporadyczne przypadki. – W ciągu 18 lat odnotowaliśmy ich zaledwie kilka. Nie oznacza to jednak, że problem nie istnieje. Niektóre kobiety boją się lub wstydzą zgłaszać takie przypadki. Jeśli czujemy się pokrzywdzeni przez instruktora, możemy złożyć skargę u każdego starosty lub prezydenta miasta – mówi Stencel.

Pani Ewelina odzyskała swoje dokumenty dopiero po dwóch tygodniach od zakończenia kursu. Przeniosła się do innego instruktora i wkrótce przystąpi do egzaminu.

Kobieta opowiedziała o wszystkim zielonogórskiej policji. Przekazała także nagranie. Od wczoraj urzędnicy wydziału komunikacji prowadzą kontrolę w szkole Zdzisława K.

Zdzisław K. nie przyznaje się, że molestował kobietę. Odmawia „Gazecie” komentarza. – Będę tłumaczył się ewentualnie przed prokuratorem – ucina.

Zapis rozmowy instruktora z kursantką (nagranie z dyktafonu)

– Nie no, Ewelinko, za to szczypanie to przepraszam, więcej nie będę. Zrobiłem może głupio przepraszam, tak dla żartów, żeby cię rozluźnić, a ty się obraziłaś.

– To nie było rozluźniające, jeszcze bardziej mnie zestresowało. Bo to nie było szczypanie.

– Tak się mówi. Szczypanie.

(…)

– A jak zrobiłem coś nie tak, to się wali prosto z mostu. Samą górę paluszkiem dotknąłem i już się gniewa.

– Nie samą górę paluszkiem dotknąłem, tylko wsadziłem całą rękę pod bluzkę.

– No to co?

– To jest dużo, a nie no to co!

Źródło: Gazeta Wyborcza

%d blogerów lubi to: