Strona główna > Psychoedukacja > Molestowanie w szpitalu

Molestowanie w szpitalu

23/08/2008

Zostałam tam na noc z chorym synkiem, nigdy bym się nie spodziewała, że spotka mnie coś złego – opowiada młoda kobieta z Kruszwicy. Dyrektor radziejowskiej lecznicy nie wierzy w winę swojego pracownika.

Tragedia Weroniki (prosi, by nie podawać nazwiska) rozegrała się w nocy z wtorku na środę. – Mój synek był chory, miał gorączkę, wymiotował. Pojechałam z nim do szpitala w Radziejowie – opowiada kobieta. – Lekarze zatrzymali go na obserwacji, więc z nim zostałam. W życiu nie spodziewałabym się, że przytrafi mi się coś takiego i to w miejscu, które powinno dawać poczucie bezpieczeństwa.

Zaczęło się o godz. 22. Kobieta leżała przy synku, dziecko spało. – Do sali wszedł lekarz dyżurny. Odkrył kołdrę i zaczął dotykać moich ud, gładził ręką po majtkach. Próbował całować. Udawałam, że śpię. Myślałam, że to go zniechęci. Niestety tak się nie stało. Powiedział, że idzie sprawdzić, kiedy kładą się spać pielęgniarki i za chwilę wraca – opowiada roztrzęsiona kobieta.

Gdy lekarz wszedł na chwilę do swojego gabinetu, kobieta pobiegła do pielęgniarek. Prosiła, żeby otworzyły drzwi oddziału, zamykane na noc na klucz. Tłumaczyła, że musi koniecznie wyjść. – Zapytały, czy był u mnie? Znały więc sprawę! Zaproponowały, że mogą zamknąć mnie w gabinecie zabiegowym. Twierdziły, że on tam nie wejdzie, bo nie ma klucza – wspomina. – Ale ja nie chciałam tam dłużej zostać. Zadzwoniłam po narzeczonego i natychmiast pojechaliśmy na policję. Moja mama wróciła do szpitala po dziecko, ja nie byłam w stanie iść tam ponownie.

Policja potwierdza, że trafiło do nich takie zawiadomienie. – Kobieta oskarża jednego z pracowników szpitala o poddanie się wobec niej czynności seksualnej – mówi Piotr Chrupek, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Radziejowie. – Przesłuchujemy w tej sprawie świadków. Wstępny materiał prześlemy prokuratorowi i on oceni czy są podstawy, by wszcząć śledztwo.

Zbigniew Skonieczny, dyrektor szpitala w Radziejowie, nie wierzy w winę swojego pracownika. Lekarzowi nie pozwala wypowiadać się dla mediów, a sam broni go jak lew: – Nie ma żadnych dowodów na to, że takie zdarzenie miało miejsce – stwierdza. – Sprawą zajmuje się policja, więc cierpliwie czekamy na zakończenie postępowania. Mam powody, żeby nie dowierzać tym rewelacjom. Ponoć lekarz miał molestować tę panią po pijanemu. Tymczasem policja przyjechała na dyżur, zbadała go i okazało się, że jest trzeźwy. Dlaczego mam wierzyć, że w tej drugiej sprawie kobieta mówi prawdę?

Weronika jest zdeterminowana. Wynajęła adwokata. – Jestem pewna, że tak skandaliczne zachowanie nie było w karierze tego lekarza incydentalne. Pytanie pielęgniarek mnie w tym utwierdziło. Tyle że inne kobiety pewnie nie narobiły takiego rabanu, jak ja. Wszyscy wiedzieli co się dzieje, ale milczeli.

Źródło: Gazeta Wyborcza Bydgoszcz

%d blogerów lubi to: