Informatyczna banicja

20/02/2008

Kim trzeba być, by zainteresować sobą ONZ i internetowego giganta jakim jest Google? Wystarczy krytycznie pisać o tej pierwszej instytucji, by ta druga zablokowała dla ciebie swoje podwoje. Historię dziennikarza, który w wyszukiwarce pojawiał się zbyt blisko potężnej instytucji opisuje dziennikarz Fox News Michael Park.

Matthew Lee jest dziennikarzem śledczym, który od lat przygląda się działaniom ONZ. Na swojej stronie internetowej Inner City Press niemal codziennie publikuje krytyczne artykuły dotyczące korupcji w ONZ. Na jego celowniku była zwłaszcza agencja o nazwie Program Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju. Kiedy wpisywało się w wyszukiwarce Googla angielską nazwę United Nations Development Programme, artykuły amerykańskiego dziennikarza pojawiały się w pierwszej piątce. Do czasu.

Wywalmy go z Internetu

Od 13 lutego teksty z Inner City Press nie występują więcej w Googlu, kiedy chcesz poszerzyć swoja wiedzę o ONZ. Czy najpopularniejsza na świecie internetowa wyszukiwarka w porozumieniu z ONZ cenzurują swoje zasoby? Matthew Lee nie ma wątpliwości. – Myślę, że zadziałała zasada: Jeśli nie możemy wyrzucić go z budynków ONZ, wywalmy go chociaż z Internetu – komentuje.

Lee nie był specjalnie zaskoczony. Kilka dni wcześniej otrzymał od Googla wiadomość: „W związku ze skargami co pewien czas przeprowadzamy kontrolę źródeł wiadomości naszych użytkowników. Celem tych działań jest zapewnienie wysokiej jakości obsługi serwisu. Po przeglądnięciu pańskiej strony doszliśmy do wniosku, że nie możemy dłużej zamieszczać jej w wyszukiwarce Google News”. Lee nie miał wątpliwości, że list ten ma związek z jego działalnością jako akredytowanego przy ONZ komentatora.

Zapadła cisza

Lee zasłużył sobie na miano ostrego i nie przebierającego w środkach dziennikarza. Jego artykuły wywołują zawsze sporo zamieszania, a w samym ONZ są powodem do wielu komentarzy i plotek. Ma choćby na koncie wykrycie afery z nadużyciami przy rozbrajaniu ugandyjskiej armii partyzanckiej, którą w 2006 przeprowadzono pod kontrolą ONZ. Zginęły wtedy 4 osoby, a setka domów została zniszczona.

W listopadzie 2007 roku Google informuje o podjęciu współpracy z ONZ w celu zaangażowania się w program mający zmniejszyć obszary biedy. Na konferencji prasowej Lee wywołuje konsternację, kiedy pyta dlaczego w takim razie internetowa firma nie podpisała – propagowanych przez ONZ – porozumień związanych z prawami człowieka i ograniczeniem cenzury. Zapadła grobowa cisza. – Po tej konferencji przyszło mi do głowy, że wielka instytucja i potężna firma mogą zjednoczyć siły w celu ograniczenia mojej działalności – komentuje Lee. – Pisałem o ONZ od dwóch lat po cztery, pięć tekstów dziennie i nigdy nie było problemów. Dopiero, kiedy doszło do współpracy tych gigantów zostałem zablokowany.

Nie jestem oszołomem

Według Gabriel Stricker, rzeczniczki Googla, firma otrzymała mail, w którym ktoś zgłaszał wątpliwości co do Inner City Press. Była w nim mowa o tym, że strona zatrudnia tylko jednego pracownika. Podstawą Google News jest zasada, że podmiot dostarczający wiadomości do serwisu musi zatrudniać co najmniej dwóch dziennikarzy. Ma to przeciwdziałać jednoosobowym krucjatom pseudo dziennikarzy, jakich w sieci pełno. Było to jedyny list w sprawie Inner City Press jaki Google otrzymał. Według Lee, to tylko pretekst. Jest znanym w branży dziennikarzem, a nie oszołomem. Poza tym oprócz niego na pełnym etacie pracuje w firmie jeszcze jedna osoba, ma też kilku współpracowników.

Po otrzymaniu listu w sprawie zerwania współpracy Matthew Lee interweniuje w Googlu. Pisze, że agencja Inner City Press jest oficjalnie akredytowana przy ONZ i przez inne redakcje postrzegana jest jako poważne źródło informacji. W odpowiedzi Google oznajmia, że pomyłka zostanie naprawiona, ale potrzeba na to kilku tygodni. Nie chce jednak ujawnić, zasłaniając się ochroną prywatności, kto wysłał do nich maila. Rzecznik Programu Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju nazywa podejrzenia wobec agencji niedorzecznymi. – Nie kontaktowaliśmy się z Googlem – ucina krótko.

Cierń w Internecie

Zniknięcie Inner City Press odbiło się szerokim echem w świecie dziennikarskim. Ostrej krytyce poddaje Googla Government Accountability Project nazywając działania Matthew Lee najważniejszymi i najbardziej efektywnymi na polu dziennikarskiego monitorowania ONZ. Tuyet Nguyen prezydent UN Correspondent Association stoi murem za Matthew Lee, który został wybrany jego zastępcą w 2006 r. – Smutne jest to, że Google dba tylko o swoje interesy, zamiast służyć społeczeństwu – komentuje Nguyen.

Lee, który nie przestał interesować się ONZ tylko z tego powodu, że mniej go teraz w Internecie, ma teraz nowy cel: kto z organizacji pretendującej do miana obrońcy światowego pokoju, chciał uciszyć, kogoś takiego jak on. Kto z oficjeli chciał wyjąć, jak to określa, cierń z Internetu. Amerykański dziennikarz dalej pisze i nęka wielką instytucję, jednak póki co, jego teksty nie pojawiają się zbyt blisko stron ONZ.

Przeczytaj teksty Matthew Lee na: Innercitypress.com

Źródło: wiadomosci.gazeta.pl

Ps. Po takich doniesieniach coraz bardziej mam ochotę ‚uciec’ firmie Google przez odcięcie się od jej usług.

%d blogerów lubi to: