Strona główna > Ludzie i sytuacje, Prywatne > Zadowolony pacjent

Zadowolony pacjent

06/10/2007

W dobie powszechnego narzekania na jakość usług medycznych w Polsce, strajków lekarzy i pielęgniarek, ogólnie – w dobie zamieszania trafiłem do szpitala. W ciągu ostatnich ~12 lat (czyli: od momentu gdy operowano mnie ostatni raz) w szpitalu zaszły zmiany.

In minus należy wymienić to, iż sale chorych w znacznej części nie zostały dotąd wyremontowane. Straszą szarymi tynkami. Zatykającymi się toaletami. Rdzawymi zaciekami na panelach sufitowych. Gdzieniegdzie wiszą kable.

In plus … tutaj lista jest o wiele dłuższa. Zacznę od wspaniałej opieki. W każdym momencie, przed i po zabiegu, mogłem liczyć na pomoc i wsparcie personelu szpitala. Pielęgniarki były obecne nie tylko ‚na zawołanie’ ale także same zaglądały zapytać, czy wszystko z nami, chorymi, w porządku. Czy nie potrzebujemy jakiejś pomocy, leków etc. To samo dotyczyło opieki lekarskiej. Lekarze byli uprzejmi, pomocni. W każdej chwili mogłem liczyć na rzetelne wyjaśnienia dotyczące mojego stanu zdrowia, preferowanej i realizowanej formy leczenia. W każdej chwili mogłem także uzyskać pomoc psychologa co było dla mnie nie bez znaczenia, jako, iż z pomocy duchownych (całkowicie nieobecnych w szpitalu – poza kaplicą) nie korzystam. Największe wrażenie wywarła na mnie opieka anestezjologiczna w przeddzień i w dniu zabiegu. Muszę to napisać – od dawna nie poznałem tak komunikatywnej, oddanej swemu zawodowi a przez to mojemu dobru, osoby, jaką okazała się być prowadząca mnie anestezjolog. W swojej zawodowej poprawności była ona także nad wyraz pełna ludzkich odruchów. Komunikowała się nie tylko werbalnie, ale także pozawerbalnie – przez uśmiech czy dotyk. Ogólnie zmieniło się podejście do pacjenta. Jako, że zwróciłem na uwagę wcześniej muszę zaznaczyć, że jako profanowi rzuciło mi się w oczy też to, że znacznej poprawie uległo wyposażenie sali operacyjnej oraz pooperacyjnej, a ich stan techniczno-wizualny był wzorowy

Stan constans został zachowany w zakresie przyjęcia do szpitala. Nadal jest to proces zbytecznie wydłużony. Żmudny. Obarczony nadmiarem biurokratycznych wymogów.

Obecnie jestem szczęśliwym rekonwalescentem, który nad wyraz dobrze wspomina pobyt w NFZ’owskim szpitalu w Warszawie przy ulicy Banacha :)

  1. pewna wiedźma
    06/10/2007 o 13:49

    OOOOO!!!!! No po prostu zaniemówiłam. Juz sam tytuł może spowodowac zawał serca… „zadowolony pacjent”. I tak czytający Ci nie uwierzą. Wracaj szybciutko do pełni sił i mimo dobrych wspomnień nie wracaj do szpitala. A co do izby przyjec, biurokracja niestety konieczna, a może ulegnie skróceniu po wprowadzeniu kart ubezpieczenia i powszechniejszej informatyzacji w szpitalach. Pozdrawiam serdecznie.

  2. 07/10/2007 o 13:11

    Też tak myślę. Spodziewam się ponadto wizyty CBA – bo zadowolony pacjent jest co najmniej podejrzany, a w zasadzie należy tylko uzyskać dowody winy ;)

  3. Mirosław M
    08/10/2007 o 01:08

    Pytanie zasadnicze – czy po wizycie w szpitalu posiadasz wszystkie swoje części ciała widoczne i te zakryte?
    Pytanie dodatkowe – czy wychodząc ze szpitala sprawdziłeś czy aby przypadkiem nie wszyto ci podsłuchu lub jakiegoś implantu?
    Pytanie ostatnie – czy szpital, w którym przebywałeś był w Polsce?
    Posumowanie:
    Jeśli na pytanie pierwsze oraz drugie odpowiedziałeś twierdząco a przy trzecim się zastanowiłeś to:
    Witaj wśród żywych.

  4. aniou
    08/10/2007 o 10:59

    @MM
    Nie doszukuj się drugiego dna – najwidoczniej szpital na Banacha jest b. dobrym szpitalem. Osobiście znam dwie osoby, którym uratowano tam życie (piszę dosłownie, a nie w przenośni, bo stan obydwu był już ciężki). Jedna po zawale, druga po operacji. Obydwa przypadki leczono wcześniej w szpitalu w Ciechanowie i doprowadzono do stanu, który dobrej opinii ciechanowskiemu szpitalowi nie przysporzył.

    A co do Banacha: nie tylko odratowano, „ustawiono do pionu” to jeszcze zadbano, by po wyjściu ze szpitala chorzy otrzymali odpowiednią opiekę ze strony innych placówek. Troszkę to zbyt skomplikowane do opisania w komentarzu, ale widać było, że opieka nad pacjentem nie skończyła się po opuszczenie przez niego oddziału.

  5. Mirosław M
    15/10/2007 o 22:27

    Do szpitala Banacha to ja nic nie mam, lecz czy dobrze sprawdziłeś czy ci, co wyszli ze szpitala nie byli czasami klonami. Troszkę to zbyt skomplikowane do opisania w komentarzu, ale… jak czasami patrzę w telewizor (a gapię się w niego bardzo rzadko) widzę dwóch takich samych. Może to oni.?!

  1. No trackbacks yet.
Możliwość komentowania jest wyłączona.
%d blogerów lubi to: